G. Napieralski: W Polsce brakuje debaty o energetyce


Rozmowa z Grzegorzem Napieralskim, posłem na Sejm RP z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

reo.pl: Czy wg polityków nowoczesne myślenie o energetyce musi się wiązać z energią jądrową?

Grzegorz Napieralski: W Polsce faktycznie tak jest – taki jest dziś trend w polskiej polityce. Zamknęliśmy się w prostym, schematycznym myśleniu: jest węgiel, więc palimy węgiel, a na przyszłość pomyślimy o atomie, bo jest nowocześniejszy. Tymczasem kwestia energetyki jest skomplikowana i powinniśmy o tym rozmawiać na różnych płaszczyznach. Wielu polityków jako jedyne antidotum na przestarzałe technologie, wykorzystywane w tradycyjnej energetyce, wskazuje energię atomową, a trzeba zwrócić uwagę na to, że cały program atomowy będzie nas kosztował 120 mld zł.

Niestety wciąż za mało słyszy się o prawdziwych kosztach budowy elektrowni atomowej. Mówi się o tym, że elektrownia atomowa nie emituje CO2, więc jest przyjazna środowisku. Nie wspomina się natomiast o problemie, jakim jest utylizacja paliwa jądrowego.

W Polsce brakuje na ten temat jakiejkolwiek debaty – ale nie chodzi o debatę organizowaną przez partie polityczne, ale szeroką debatę społeczną, która pozwoliłaby zorientować się w temacie przeciętnemu człowiekowi, który nie ma zbyt dużej wiedzy na ten temat. Teraz jest dobry moment, żeby taką debatę rozpocząć. Ludzie się tym interesują, co pokazuje referendum w Mielnie, gdzie w głosowaniu wzięło udział prawie 60 proc. mieszkańców.

To również dobry moment, żeby rozmawiać o odnawialnych źródeł energii. Warto przypomnieć, że po katastrofie w Fukushimie Japonia zaczęła normalnie funkcjonować właśnie dzięki OZE.

reo.pl: Czy SLD zamierza coś zrobić, aby taka debata się odbyła?

G.N.: My taką debatę już zorganizowaliśmy. Jeszcze przed wyborami odbyła się konferencja, na którą zaprosiliśmy zwolenników i przeciwników atomu. Efektem tej konferencji było podtrzymanie stanowiska SLD o referendum ws. atomu. Niestety debata ta nie odbiła się dużym echem w mediach.

Powinno się również informować ludzi o możliwościach, jakie daje wykorzystanie energii ze źródeł odnawialnych. Pochodzę ze Szczecina. Za każdym razem, kiedy przekraczam granicę i jadę niemiecką autostradą, widzę i z lewej, i z prawej strony wiatraki. W Niemczech się to opłaca, dlaczego nie u nas? Oprócz tego, że brakuje odpowiednich przepisów, które ułatwiłyby takie inwestycje, wciąż istnieje u nas bariera natury mentalnej. Ludzie boją się rzeczy, których nie znają. Co jakiś czas zdarzają się takie horrendalne sytuacje, że mieszkańcy jakiejś gminy protestują przeciwko budowie farmy wiatrowej, bo boją się np. infradźwięków. Brakuje działań edukacyjnych. Ludzie powinni się dowiedzieć, że energetyka odnawialna jest przyjazna środowisku, że się opłaca, że jest bezpieczna i konieczna.

Brakuje również systemu nauczania, który od małego wpajałby nam zdrowe i ekologiczne nawyki. Zresztą sami politycy się tym nie interesują. O odnawialnych źródłach energii rozmawiamy tylko przy okazji ustawy. A przecież powinniśmy poszukiwać alternatywnych rozwiązań w sektorze energetyki i w ogóle zacząć inaczej myśleć o energii. Ja jestem zwolennikiem energetyki rozproszonej.

reo.pl: Jak pan ocenia projekt ustawy o OZE, która w założeniu ma promować rozwój instalacji prosumenckich?

G.N.: Choć projekt ustawy o OZE nie trafił jeszcze do Sejmu, to budzi on wiele kontrowersji. Także i nasi eksperci są wobec niego krytyczni. Ich zdaniem projekt ustawy stanowi krok wstecz w stosunku do rozwiązań obowiązujących w poprzedniej ustawie oraz ustawie prawo energetyczne. Zmienia się filozofia wsparcia działań na rzecz jak najszerszego stosowania energii odnawialnej na filozofię koncentracji producentów i wypierania z rynku mikroźródeł wytwarzania energii odnawialnej. Jest do niej szereg uwag i zastrzeżeń.

fot. Grzegorz Napieralski, (fot. mat. prasowe)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here