ENERGETYKA OBYWATELSKA czy zawracanie głowy obywatelom (POLEMIKA)

Andrzej Gąsiorowski odpowiada na tezy Dariusza Szweda

OD REDAKCJI: Ze sporą satysfakcją  publikujemy polemikę Andrzeja Gąsiorowskiego, prawnika i publicysty, z Dariuszem Szwedem, ekspertem ds zrównoważonego rozwoju partii Wiosna. Cieszy nas to ponieważ przyszłość polskiej energetyki wymaga szerokiej debaty. Zwłaszcza jeśli z tezą o jej demokratyzacji polemizują sami obywatele. Czy tego chcą? W jakim stopniu? Czy rozproszona energetyka będzie w istocie mniej kapitalistyczna a bardziej obywatelska? Zapraszamy do lektury i nieustająco zachęcamy Czytelniczki i Czytelników do zabierania głosu w tej debacie tu (na dole strony) bądź pod tematem na facebooku.

 

Tekst polemiki Andrzeja Gąsiorowskiego:

Andrzej Gąsiorowski

Do polemiki z tezami Dariusza Szweda, zachęcił mnie redaktor naczelny REO Paweł Sito po mojej krótkiej uwadze na na fb na temat wywiadu, którego tematem była energetyka rozproszona, obywatelska intrygująco zwana  przez interlokutora redakcji  Energetyka 3D  (dekarbonizacja, demokratyzacja, decentralizacja).

Jako humanista nie czuję się w pełni uprawniony do debaty w sferze stricte energetycznej. Tym niemniej tekst mój konsultowałem z ekspertami. W temacie społecznego oddziaływania nieadekwatnych w dobie klimatycznego kryzysu rozwiązań, czuję się o wiele pewniej. Dlatego pozwoliłem sobie na prezentację moich uwag.

Uważam, że energetyka rozproszona, obywatelska, prosumencka (czy jak ją nazwiemy), wbrew temu, jak usiłuje się ją przedstawiać, ma mały potencjał demokratyzacyjny, a tym bardziej nie jest przeciwwagą dla kapitalizmu czy neoliberalizmu, a raczej jego esencją. Oferuje niewiele obywatelom przy dużych kosztach finansowych i środowiskowych, a do tego jest zarezerwowana dla tych, którzy już coś mają. I to oni będą czerpać z niej profity.

Od nazywania czegoś demokratycznym czy zielonym nie przybywa demokracji, a owego zielonego często ubywa. W wizjach świata rozproszonej energii czy 100% OZE spala się bowiem ogromne ilości drzew, wobec permanentnego braku tego, co rzeczywiście, od biedy, można by określać mianem biomasy.

Między innymi dlatego nie można zgodzić się z woluntarystycznymi tezami Dariusza Szweda głoszonymi w wywiadzie przeprowadzonym przez Dorotę M. Zielińską a opublikowanym na portalu reo.pl pt. Energetyka 3D. Ta wizja jest realna. Są one nie tylko zawieszone w próżni jeśli chodzi o ściśle energetyczne parametry – to znaczy potencjalnie wytwarzana według tych założeń energia nie pokrywa przewidywanego zapotrzebowania, które według wszelkich rozsądnych przewidywań ma się podwoić do 2050 roku – ale całkowicie nie uwzględniają kosztów energetycznych, finansowych, materiałowych, a przede wszystkim ekologicznych i przyrodniczych takiej wizji świata.

fot. pxhere.com

W rozmowie widać również wyraźną ewolucję zwolenników owych demokratyzacyjnych miraży opartych o odnawialne źródła energii, do których powoli dociera, że samo słońce i wiatr nie wystarczą, aby zapewnić wystarczającą ilość energii, kiedy jest ona potrzeba. Dlatego coraz częściej w debacie kładzie się nacisk na gaz (w różnych odmianach – biogaz, gaz naturalny) i na rolę efektywności energetycznej. Obydwa elementy rzeczywiście są niepomijalnym istotnym czynnikiem przemiany energetycznej, ale nie mogą być celem samym w sobie. W szczególności nie może nim być spalanie gazu ziemnego, bo biogazownie mają swoją rolę do odegrania.

Tym niemniej celami nadrzędnymi powinny być szybka, forsowna i głęboka dekarbonizacja i zapewnienie wystarczającej ilości energii dla obywateli i przemysłu. Ponieważ OZE same w sobie nie są w stanie tego zrobić, również z dużym udziałem biogazu, wysoce prawdopodobne jest dalsze spalanie drzew jako odnawialnej biomasy. A to nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek zieloną wizją, chyba że rozumiemy ją literalnie jako spalanie zielonych drzew.

Przemieszczenie całego potencjału społecznego wokół organizowania sobie energii samemu (choć zapewne fizycznie niemożliwe i niewystarczające dla utrzymania cywilizacji) zdaje się nieść inne konsekwencje społeczne, niż to Dariusz Szwed zakłada. Ponieważ większość ludzi ma naprawdę inne zajęcia, niż zajmowanie się budowaniem energetyki rozproszonej, dostarczy ona niebywałych zysków dostarczycielom owych rozproszonych rozwiązań, producentom biomasy, firmom zajmującym się wycinkami i – last but not least – bankom, które owe rozwiązania będą finansować. I nadal nie dostarczy tego, czego potrzebujemy, to jest wystarczającej ilości energii elektrycznej dla obywateli i przemysłu oraz cieplnej do ogrzewania naszych mieszkań.

