Energia i klimat na marginesie pierwszej debaty Clinton-Trump


W pierwszej debacie kandydatów na prezydenta USA kwestieenergii nie zajęły zbyt dużo miejsca. Hillary Clinton zdążyła zapewnić, żebędzie kontynuować transformację w kierunku czystych źródeł energii. DonaldTrump z kolei zdążył zaprzeczyć, jakoby twierdził, że zmiany klimatyczne tomistyfikacja „made in China”.

 

Clinton wymieniła energię ze źródeł odnawialnych wśródtechnologii, w które należy inwestować, bo zapewniają najwięcej dobrych miejscpracy. „Możemy ustawić pół miliarda nowych paneli słonecznych, możemy zapewnićczystą energię każdemu domowi w Ameryce, możemy zbudować nowoczesna siećenergetyczną – to wszystko nowe miejsca pracy i nowe obszary wzrostu” –wyliczała. I wytknęła Trumpowi, że ten wierzy, jakoby zmiany klimatyczne byłymistyfikacją, wymyśloną w Chinach. Kontrkandydat zaprzeczył, by kiedykolwiektak mówił, zdążył jeszcze wtrącić, że jedna z jego firm zainwestowała w panele,co okazało się „katastrofą” i wątek energetyczny w pierwszej debacie skończyłsię na dobre.

Co myśli Trump o globalnym ociepleniu?

Za to natychmiast po starciu sztabowcy Trumpa zaczęliwyjaśniać, że jak najbardziej dostrzega on zmiany klimatyczne, ale nie wierzy,jakoby były dziełem człowieka. A zwolennicy Clinton wyciągnęli stare wypowiedziTrumpa. Choćby z 2012 r., kiedy napisał, że „koncepcja globalnego ociepleniazostała stworzona przez Chińczyków w celu osłabienia konkurencyjnościamerykańskiego przemysłu”. I parę innych wystąpień, gdzie pojęcia „zmianyklimatyczne” i „mistyfikacja” pojawiają się obok siebie w różnychkonfiguracjach.

 

Trump znany jest z tego, że nie przejmuje się zbytnio,czy to, co opowiada, trzyma się kupy. Jak się jednak okazuje, są i tacy, którzysię przejmują. Trump – przynajmniej formalnie – jest kandydatem Republikanów,których tradycyjnym zapleczem jest przemysł wydobywczy – nafciarze,poszukiwacze gazu, firmy górnicze itp. Chociaż oficjalnie branże te nieszczędzą mu pochwał, to okazało się, że niezbyt głęboko sięgają do kieszeni, bywspierając gotówką kampanię, okazać swoje poparcie w tradycyjny amerykańskisposób. Na koniec czerwca Trump dostał od firm naftowych, gazowych,energetycznych w sumie niecałe 200 tys. dol.

 

Tymczasem cztery lata temu republikański rywal BarackaObamy – Mitt Romney zebrał na tym samym etapie kampanii z tych samych źródełponad 8,5 mln dolarów. Kwoty mówią same za siebie. Opowieści Trumpa o tym, jakto uratuje amerykańskie wydobycie węgla i pozwoli rozwinąć skrzydła nafciarzom,w uszach branży paliwowo-energetycznej może i brzmią przyjemnie, alenajwyraźniej nie są warte większych pieniędzy.

Clinton chce iść w ślady Obamy

Co do Hillary Clinton, jej podejście do kwestii energii,zmian klimatycznych i OZE jest tożsame z polityką Baracka Obamy. Kandydatkaobiecuje, że USA staną się „odnawialną” superpotęgą, że w czasie jej pierwszejkadencji fotowoltaika rozrośnie się o 700 proc., że zabierze zwolnieniapodatkowe nafciarzom i znajdzie 60 mld dolarów na zachęty dla stanów, by biłysię o pozycję lidera czystej energii. Oraz że będzie dalej forsować sztandarowedzieło Obamy – Clean Power Plan, czyli pierwsze w historii federalne normyemisji CO2 z elektrowni, które w praktyce doprowadzą w ciągu kilkudziesięciulat do upadku energetyki opartej na węglu.

 

To o tyle ważne, że dla uruchomienia tego planu koniecznaokazała się – jak to w Ameryce – batalia sądowa, której nowa odsłona zbiegłasię z debatą kandydatów. Prezydent Obama, nie mając większości w Kongresie,wprowadził CPP dekretem. Jednak 27 stanów zbuntowało się i zaskarżyło zapisyplanu. Na początku roku Sąd Najwyższy, stosunkiem głosów 5 do 4, nakazałzawiesić wprowadzanie CPP do czasu zakończenia spraw sądowych. Pozwyzbuntowanych stanów trafiły do sądu apelacyjnego dla okręgu Dystrykt Kolumbii,przed którym kilkadziesiąt godzin po starciu Clinton z Trumpem ruszył proces.

 

Zdaniem znawców, władze federalne wygrają, choćbydlatego, że 6 z 10 orzekających sędziów zostało nominowanych przez Demokratów.Ale proces potrwa kilka miesięcy, a rozstrzygniecie zostanie zaskarżone do SąduNajwyższego, który może wypowie się gdzieś na początku 2018 r. Tylko wygranaClinton daje szansę, że Demokraci będą mieli wtedy przewagę w SN. Zatem odwyniku wyborów zależy nie tylko realizacja obietnic kandydatów, ale ikontynuacja działań Obamy.

 

fot. Pixabay

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here