Są szanse na bycie miliarderem! Geniusza się tworzy, a nie rodzi

Laszlo Polgar przekuł słowa Einsteina w czyn. Ty też możesz.

Kiedy pedagog i trener szachowy Laszlo Polgar napisał książkę pt: Jak wychować geniusza, stał się tak wiarygodny, że zaufała mu ukraińska nauczycielka o imieniu Klara. Stworzyli parę, która zamieniła swoje życie w projekt mający udowodnić jedną z mniej popularnych teorii Einstaina, mówiącą o tym, że geniusza się tworzy, a nie rodzi.

Kuźnia Polgarów
Realizacja planu rozpoczęła się w kwietniu 1969 roku, kiedy to na świat przyszła ich pierwsza córka, Zsuzsa. Ojciec chciał, by rozwijała się w kierunku matematyki. Jednak ona, zupełnie przypadkowo, odkryła w domu nową zabawkę i wtedy okazało się, że czterolatka ma ogromny potencjał, którym należy zająć się w odpowiedni sposób. Wkrótce szachy, bo o nich mowa, stały się całym życiem dziewczynki. Pierwsze kroki na szachownicy stawiała pod okiem ojca, by za chwilę ogrywać najbardziej wybitnych przeciwników. Zgadzając się z twierdzeniem, że możliwości dzieci w dużej mierze nie są wykorzystywane we właściwy sposób, edukację potomstwa rodzice wzięli we własne ręce. W zaciszu mieszkania w bloku uruchomili, jak się później okazało, hurtową produkcję geniuszów.

– W porównaniu z tym czym powinniśmy być, jesteśmy jedynie na wpół rozbudzeni – konstatował już na początku XX stulecia Wiliam James, amerykański prekursor psychologii humanistycznej i fenomenologii. Jako psycholog zachęcał do uwalniania i rozbudzania potencjału naturalnie drzemiącego w każdym z nas. O tym, jak bardzo Leopold Mozart wspierał rozwój syna raczej nie wiedzą współcześni rodzice. A jednak wiedział o tym Polgar, który podobnie jak ojciec Wolfganga zajął się rozwojem swoich dzieci na poważnie.

Na początku lat 80. wszystkie trzy córki Polgarów przejawiały wybitne zdolności szachowe. Susan i Sophia miały na swoim koncie wielokrotne zwycięstwa otwartego turnieju w Nowym Jorku czy też pokonanie czterech arcymistrzów szachowych w czasie jednych zawodów jeszcze zanim ukończyły 15 lat. Do tego momentu panowała opinia, że kobiecy mózg nie jest zdolny do gry w szachy na tak wysokim poziomie; że jedynie męska konstrukcja mózgu pozwala na przestrzenną analizę szachownicy.

Sukces Polgarów nie tylko położył kres owej teorii, ale dowiódł też czegoś, co wielu rodziców odkryło już znacznie wcześniej. A mianowicie, że na większe wykorzystanie potencjału, wydobycie ponadprzeciętnych mocy może zdecydować się praktycznie każdy rodzic, dbający o rozwój swego dziecka. Potwierdza to zarówno teoria James, jak i badania Catharine Morris Cox Miles, która analizowała, co sprawia, że młody człowiek staje się geniuszem. Z jej badań wynika, że jedynie samozaparcie i wytrwałość w dążeniu do celu budzi w dziecku geniusza.

Mała Susan Polgar sama zainteresowała się szachownicą. Nie była przymuszana, ale zachwycona nową zabawką chętnie zgłębiała tajniki gry na wysokim poziomie. Jednak – jak wspomina – za jej sukcesem stoją długie godziny ciężkiej pracy. Codziennie przez sześć godzin studiowała literaturę szachową. W jej mieszkaniu było ponad pięć tysięcy tytułów poświęconych grze w szachy, a wśród nich katalogi partii z wyciętymi planszami rozgrywek. Lata ćwiczeń sprawiły, że gra z niezwykłą lekkością, bez cienia namysłu czy zawahania. Dziś, będąc dorosłą kobietą, przyznaje, że jej posunięcia są intuicyjne, a mózg samoczynnie podpowiada jej najlepsze z możliwych rozwiązania, których efektem jest kolejna wygrana z przeciwnikiem.

