Hubert Bułgajewski: Chciwi na Amazonię

Przyroda i rdzenna ludność ofiarami kryzysu gospodarczego w Wenezueli

fot. pixabay.com, DaFranzos

Państwa znajdujące się w poważnych tarapatach gospodarczych zrobią wszystko, by wydostać się z macek kryzysu. Nawet jeśli ceną jest degradacja środowiska naturalnego, które tak naprawdę jest wspólnym dobrem całej ludzkości. Takim państwem jest pogrążona w kryzysie Wenezuela. 

Państwo na drodze do upadku
Wenezuela od kilku lat znajduje się w poważnym kryzysie finansowym, który pogłębił się w 2017 roku. Ten leżący w obrębie lasów deszczowych Amazonii kraj znalazł się na krawędzi, za którą może stać się państwem upadłym. Według badaczy z School of International and Public Affairs na Uniwersytecie Columbia około 11,4% żyjących w tym kraju dzieci jest niedożywionych. Wenezuelska gospodarka z powodu niskich cen ropy i złej polityki rządu Nicolása Maduro się kurczy, a inflacja sięga niebotycznych wartości.

Widoczne z kosmosu tropikalne Amazonii, których część znajduje się na terytorium Wenezueli.  Źródło: NASA

Kraj boryka się z niedoborami żywności, paliwa i lekarstw, co staje się przyczyną licznych grabieży. Jak doniósł w styczniu brytyjski dziennik The Guardian, sklepy z żywnością są rabowane przez tłumy zdesperowanych ludzi. Ponad 100 masowych kradzieży odnotowano w ciągu tylko 11 dni stycznia tego roku.

Złoto dla zuchwałych i zdesperowanych

Dla przypartego do muru reżimu nie liczy się przyroda i jej bogactwo roślin i zwierząt. Liczą się pieniądze. fot. https://news.mongabay.com

W miarę jak rozpadał się przemysł naftowy kraju z powodu bardzo niskich cen ropy, a jej sprzedaż spadła do najniższego od 2002 roku poziomu, prezydent Maduro podjął się próby zażegnania problemu poprzez sprzedaż bogactw mineralnych kraju. Chcąc zachęcić zagranicznej spółki wydobywcze i zagranicznych inwestorów, ogłosił otwarcie w 2016 roku strefy wydobywczej Orinoco Arco Minero.[->]

Obejmuje ona liczący 112 tys. km2 obszar w stanie Boliwar w południowo-wschodniej części kraju, na południe od rzeki Orinoko. Na jego terenie rosną tropikalne lasy deszczowe, które są bogate w liczne gatunki roślin i zwierząt. Jednak region obfituje nie tylko w wielką bioróżnorodność – cenną dla całego świata. To też skarby kryjące się pod ziemią. Przede wszystkim złoto i diamenty.

Ten bajecznie bogaty w drogocenne minerały i różnorodność biologiczną obszar jest dotknięty skrajnym ubóstwem. Jesienią ubiegłego roku pracujący dla internetowego dziennika Mongabay Bram Ebus udał się do Wenezueli, aby na własne oczy zobaczyć, jak wygląda sytuacja w Orinoco Arco Minero. Na miejscu dowiedział się o skorumpowanych dowódcach wojskowych, którzy zakładają własne górnicze włości, o uzbrojonych gangach nielegalnie pracujących górników, a także o pracujących w górnictwie rdzennych mieszkańcach Amazonii, którzy żyją w ubóstwie. Ludność tubylcza, która z powodu podyktowanej inflacją biedy jest zmuszona do porzucenia swojego tradycyjnego trybu życia i podjęcia się pracy w górnictwie.[->]

Zagrożone lasy pod rządami reżimu
Działalność górnicza w Orinoco Arco Minero sprawia, że zagrożone jest środowisko i jego bogata bioróżnorodność. W regionie znajduje się Park Narodowy Canaima, znajdujący się na liście UNESCO, ma powierzchnię 30 tys. km2, na której rosną tropikalne lasy zamieszkiwane przez takie gatunki jak jaguar czy gigantyczna wydra arirania. Obszar, który ma być objęty wydobyciem, obejmuje także rezerwat leśny Imataca oraz La Paragua i El Caura. W regionie znajduje się także Cerro Guanay Natural Monument – chroniony obszar górski i przełom rzeki Caroni.

