Gotówka kosztuje rocznie tyle, co program 500+

Piotr Wójcik: Polska bezgotówkowa

  • Kolejne kraje minimalizują obrót gotówkowy.
  • Obrót gotówką kosztuje rocznie tyle, co program 500+.
  • Gotówka sprzyja szarej strefie i szemranym interesom.


Przodują Szwedzi

Szwecja  jest europejskim liderem w ograniczaniu obrotu gotówkowego. Podczas gdy w Polsce wciąż znajdziemy sklepy czy restauracje, w których nie można zapłacić kartą, w Szwecji odwrotnie: przybywa miejsc, w których nie da się już zapłacić gotówką. 

Zaledwie co czwarty Szwed płacił gotówką w ostatnim tygodniu, a ponad jedna trzecia Szwedów w ogóle jej nie używa. Wartość gotówki w obiegu stanowi zaledwie 1,4 procenta szwedzkiego PKB – średnia unijna wynosi 8,6 procent.

Obrót gotówkowy kosztuje Polskę rocznie 20 mld zł – równowartość wartości programu 500+.

W Szwecji udało się stworzyć nawyk płacenia przy użyciu karty lub przelewów do tego stopnia, że transakcje gotówkowe w powszechnej opinii uchodzą za podejrzane.

Gotówka powoli odchodzi do lamusa zresztą w większości krajów UE – także w Polsce. Warto ten proces wspierać, bo wyeliminowanie pieniądza papierowego przyniesie znaczne korzyści.

Taniej i bezpieczniej

Wyeliminowanie gotówki przyniesie wymierne oszczędności. Wg analityków Międzynarodowego Funduszu Walutowego, obrót gotówkowy kosztuje Polskę około jednego procenta PKB. To oznacza, że każdego roku tracimy blisko 20 mld zł – niemal równowartość rocznego programu 500+.

Tą ogromną kwotę pochłania drukowanie pieniędzy, ich dystrybucja, transport oraz ich przechowywanie, a także tworzenie mechanizmów bezpieczeństwa. Im mniej pieniądza gotówkowego w obrocie, tym mniejsze koszty z nim związane.

Obrót bezgotówkowy znacznie ograniczyłby szarą strefę oraz utrudnił prowadzenie działalności przestępczej.

Wyeliminowanie gotówki znacznie ogranicza też zjawisko kradzieży. Potencjalny złodziej mniej chętnie wyrwie nam torbę lub ukradnie portfel z kieszeni, jeśli prawdopodobieństwo, że będą tam pieniądze, będzie minimalne.

W Szwecji dzięki upowszechnieniu obrotu bezgotówkowego, zminimalizowano skalę napadów rabunkowych. Po wprowadzeniu terminali płatniczych u kierowców autobusów, poradzono sobie z falą napadów rabunkowych na kierowców.

Szara strefa woli cash

Przede wszystkim jednak obrót bezgotówkowy znacznie ograniczyłby szarą strefę, a także utrudnił prowadzenie działalności przestępczej. Raczej nikt nie płaci za transakcje bez paragonu kartą. Rzadko też płaci się za narkotyki przelewem.

Przestępcy musieliby się solidnie napracować, by rozliczać swoje transakcje bezgotówkowo, a organy ścigania mogłyby dużo łatwiej śledzić pieniądze w obrocie grup przestępczych i łączyć ze sobą podmioty i środowiska.

Organy skarbowe również miałyby oszustów podatkowych na widelcu. Według Ernst & Young, wzrost liczby transakcji bezgotówkowych o 100 procent, doprowadziłby do ograniczenia szarej strefy w Polsce o 2,5 proc. PKB. Budżet zyskałby na tym 7 mld zł.

Płatności konsumenckie

Polska wygląda pod tym względem już teraz w miarę nieźle, choć do Szwecji oczywiście sporo nam brakuje. Udział gotówki w płatnościach konsumenckich wynosi 63 proc., jednak w krajach strefy euro średnia to 79 proc.

Najwyższy udział gotówki w płatnościach detalicznych gospodarstw domowych jest na południu Europy, gdzie, nieprzypadkowo zresztą, jest też szczególnie szeroka szara strefa. W Grecji gotówka odpowiada za 88 proc. transakcji, a we Włoszech za 86 proc.