Badania Blooma
Gdy amerykański psycholog i pedagog Benjamin Bloom rozpoczął badania nad geniuszem okazało się, że tylko niewielki procent badanych przejawiał wyjątkowe cechy już we wczesnym dzieciństwie. Znakomita większość genialnych dzieci nie stanowiła powodów do dumy ani dla nauczycieli, ani dla rodziców. Badania dowiodły, że bycia cudownym dzieckiem nie gwarantuje ani wrodzony talent, ani ponadprzeciętny iloraz inteligencji.

Według Blooma sukces budują trzy składowe: zainteresowanie daną dziedziną, pragnienie osiągnięcia sukcesu oraz gotowość do podjęcia wysiłku i zainwestowania czasu w osiągnięcie celu. Bez tych trzech warunków, zdaniem twórcy podręcznika Taksonomia celów kształcenia, klasyfikacja celów edukacji, nie mamy szansy na ukształtowanie geniusza. I tu z pomocą przychodzą nam współcześni amerykańscy naukowcy.

Statystycznie rzecz biorąc, wszyscy w wieku przedszkolnym mieliśmy genialne umiejętności.

Niedawno świat poruszyła wiadomość, że wszyscy rodzimy się geniuszami. Z najnowszych badań NASA wynika niezbicie i niepodważalnie, a przynajmniej chcemy w to wierzyć, że przychodząc na ten świat niby tabula rasa, jesteśmy nie tylko wyjątkowi, ale i mamy niesamowitą zdolność, która predestynuje nas do bycia geniuszami. Testy na kreatywność stworzone na zlecenie NASA przez George’a Landa i Betha Jarmana dowiodły , że fantastycznie radzimy sobie w sytuacjach wymagających od nas kreatywnego podejścia, wspaniale rozwiązujemy problemy i zadania. Testy badały w sposób wymierny potencjał przyszłych naukowców pracujących przy konstruowaniu rakiet czy siników. Jednak po zakończonych badaniach pojawiły się wśród naukowców pytania o genezę kreatywności. Czy rodzimy się pełni pomysłów, czy też raczej, czerpiąc z doświadczeń życiowych, z wiekiem stajemy się bardziej twórczy? By odnaleźć odpowiedzi na te pytania naukowcy przeprowadzili testy na grupie 1600 dzieci między czwartym a piątym rokiem życia.

Wyniki pokazały, ze zaledwie 2% badanych nie mieści się w widełkach zarezerwowanych dla cudownych dzieci. Zatem, statystycznie rzecz biorąc, wszyscy – z drobnymi wyjątkami – w wieku przedszkolnym mieliśmy genialne umiejętności. Dokładnie tak, mieliśmy, bo testy powtórzone pięć lat później pokazują, że w jakichś niewyjaśnionych okolicznościach znaczna część grupy znormalniała, wypadając poza nawias zarezerwowany dla wybitnych.

Co poszło nie tak?
Zapyta każdy, kto przed chwilą jeszcze cieszył się przynależnością do genialnych dzieci, by w przeciągu dekady wylądować w drużynie zwyklaków. Cóż, każdy kto chodził do szkoły, może odnaleźć odpowiedź we własnych wspomnieniach…

System edukacji nie sprzyja naszej wrodzonej frywolności i kreatywności. Spróbujmy wyobrazić sobie 20-osobową grupę przedszkolną, której przygląda się wspierająca indywidualność i niczym nie skrępowaną ekspresję mądra nauczycielka. Czy pamiętacie może swój własny etap przedszkolny, kiedy wszyscy na komendę myliśmy ręce, jedliśmy zupę mleczną, malowaliśmy wiosną kwiaty, zimą bałwana, a latem plażę i wszystkie obrazki w korytarzu były takie same?

Niestety, ale w tej kwestii niewiele się zmieniło. Dzieci wciąż są prowadzone jak po sznurku. Ich wrodzona spontaniczność zostaje zredukowana do jednego z 20 takich samych bałwanów na kartce A4. Czasem zdarzy się, że bałwan dla odmiany jest w kolorze marchewki, a marchewka w kolorze bałwana, ale to tylko wtedy, kiedy pani nauczycielka nie zdąży zainterweniować, narzucając właściwe kolory i kształty…