Zagrożeniem jest nie tylko górnictwo czy nielegalna wycinka drzew, ale także same przyparte do muru władze. Reżim, który nie chce, by jego kraj podzielił los pogrążonej w wojnie domowej Syrii, a on sam Kaddafiego, robi wszystko, by utrzymać społeczeństwo w ryzach.

Jednym z problemów z upadłymi państwami takimi jak Syria, Somalia czy Wenezuela jest to, że są one niebezpieczne dla chcących je odwiedzić dziennikarzy. Regiony takie jak Orinoco Arco Minero są podwójnie odległe. Są daleko od większych miast i można tam napotkać na drodze ciężko uzbrojony patrol wojskowy lub milicyjny, których członkowie to niezbyt gościnni ludzie. Na nowo powstałej stronie internetowej Arco Minero Bram Ebus opowiada o tym, jak został bezprawnie zatrzymany przez Wenezuelską Gwardię Narodową podczas zbierania materiałów prasowych dla Mongabaya. Żołnierze uzbrojeni w broń szturmową przetrzymywali Ebusa i jego kolegów na terenie jednej z firm wydobywczych. Na szczęście obcokrajowcy zostali po krótkim czasie wypuszczeni.[->]

Taki sposób postępowania, jakim jest zastraszanie dziennikarzy, sprawi, że te upadające państwo stanie się informacyjną czarną dziurą, z której będzie wypływać niewiele raportów dotyczących środowiska. W miarę jak przemoc będzie się nasilać, Wenezuelę upuszczą badający dziką przyrodę naukowcy i organizacje pozarządowe, jak i wielu zagranicznych dziennikarzy. To jeden z powodów, dla których doniesienia takich dziennikarzy jak Bram Ebus, są teraz tak ważne. W swoim cyklu dla Mongabaya ilustruje on dynamikę ekonomii katastrofy, która może zmusić rdzenne społeczności – zdesperowanych ludzi, którzy wybierają złą stronę – do porzucenia tradycyjnego stylu życia i oddania swoich ziem pozbawionym skrupułów firmom wydobywczym. – Zostaliśmy uznani za obrońców dżungli. Nie jesteśmy już nimi. Jesteśmy niszczycielami dżungli – powiedział miejscowy prawnik Juan López.

Lasy trzeba chronić
Tropikalne lasy, z Amazonią na czele, wymagają szczególnej ochrony. Zwłaszcza dziś, kiedy formacjom tym zagraża zmieniający się klimat. Lasy deszczowe Amazonii, rozciągające się od peruwiańskich Andów po brazylijskie brzegi Atlantyku, nazywane są płucami świata. Obszar ten należy do kluczowych regulatorów klimatu. Roślinność dżungli przez cały rok pochłania atmosferyczny dwutlenek węgla i odpowiada za 20% światowej produkcji tlenu. Amazonia stanowi też ważną część ziemskiego cyklu hydrologicznego – na jej obszarze znajduje się 20% światowych zapasów słodkiej wody.

Wiecznie zielony las deszczowy w Amazonii w normalnych warunkach pochłania 1,5 miliarda ton CO2 rocznie. Jednak w ostatnich latach zaczyna się to zmieniać. Powodem jest postępujące ocieplenie ziemskiej atmosfery i wycinanie drzew. Ale kierujące się instynktem autorytarne władze nie przyjmują tego do wiadomości, a to poważny błąd, za który może zapłacić cała ludzkość.[->]

 

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here