TAKIE CZASY: Groźny symetrysta

Nie ma co się zastanawiać: przyłącz się albo znikaj.

Jak świat światem i jak historia historią indywidualistom w życiu zawsze było trudno. Nonkonformizm kosztuje. W spolaryzowanej rzeczywistości końcówki drugiej dekady XXI wieku jest jeszcze gorzej.

Stoję na granicy dwóch światów, w żadnym nie czuję się u siebie ­– napisał ponad sto lat temu Tomasz Mann w swojej noweli Tonio Kröger. Ilu z nas nie odczuwało w życiu czegoś identycznego? Dotyczy to niemal każdej sprawy, polityka nasuwa się tu jako obszar najbardziej oczywisty, ale przecież nie tylko. Internetowe spory o globalne ocieplenie, kłótnie o imigrantów czy – coraz bardziej już standardowe – światopoglądowe spory o eutanazję czy aborcję, wzniecane przez wzmożonych inkwizytorów.

Chęć zaangażowania logiki i analizy faktów budzi zdziwienie.

W każdym z tych tematów, i w wielu innych przypadkach, świat, kraj, najbliższe otoczenie – oczekuje od Ciebie, Szanowny Czytelniku, stanowczych deklaracji. Bezkrytycznego przyłączenia się do jednego z dwóch funkcjonujących w każdej istotnej sprawie obozów. Trzecia droga to zdrada. Droga namysłu to wypaczenie. Poszukiwanie dodatkowych odpowiedzi to skandal. Wynaturzenie. Nie bez powodu rewolucjoniści francuscy nazywali polityczne i społeczne centrum pogardliwie bagnem.

Niebezpiecznie gryzie odcinanie się od emocji.

Hejt na ludzi dostrzegających błędy, ale i racje obu walczących w każdej istotniejszej ideowo, kulturowo bądź społecznie sprawie, przybiera zawsze ten sam schemat. Będą mówić, że się wywyższają. Że popadają w samozadowolenie. Powiedzą, że symetryści, ci współcześni banici, generują wobec siebie niesłuszne poczucie estetycznego dystansu i moralnej supremacji. I nie będzie to ani trochę dziwne. W końcu zadawanie pytań, szukanie sprzeczności, wbijanie słusznych szpilek jednym i drugim – musi boleć. Musi być dziwne, że komuś bardziej zależy na wyważeniu opinii i wypunktowaniu kłamstw. Musi doskwierać chęć zaangażowania logiki i analizy faktów. Niebezpiecznie gryzie odcinanie się od emocji.

Poszukiwanie niespójności nie budzi poklasku.

Podkreślmy, że nie mówimy tutaj o skrajnym relatywizmie. Nie mówimy o pogardliwym określaniu obu zwaśnionych stron w danej sprawie takimi samymi. Mówimy o poszukiwaczach niespójności. O tropicielach koloryzowania poglądów na daną sprawę. Oni często robią to kosztem poklasku, akceptacji, a przede wszystkim – przy własnych wątpliwościach, czy wkładanie kija w mrowisko ma w danej sprawie jakikolwiek sens.

Indywidualizm w epoce konformizmu wymaga odwagi.

W epoce młotkowania milionów propagandowych gwoździ w miliony głów wydaje się to heroicznym wysiłkiem. Dlatego tym bardziej, my, ludzie inteligentni i poszukujący, doceniajmy symetrystów, pustelników, wygnanych z plemion, którzy mieli odwagę kontestować bezkrytycznie zwaśnione strony w świętych sporach. Oni nie muszą mieć zawsze racji. To fakt. Ale mieli odwagę wyindywidualizować się z rozentuzjazmowanego tłumu. A w drugiej dekadzie XXI wieku, skażonej konformizmem i poprawnością, to wielka sztuka.

Paweł Krulikowski
Politolog, komentator i analityk. Absolwent UW oraz SGH. Główny obszar zainteresowań: wizerunek polityczny. Jako konsultant brał czynny udział w trzech ostatnich kampaniach wyborczych. Po różnych stronach. Obecnie w sektorze prywatnym. Sceptyk. Symetrysta. Po godzinach basista zespołów Popkultura oraz Kapitan Nemo.