Jednak są też kraje, które Polskę wyprzedzają zdecydowanie. W Holandii gotówka ma 45-procentowy udział w transakcjach konsumenckich, a w Estonii 48 proc.
Udział gotówki w PKB Polski wynosi 9,3 proc. To nieco więcej niż wynosi średnia unijna (8,6 proc.), ale też mniej niż w krajach regionu.

W Czechach udział gotówki w PKB to 11 proc., a na Węgrzech 12,5 proc. Z drugiej strony jednak są też kraje, w których ten udział jest minimalny. Poza opisaną wyżej Szwecją, to też Dania (3 proc.) i Wielka Brytania (3,5 proc.).

Karta do płacenia

W liczbie transakcji bezgotówkowych na jednego mieszkańca wypadamy już słabo. W 2016 r. na jednego Polaka przypadło 147 transakcji bezgotówkowych, tymczasem średnia unijna to 239. Faktem jest, że w czołówce są głównie kraje bogate, w których po prostu mieszkańcy przeprowadzają więcej transakcji, niż w krajach mniej zamożnych.

W czołówce jest też stojąca na podobnym poziomie rozwoju, co Polska, Estonia. Na Estończyka w 2016 przypadło 327 transakcji rocznie – więcej niż na Francuza czy Niemca.

Wciąż 17 proc. dorosłych Polaków nie posiada konta bankowego.

Mamy za to bardzo dobry odsetek transakcji bezgotówkowych w ogólnej liczbie transakcji przeprowadzanych kartami płatniczymi – aż 81 proc. Oznacza to mniej więcej tyle, że zdecydowana większość transakcji kartą służy nam do płacenia, a nie wypłacania gotówki. Pod tym względem jesteśmy na siódmym miejscu w UE. Wyprzedzamy też zdecydowanie chociażby Niemcy i Austrię (po 59 proc.).

Poborca z terminalem

Polskie braki w obszarze eliminacji gotówki wynikają głównie z relatywnie niskiego rozpowszechnienia usług bankowych wśród obywateli. Aż trudno uwierzyć, ale wciąż dorosłych 17 proc. Polaków nie posiada konta bankowego. Zaledwie 69 proc. osób posiadających konto bankowe korzysta z bankowości internetowej.

7 procent Polaków posiadających rachunek w banku nie korzysta z karty płatniczej. Z płatności mobilnych korzysta jedynie 5 proc., a 28 proc. w ogóle o nich nie słyszała.
Liczba wydanych kart płatniczych na jednego mieszkańca Polski to 0,96. Przeciętna unijna jest aż o połowę wyższa.

Z drugiej strony trudno nie zauważyć szybkiej poprawy – liczba kart mieszkańca od 2001 roku wzrosła w Polsce niemal trzykrotnie, a w całej Europie tylko o jedną trzecią. Posiadamy 610 bankomatów na milion mieszkańców, co jest dopiero 14 wynikiem w UE – średnia unijna to 868. Pod względem liczby terminali płatniczych na milion mieszkańców jesteśmy dopiero na 22 miejscu w UE, a średnia unijna jest prawie dwa razy wyższa.

Wyeliminować banknoty i monety

Nad Wisłą również niemało się robi, żeby wyeliminować gotówkę z obrotu. Program Polska bezgotówkowa umożliwił nabycie bezpłatnego terminala płatniczego wielu punktom handlowym, które do tej pory go nie miały. Korzystają z niego na przykład lekarze w prywatnych gabinetach. Od sierpnia nałożono także obowiązek na banki oferowania bezpłatnych rachunków bankowych – zgodnie z unijną dyrektywą.

Pojawiają się też punkty, w których można płacić tylko kartą – tak jest chociażby w sklepikach jednej ze śląskich sieci siłowni. To jednak wciąż mało. Przede wszystkim należy umożliwić płatności kartą we wszystkich placówkach użyteczności publicznej. Jest absurdem, że nie można zapłacić kartą za ksero w Bibliotece Śląskiej. Także kupno biletów w autobusach KZK GOP możliwe jest tylko przy użyciu gotówki.

Poborcy ściągający zaległości podatkowe w wielu miastach również przyjmują płatności tylko w gotówce, choć mogliby przecież nosić przenośne terminale.
W przyszłości trzeba będzie się też zastanowić, nad wprowadzeniem górnego limitu na transakcje gotówkowe – na przykład w wysokości tysiąca złotych.

Czas powoli kończyć z gotówką, bo to relikt przeszłości – w XXI wieku do niczego nie jest już potrzebna.



📻 Piotr Wójcik: Czy Polsce grozi krach?