Polska nie stanie się w ten sposób zieloną wyspą, tylko wielką gigantyczną rozproszoną elektrownią, między węzłami której spalające hektolitry smogotwórczej ropy ciężarówki będą wozić miliony ton biomasy (ze znacznym udziałem znikających polskich i importowanych drzew, z czym zresztą nie kryją się producenci owych zielonych rozwiązań). We wszelkich opcjach 100% OZE pomija się również regularnie konieczność rozbudowy sieci przesyłowej, która również wymaga zużycia ogromnych zasobów surowców naturalnych i dalszej ingerencji w przyrodę, która i tak jest już mocno nadwyrężona. Z budową sieci energetycznych wiążą się przeważnie potężne wycinki drzew, betonowanie elementów infrastruktury etc.

Podobnie, wbrew temu co zakłada, nierealna i niebezpieczna dla przyrody wizja polityczna i światopoglądowa prezentowana przez Szweda odkrywa jeszcze inne karty. Pokazuje, że jako wspólnota nie jesteśmy już w stanie realizować dużych wspólnych przedsięwzięć, które rzeczywiście są dobrem wspólnym, a nie realizacją interesu wyodrębnionej grupy dostarczycieli usług.

Dariusz Szwed skrzętnie pomija jeszcze jeden problem, ale to zdaje się być zjawiskiem powszechnym pośród zwolenników opcji 100% OZE. O ile odnawialne źródła energii są rzeczywiście w znacznej części odnawialne (choć i to nie jest tak oczywiste, bo już dziś wiadomo, że zbyt gęste ustawianie turbin wiatrowych osłabia siłę wiatru), to zasoby materiałowe i surowcowe (metale, metale ziem rzadkich), z których buduje się urządzenia przechwytujące energię, już nie. Co więcej, jak to w kapitalizmie, ich odzyskiwanie z szybko zużywających się urządzeń jest mniej opłacalne, niż produkcja wiatraków i paneli z gotowych zasobów.

Co za tym idzie coś, co kapitalizm miało przynajmniej ograniczać, dopala go na niebywałą skalę w sposób będący istotną cechą systemu. To znaczy bez względu na to, jak duża jest moc zainstalowana wiatraków i paneli, kiedy nie ma słońca i wiatru, i tak trzeba uruchamiać tradycyjne źródła, które w masowej wyobraźni podmienia się sprytnie ze szkodliwego węgla na nieszkodliwy gaz ziemny, zwany z angielska naturalnym. I na biomasę, czyli przeważnie drzewa. Bo przecież każda polska miejscowość, chce mieć u siebie fabrykę pelletu drzewnego (żart!). Wymiana żarówek na LED-y jest w tym kontekście już tylko ostatecznie zabawną wisienką na torcie. Satysfakcja i skuteczność nigdy nie są gwarantowane, bo nikt nie kupiłby wtedy nowych, lepszych, bardziej wydajnych rozwiązań. Kapitalizm w pigułce!

Bolączką walki o dekarbonizację i prób energetycznej przemiany świata jest ich całkowite upolitycznienie i przemienienie w spektakl, czego decentralizacja, dekarbonizacja i demokratyzacja Dariusza Szweda są znamiennym przykładem. Tymczasem

bez potężnych źródeł czystej energii, scentralizowanych, zarządzanych i finansowanych przez państwo we współpracy z podmiotami prywatnymi, nie dokona się żadna z zakładanych przez energetycznych pięknoduchów przemian.

Stabilny, względnie zrównoważony wzrost OZE i rzeczywiście konieczne wdrażanie efektywności energetycznej, może odbywać się jedynie obok działalności państwa jako wspólnoty obywateli – jako jej uzupełnienie, ale nie jako cel sam w sobie. Trwonienie zasobów finansowych i materiałowych na mrzonki nie doprowadzi również do decentralizacji i demokratyzacji, a jedynie jeszcze bardziej zniechęci obywateli do obydwu, choć już dziś z chęcią oddają swoje wolności scentralizowanej władzy. Nie zdekarbonizuje również świata, a jedynie przemieli pozostałości przyrody na potrzeby realizacji mitu.

Rzeczywista przemiana energetyczna powinna obejmować synergiczne rozwiązania łączące siły państwa (budowa dużych stabilnych i czystych źródeł energii w postaci energii jądrowej, budowa dużych inwestycji OZE) z siłami samorządów i obywateli. To pozwalałoby z jednej strony na szybką dekarbonizację i bezpieczeństwo energetyczne, z drugiej – obok energetyki państwowej organicznie mogłaby wzrastać energetyka rozproszona samorządów i prosumentów. Wtedy jednak nie odbywałoby się to tak ogromnym kosztem środowiskowym.

W tym sensie rozwiązania proponowane przez Dariusza Szweda są właściwą drogą. Nie mogą jednak być celem samym w sobie, bo w każdej ze sfer – demokratyzacji, decentralizacji, a przede wszystkim dekarbonizacji, przyniosą swoje przeciwieństwo. Przede wszystkim jednak, jeszcze bardziej nadwyrężą podlegającą dużej presji przyrodę. Rośliny energetyczne również nie rosną ot tak sobie i – jak całe rolnictwo – stanowią istotny czynnik presji na ekosystem. W świecie bez przyrody, demokracja i prawa człowieka nie będą istniały, a symptomy ich zwijania się widać już dziś. Również w Polsce.

Andrzej Gąsiorowski
Adwokat, filozof, publicysta. Współzałożyciel Fundacji FOTA4Climate. Autor bloga Dlaczego ludzie wycinają drzewa


REO POLECA

ENERGETYKA 3D. Ta wizja jest realna