PO SZCZYCIE ministrów finansów strefy euro mamy dla czytelników dokładnie €888

Piotr Wójcik o szczycie ministrów finansów strefy euro

 

Zapowiedzi z grubej rury

 

Po zakończeniu w zeszłym tygodniu szczytu ministrów finansów strefy euro ogłoszono dumnie porozumienie w sprawie reformy wspólnej waluty. Czyli…? 

 

Terroryzowanie eksportem

 

Reforma strefy euro to najważniejsze wyzwanie, przed jakim stoi Unia Europejska. Wszelkie inne problemy, takie jak wzrost znaczenia populistów w polityce krajów członkowskich, są w dużej mierze pochodną problemu źródłowego, jakim był, a w zasadzie nadal jest, kryzys w strefie euro. Wspólna waluta połączyła w jednym systemie tak różne gospodarczo kraje, jak Grecja i Holandia czy Portugalia i Niemcy, co generuje

 

nieustanne napięcia strukturalne.

 

Silne gospodarki eksportują na potęgę, notując ogromne nadwyżki handlowe, a słabsze – przytłoczone siłą wspólnej waluty – notorycznie notują deficyty. A utrzymujący się deficyt handlowy musi prowadzić po pewnym czasie do kryzysu.

 

Choć epicentrum kryzysu strefy euro już dawno jest za nami, pod względem nierównowagi handlowej wciąż niewiele się zmieniło. Te same kraje, które miały gigantyczne nadwyżki, wciąż je mają. Niespecjalnie zmienił się również zbiór krajów ponoszących straty. W drugim kwartale 2018 roku Niemcy zanotowały 7,6% nadwyżki na rachunku bieżącym, a Holandia 8,5%. Do krajów z nadwyżkami dołączyła Słowenia (aż 8,5%). Tymczasem na południu

 

Europa wciąż nie potrafi wyjść ponad kreskę

 

Portugalia zanotowała czteroprocentowy deficyt, Cypr pięcioprocentowy, a Grecja dwuipółprocentowy. We Włoszech, Hiszpanii i Grecji wciąż utrzymuje się dwucyfrowe bezrobocie.

 

Strefa euro propozycjami stoi

Stwierdzenie, że pomysłów na niezbędną reformę strefy euro było tyle, ilu jest jej członków, byłoby pewnie przesadzone. Niemniej było ich wiele.

 

1 Na przykład uwspólnotowienie długów poprzez utworzenie euroobligacji – dzięki temu kraje płaciłyby

 

tyle samo za obsługę długu.

 

Obecnie różnice w oprocentowaniu obligacji poszczególnych członków są bardzo duże. Podczas gdy Włosi czy Hiszpanie muszą płacić odsetki w wysokości kilku procent, rentowność obligacji niemieckich i holenderskich bywa poniżej zera – inaczej mówiąc, inwestorzy płacą Niemcom i Holendrom za to, że mogą trzymać pieniądze w ich obligacjach.

 

2 Był pomysł, by utworzyć stanowisko ministra finansów strefy euro.

 

3 Podczas gdy część ekonomistów postulowała, by wyszła ze strefy euro

 

 

Grecja i ewentualnie inne najsłabsze gospodarki

 

inna część twierdziła odwrotnie – niech ze strefy euro wyjdą Niemcy i Holandia.

 

4 Była także koncepcja, by stworzyć odrębne waluty euro dla każdego kraju – byłoby więc euro greckie, euro niemieckie, euro włoskie i tak dalej.

 

Jak widać, koncepcje przeróżne, czasem wręcz przeciwstawne. Wszystkie jednak łączy jedno – nigdy nie zostały zrealizowane. Jedyny sensowny pomysł, którego wprowadzenie rzeczywiście wydawało się realne, to mechanizm redystrybucji nadwyżek. Część nadwyżek handlowych bogatych krajów byłaby więc kierowana do krajów z deficytami, na przykład w formie inwestycji. Dzięki temu niwelowano by skutki nierównowagi handlowej w strefie euro, napływ inwestycji zmniejszałby bezrobocie w krajach z deficytami, a także zwiększał ich możliwości produkcyjne, czyli potencjalnie też eksport. Gdyby redystrybucja nadwyżek następowała automatycznie, napięcia strukturalne byłyby niwelowane na bieżąco.

 

Partykularyzmy biorą górę – tracą wszyscy

 

Problem w tym, że na redystrybucję zgody nie ma. Po zakończeniu w zeszłym tygodniu szczytu ministrów finansów strefy euro ogłoszono dumnie porozumienie w sprawie reformy wspólnej waluty. Powiedzieć, że to teza trochę na wyrost, to jak nic nie powiedzieć.

 

Ministrowie uzgodnili przede wszystkim mechanizmy zwiększające nieco stabilność europejskiego systemu bankowego. Rozszerzono w tym celu działanie Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (EMS). EMS, który jest obecnie mechanizmem pomagającym państwom, których dług publiczny jest tak wysoki, że zagraża to ich stabilności, ma być również tak zwanym pożyczkodawcą ostatniej szansy dla banków mających problemy z płynnością. Inaczej mówiąc, EMS będzie nie tylko stabilizował finanse publiczne, ale też sektor bankowy. Świetnie, tylko że

 

to jest szczegół,

 

który w żaden sposób nie zlikwiduje głównego problemu strefy euro, jakim jest głęboka nierównowaga handlowa. Do tego potrzebny byłby mechanizm redystrybucji nadwyżek – a akurat w tej kwestii ministrowie się nie zgodzili. Pomoc krajom przechodzącym problemy gospodarcze miałby finansować nowo utworzony budżet strefy euro. Niestety, ministrowie finansów nie tylko nie uzgodnili modelu dystrybucji pomocy z budżetu, ale nawet utworzenia samego budżetu.

 

Ogłoszono jedynie, że

kwestia budżetu strefy euro jest nadal otwarta i będą poświęcane temu kolejne negocjacje.

Wątpliwości zgłaszają kraje północy, z Holandią na czele, które obawiają się, że budżet będzie… wykorzystywany na

 

finansowanie słabszych gospodarek.

 

No ale właśnie to jest główny sens utworzenia takiego budżetu – jaki miałby być inny ważny powód? Można mieć coraz większe wątpliwości, czy strefa euro jest w ogóle zdolna do przeprowadzenia skutecznej reformy wspólnej waluty. Krajom, które czerpią największe korzyści z istnienia wspólnej waluty, reforma jest po prostu nie na rękę i nie zamierzają tracić swojej uprzywilejowanej pozycji. Coraz wyraźniej widać, że

 

solidarność między krajami członkowskimi w UE to jedynie nic nie warty frazes.

 

Gdy przychodzi do realnego wsparcia słabszych krajów przez silniejsze, nagle problemy zaczynają się piętrzyć, a jakiekolwiek porozumienie idzie jak po grudzie. Jeśli członkowie strefy euro nie przestaną zawzięcie bronić swoich partykularnych interesów, to za dekadę nie będzie z niej co zbierać.