Górnicy dostali to, co chcieli – iluzję


Wyższe odprawy i iluzoryczne bezpieczeństwo – tyle wynegocjowały związki zawodowe górników z rządem. W rezultacie podatnicy będą dopłacać do nierentownych kopalń kilka lat dłużej, zanim i tak upadną.

Podpisane w sobotę porozumienie rządu z górniczymi związkowcami to kolejne poklepywanie górników po plecach. Tyle że tym razem rząd likwiduje nierentowne kopalnie, a przekonuje górników, że nie ma potrzeby, aby szukali nowej pracy, bo mają ją zagwarantowaną. To krok dalej niż poklepywanie górników w wykonaniu premiera Donalda Tuska, ale to wciąż obietnice bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe do spełnienia.

Osią porozumienia jest zmniejszenie liczby górników, którzy trafią do Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Zamiast sześciu ruchów (połączonych w czterech kopalniach), do SRK trafią cztery: Centrum, Makoszowy, Piekary i Brzeszcze. Dwa pozostałe – Bobrek i Sośnica znajdą się w nowej Kompanii Węglowej razem z 9 innymi kopalniami KW.

SRK, zamiast likwidować (do czego została stworzona) ma “naprawiać” przejęte kopalnie. Jest tylko jeden problem – SRK jest utrzymywana z budżetu Państwa, który na restrukturyzację KW wyda (na początek) 2,3 mld zł. Tymczasem unijne przepisy – o czym wielokrotnie przypominał m.in. pełnomocnik rządu Wojciech Kowalczyk – dopuszczają pomoc publiczną tylko na likwidację kopalń.

W porozumieniu kończącym strajki znalazł się zapis, że kopalnie przeniesione do SRK “będą prowadzić eksploatację w ramach przygotowanych programów naprawczych zgodnie z decyzją Rady UE 2010/787/UE z 10.12.2010”. Tymczasem w decyzji rady jest mowa tylko o… “planie zamknięcia”.

Dla jasności unijni urzędnicy wytłumaczyli w decyzji, że zamknięcie “oznacza trwałe zaprzestanie produkcji i sprzedaży węgla”. Natomiast sam plan zamknięcia “oznacza plan opracowany przez państwo członkowskie, przewidujący działania, których skutkiem ma być ostateczne zamknięcie jednostek produkcyjnych węgla”. Jeżeli kopalnia nie zostanie zamknięta do końca 2018 roku, państwo będzie musiało odzyskać całą udzieloną jej w ramach planu zamknięcia pomoc publiczną.

Co to oznacza? Że w kopalniach przekazanych do SRK znowu wróci spokój, czyli wydobywanie węgla na koszt państwa, nawet przez najbliższe cztery lata. A co później? Kopalnie i tak będą musiały zostać zlikwidowane, bo nie będą w stanie zwrócić pomocy. Nie będzie to dotyczyło tylko Brzeszczy, które – jeśli nie znajdą nabywcy – wrócą do nowej Kompanii Węglowej, znowu obciążając rachunek nowo powstałej firmy.

Mało prawdopodobne, że na kopalnie przekazane do SRK znajdzie się chętny. Spółki energetyczne w tym konflikcie wystąpiły raczej jako hipotetyczni nabywcy którejś z czterech najgorszych kopalń. Jednak – bez mało prawdopodobnego przymuszenia przez MSP – niczego nie kupią, bo nie leży to w ich interesie.

Zamiast inwestować setki milionów w nierentowne kopalnie, których okres zwrotu będzie liczony w dekadach, wolą kupować coraz tańszy surowiec na rynku, a pieniądze wydawać na swoje podstawowe biznesy. Poza tym, oprócz inwestycji, musiałyby pokryć także wszystkie straty, jakie dana kopalnia wygeneruje w ramach SRK (zapisy porozumień oznaczają, że straty nie będą właściwie ograniczane), czyli setki tysięcy złotych dziennie plus takie same straty przez okres do wyjścia kopalni “na zero”. Do tego na swoje barki musiałby wziąć odprawy dla zwalnianych pracowników, czy deputaty węglowe dla emerytów.

W rezultacie zamiast pokrycia tylko kosztów zamykania kopalń, budżet najprawdopodobniej będzie do nich dopłacać jeszcze przez cztery lata. W tym czasie sytuacja innych kopalń nadal będzie zła, bo na rynku wciąż będzie nadprodukcja surowca i dobre kopalnie nie będą wstanie zwiększyć wydobycia, aby wyjść na prostą.

W tym kontekście wyższe odprawy – jak wylicza kancelaria premiera – sięgające nawet 170 tys. zł na osobę, to jedynie wierzchołek góry lodowej.

Redakcja reo.pl

fot. oatsy40/CC BY 2.0

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here