Groźna Fryderyka

Kolejna wichura, która wyznacza nowy obraz polskiej zimy.

Polska doświadczyła kolejnego uderzenia orkanu. W nocy z 18-tego na 19. stycznia orkan Fryderyka przeszedł przez południową i środkową część naszego kraju. Tysiące domów zostało pozbawione dostaw energii, powalonych zostało wiele drzew, odnotowano liczne straty. Wichury przechodzące w półroczu zimowym nad Polską, stają się nową normą. Klimat się ociepla, dlatego częstotliwość i siła tych zjawisk rośnie.

Kolejna zimowa wichura w Polsce – to już staje się naszą tradycją
Zima w Polsce nie należy do najprzyjemniejszych. Mimo, że spadło nieco śniegu, który zresztą i tak niedługo się roztopi, to mowa tu przede wszystkim o wichurach. Brak śniegu jest bowiem raczej naszym najmniejszym zmartwieniem. Za to silne, porywiste wiatry, to dość przykre i niestety też niebezpieczne zjawiska pogodowe, jakich możemy doświadczyć w tym okresie. To nie pierwszy sezon jesienno-zimowy, kiedy w Polskę uderza orkan.

Czym jest orkan? To odmiana huraganu – po prostu głęboki ośrodek niskiego ciśnienia – niż baryczny, który generuje bardzo silny wiatr. Różnica polega na tym, że orkany, to subpolarne huragany, powstające na północy Atlantyku, przeważnie gdzieś w okolicy Islandii.

Kiedyś zjawiska te występowały w Polsce bardzo rzadko, gdyż zima w Polsce wyglądała przeważnie, jak ta z bajki. W XXI wieku stały się one naszą swoistą, pogodową tradycją. 18. stycznia wpierw w Holandię, a następnie w Niemcy uderzył orkan Fryderyka. Na obszar naszego kraju wichura wkroczyła wieczorem, a opuściła nad ranem.

Potęga żywiołu w zachodniej Europie
Najmocniej skutki uderzenia orkanu odczuły Holandia, Belgia i Niemcy, bo te państwa leżą bliżej Oceanu Atlantyckiego. Tak jak normalny huragan, orkan słabnie po wejściu nad ląd, ale robi to wolniej niż w pierwszym przypadku. Odnotowano wiele zniszczeń: zmiażdżone przez padające drzewa samochody, zerwane dachy, uszkodzone linie wysokiego napięcia. Są też zabici, w sumie 9 osób. Wiatr w położonej nad Oceanem Atlantyckim Holandii był tak silny, że rzucał ludźmi jak szmacianymi lalkami. To typowe dla tropikalnych cyklonów, ale przecież Europa w tropikach nie leży! Prędkość wiatru w porywach sięgała nawet 144 km/h. Podobna sytuacja była w Niemczech, gdzie odnotowano liczne zniszczenia, anulowano wiele lotów, a składy kolejowe ze względów bezpieczeństwa zostały uziemione.

Orkan w Polsce, na szczęście nie tak silny
Wieczorem wiatr dotarł do Polski. U nas nie wiało tak mocno, jak na zachodzie Europy, porywy tylko w kilku miejscach przekraczały 100 km/h, w Bielsku-Białej sięgając 115 km/h. Przeważnie jednak wiatr osiągał prędkość około 90 km/h, nie był więc tak niszczycielski, jak w Holandii.

Mimo to, nie obyło się bez strat i wielu utrudnień. Podobnie jak w Niemczech, na południu Polski miały miejsce utrudnienia w komunikacji, doszło też do wielu wypadków drogowych. W Strzelcach Opolski silny wiatr przewrócił autobus, który wpadł do przydrożnego rowu, na szczęście nikt nie zginął. Silny wiatr zakłócił też ruch lotniczy w Warszawie, Katowicach, Wrocławiu, Poznaniu oraz w Szczecinie. Wiele lotów zostało odwołanych. Ponad 50 tys. gospodarstw domowych zostało pozbawionych energii elektrycznej, najwięcej w województwie wielkopolskim. Duże kłopoty sprawiły towarzyszące orkanowi opady śniegu, co tylko zwiększało ryzyko wystąpienia wypadków drogowych.

Ta tradycja już z nami zostanie. Kto winien?
Zimy w Polsce nie są już takie jak kiedyś, co nie znaczy, że śniegu i mrozu nie ma. Klimatolodzy już od dawana prognozują, że takie zjawiska, jak wichury będą się nasilać, będzie ich więcej i będą miały bardziej destrukcyjny charakter.

Obserwuje się to od wielu lat, wraz ze wzrostem globalnej temperatury. Jak wynika z obserwacji prowadzonych przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, coraz częściej występują kilkugodzinne lub kilkudobowe okresy bardzo dużych prędkości wiatru. Atlantyk staje się coraz cieplejszy, więc zwiększają się szanse na powstanie bardzo aktywnych ośrodków niskiego ciśnienia.  Podobnie jak w przypadku huraganów, które uderzają w Stany Zjednoczone. Sytuację pogarsza kurcząca się czapa polarna w Arktyce. Cieplejsza Arktyka przekłada się na anomalie prądu strumieniowego – zimne powietrze wędruje bardziej na południe, i dłużej się tam utrzymuje. Zderza się ono z coraz to cieplejszymi wodami Atlantyku, co daje tak potężne zjawiska jak orkany.

W przyszłości będzie niestety tylko gorzej. Z każdym kolejnym rokiem szanse na białe Święta i bajkową zimę będą mniejsze. Większe będą za to szanse na zimę pochmurną i wietrzną, gdzie śnieg i mróz będą tylko gośćmi, wśród smętnej listopadowej szarugi w połowie stycznia. Tej aurze będą też, co jakiś czas, towarzyszyć orkany. A ponieważ ocean się ogrzewa, bo większa jest koncentracja gazów cieplarnianych, to zjawiska takie jak Ksawery z października 2017 roku, czy Fryderyka ze stycznia 2018 roku, będą silniejsze i w skali roku/pięciolecia/dziesięciolecia częstsze.


Źródła: grupa tvn, naukaoklimacie.pl

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.