📻 EPOKA LODOWCOWA 2. Kolejny film katastroficzny czy nasza przyszłość?

Sprawdza Hubert Bułgajewski

AUDIO REO. Posłuchaj nagrania tekstu, czyta Hubert Augustyniak. 6’06”

Wkrótce nadejdą czasy, że Twój dom, Twoje podwórko znajdzie się pod zwałami śniegu, a wszystko na kość skuje tęgi mróz. Zima będzie trzymać mocno do kwietnia, potem pojawi się krótka wiosna i jeszcze krótsze lato. Powodem jest słabnąca moc Słońca… Tego typu wieści można usłyszeć co parę lat w związku z malejącą aktywnością słoneczną. Czy czeka nas kolejne zlodowacenie?  

Słońce a klimat

Zrozumiałe, że Słońce wpływa na klimat całej naszej planety, w końcu to właśnie ono jest źródłem światła i – co ważne – ciepła (gdyby ta gwiazda zgasła, Ziemia szybko stałaby się skalno-lodową kulą, jak Pluton). To oraz fakt, że Ziemia znajduje się w odpowiedniej od niego odległości, sprawia, że mamy taki, a nie inny klimat. A dzięki czemu możliwe było powstanie życia. Inne planety znajdują się albo za blisko Słońca, jak Wenus, albo za daleko od niego, jak Mars. Jest więc na nich albo za gorąco, albo za zimno. Dlatego też człowiek stara się odkryć inne planety spoza Układu Słonecznego, na których może istnieć życie z racji odpowiedniej odległości od tej gwiazdy. Wszyscy więc, którzy twierdzą, że Słońce wpływa na klimat, mają oczywiście rację.

Badając zmiany w aktywności słonecznej sprzed 100 czy 500 lat, możemy się dowiedzieć, z jaką siłą świeciło ono w przeszłości. Dzięki zapiskom dawnych astronomów, którzy obserwowali gwiazdę, wiemy, jak zmieniała się na niej liczba plam – co obrazuje jej aktywność. I tak podczas tak zwanego Minimum Maundera (Mała Epoka Lodowa), od 1645 do 1717 roku, aktywność słoneczna była bardzo niska, znacznie niższa niż we wczesnym średniowieczu – na Ziemi było chłodno (oczywiście nie tak jak w czasach ludzi pierwotnych, 20-30 tysięcy lat temu). Globalna temperatura była prawie o 1 stopień Celsjusza niższa niż w XX wieku, a to wbrew pozorom bardzo dużo. Aktywność słoneczna spada od połowy XX wieku, a w ostatnich latach jej poziom mocno się obniżył.

Lodowate wieści

Ludzie negujący wpływ człowieka na klimat często wykorzystują ten fakt do podważenia tego, co mówią niemal wszyscy klimatolodzy.

W mediach co jakiś czas pojawiają się głośne informacje o rychłym zlodowaceniu.

Sęk w tym, że pochodzą one od osób, które nie rozumieją specyfiki zmian, jakie zachodzą w ziemskim klimacie. I tak w 2012 roku świat obiegły newsy o słynnym Habibullo Abdusamatowie i jego teorii o rychłym zlodowaceniu. Nie ma tu znaczenia, że na niekorzyść rosyjskiego naukowca przemawia fakt postępującego ocieplenia klimatu, a nie jego ochładzania. Wizja niczym z filmu Pojutrze niestety padła na podatny grunt.

Na przykład kilka lat temu w programie telewizji TVN24 Arleta Unton-Pyziołek, która jest synoptykiem meteo, obwieściła rychłe nadejście epoki lodowcowej, posiłkując się informacjami naukowców takich jak Abdusamatow. Jednak wbrew temu, co mówił, w następnych latach globalne temperatury mocno wzrosły…

A jak będzie?

Wróćmy jednak do spadku aktywności słonecznej. Te zmiany nie mają żadnego wpływu na klimat, gdyż emitowane przez człowieka w wielkich ilościach gazy cieplarniane, krótko mówiąc, mają większą siłę przebicia. Od kilkudziesięciu lat temperatury na Ziemi sukcesywnie rosną mimo spadającej od dekad aktywności słonecznej, która maksimum osiągnęła w połowie XX wieku.

Astrofizycy przewidują, że będzie ona nadal maleć – jednak będzie miało to  mizerny wpływ na klimat. Symulacje komputerowe pokazują, że spadek temperatury wywołany przez zmianę aktywności Słońca do poziomu z Minimum Maundera byłby minimalny w porównaniu z ociepleniem powodowanym przez emitowane przez nas gazy cieplarniane. Klimat ochłodziłby się najwyżej o 0,3 stopnia Celsjusza, bo siła gazów cieplarnianych wpływających na temperatury jest po prostu ogromna. Tę siłę wyraża się tak zwanym wymuszaniem radiacyjnym, które jest zdecydowanie większe od obecnych zmian w zachowaniu Słońca.

Człowiek co roku emituje do atmosfery ponad 30 miliardów ton dwutlenku węgla. Szybkość, z jaką ten gaz trafia do atmosfery, jest nieporównywalnie większa niż w czasie największych globalnych ociepleń sprzed milionów lat. Dziś mamy ponad 400 ppm* CO2 w atmosferze. To tyle, ile było ostatni raz co najmniej kilka milionów lat temu. I ta ilość wciąż rośnie, bo spalane są paliwa kopalne. Osiągnęliśmy poziom podobny do tego sprzed 15 milionów lat, czyli z czasów tak zwanego Optimum Klimatycznego Pierwszej Połowy Miocenu. Świat był wtedy cieplejszy o 4 stopnie Celsjusza niż dziś, a poziom oceanów – ponad 30 metrów wyższy. Na Ziemi nie było wtedy ludzi, świat był zupełnie inny, wiele form życia było na drodze ewolucji do obecnej postaci.

Jedyna pozytywna informacja jest taka, że faktycznie nie czekają nas czasy wielkich mrozów. Długie zimy i deszczowe lata czy zamarznięte przez pół roku rzeki i jeziora to niezbyt miła perspektywa. Tak samo jak perspektywa zmian ruchu w ruchu orbitalnym Ziemi, co miało wpływ na zlodowacenia, czyli epoki lodowe. Nikt nie chciałby, żeby część Europy pokrywał śniegi i lód jak na Grenlandii czy Antarktydzie. Uratowaliśmy świat przez kolejnym glacjałem. Tyle tylko, że kij ma dwa końce – klimat będzie się dalej ocieplać. Owszem, notuje się pozytywne zmiany, jak wydłużanie się okresu wegetacyjnego w Europie, ale wiemy, globalne ocieplenie to nic dobrego.


*ppm – skrót z angielskiego parts per milion, czyli części na milion, w tym wypadku cząsteczek CO2 na milion atmosferycznych.



REO POLECA

DOŚWIADCZENIA: Smog nie musi wiecznie trwać – dowodzi Fredrik Karlsson

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.