ENERGETYKA 3D. Ta wizja jest realna

Rozmowa z Dariuszem Szwedem o przyszłości polskiej energetyki

Prawdziwa rewolucja ma polegać na tym, że elektrowniami i elektrociepłowniami staną się miasta, rolnicy i obywatele. Będą zarówno producentami i konsumentami własnej energii – prosumentami. Jestem przekonany, że każdy budynek w Polsce może stać się samowystarczalny energetycznie.
Dorota M. Zielińska rozmawia z Dariuszem Szwedem, ekspertem partii Wiosna w obszarze zrównoważonego rozwoju, o przyszłości polskiej energetyki.
Dariusz Szwed

Dorota M. Zielińska: Polska energetyka ma się zmienić. Czy w 2030 roku mamy 60% prądu wytwarzać z węgla, jak chce rząd? Czy też musimy zainwestować w atom? Albo postawić na gaz?

Dariusz Szwed: Nie, nie i nie. Trzy razy nie. I trzy razy de: decentralizacja, demokratyzacja, dekarbonizacja. Moim zdaniem musimy włączyć w transformację energetyczną całe społeczeństwo. Dotychczas nikt nie zapytał ludzi, czy chcą się w ten proces włączyć i w jakim zakresie. A przecież wystarczy pokazać, jakie są możliwości.

Musimy przestać antagonizować. Nie ma potrzeby bronić górników przed ekologami, ani naszej energetyki przed Unią Europejską. W transformację energetyczną trzeba włączyć wszystkich. Ma w niej swój udział nawet woźny w szkole, który pilnuje, żeby niepotrzebnie nie paliło się światło (dopóki się tego nie zautomatyzuje). Ma w niej udział prezydentka miasta i szef dużego przedsiębiorstwa.

W 2007 roku przyjęliśmy unijny pakiet klimatyczno-energetyczny i tym samym stał się on de facto Polską racją stanu. Do końca 2020 roku zobowiązaliśmy się osiągnąć trzy cele – nie jeden. Oprócz 15% energii z OZE, jest to zwiększenie efektywności energetycznej o 15% oraz redukcja emisji dwutlenku węgla o 15%. Rząd omija te dwa ostatnie cele. Nie jest zainteresowany, żeby podnosić efektywność energetyczną, bo – poprzez państwowe koncerny, których jest właścicielem – sam produkuje energię. Dlaczego więc miałby zmniejszać rynek, na którym działa? A gdyby rząd zadziałał mocniej i wprowadził większe zachęty do wymiany żarówek na LED-ówki? To są setki milionów żarówek.

Prof. Jan Popczyk oszacował, że wymiana oświetlenia w Polsce w 100% na LED-y daje od 10-15 TWh zaoszczędzonej energii rocznie, na ok. 170 TWh zużycia przez całą gospodarkę.

Dlaczego więc ta efektywność, w sensie celów cząstkowych i sposobów ich realizacji, nie została zapisana w Polityce Energetycznej Państwa do 2040 roku? Nie uwzględniono wpływu zwiększania efektywności energetycznej na poziom zużycia, nie uwzględniono zjawiska prosumeryzmu (produkcji i konsumpcji energii przez ten sam podmiot), nie przeanalizowano trendów rozwoju technologii magazynowania. A przecież wzrost efektywności, jeśli przełoży się na spadek zużycia, automatycznie podnosi udział OZE w miksie. Dlatego, że energia ze źródeł odnawialnych trafia do systemu w pierwszej kolejności i dopiero niedobór pokrywany jest z generacji elektrowni konwencjonalnych. Przestarzałe bloki na węgiel brunatny w Bełchatowie muszą zmniejszać moc, kiedy nie ma popytu na ich produkcję.

Dariusz Szwed
Czy zmniejszając popyt na prąd, kilka bloków w Bełchatowie można by wyłączyć?

Tak. I dzięki temu zmniejszamy emisję CO2, poprawiamy efektywność i zwiększamy udział OZE. Za jednym zamachem wszystkie trzy cele unijnej (czyli polskiej) polityki klimatyczno-energetycznej. Dlatego przez dwa kolejne lata, które zostały nam do ich realizacji powinniśmy się skupić na poprawie efektywności energetycznej.

Bo to są dwie różne sprawy. Wymieniając żarówkę na ledową, podnosimy efektywność energetyczną, ale dodając czujnik, który ją zapala i gasi automatycznie, dodatkowo oszczędzamy. Wchodzimy w ten sposób w tzw. inteligentną energetykę, której podstawą jest inteligentny prosument.

Dotarłem do raportu Ministerstwa Gospodarki sprzed kilku lat, gdzie oszacowano, że w Polsce jest 250 mln punktów świetlnych. Inteligentna wymiana punktu świetlnego na ledowy zwraca się nawet w ciągu tygodnia – o ile mówimy o klasycznej żarówce używanej przez 7-8 godzin dziennie (100 watów zamieniamy na 10 watów). Przy świetlówkach to będzie dłużej, bo one zużywają tylko o połowę więcej prądu od LED-ówki (np. standardową świetlówkę 36 watów zamieniamy na LED 18 watów). W przypadku fotowoltaiki zwrot następuje do 10 lat, więc wymieńmy najpierw żarówki na LED-ówki i zobaczmy, ile tego prądu ze słońca ostatecznie, efektywnie potrzebujemy. Dlatego warto zacząć od efektywności energetycznej, bo to się najszybciej wszystkim zwraca. A zaoszczędzone pieniądze można następnie reinwestować, np. w fotowoltaikę czy inne OZE.

Wiele analiz wskazuje jednak, że oszczędności pozwolą co najwyżej pozostać na obecnym poziomie zużycia. Poprawa efektywności kompensuje rozwój. I nie wystarczy na odłączenie jakiegokolwiek bloku węglowego.

Tak może być. Można wyobrazić sobie gospodarstwo domowe, które wymieni żarówki na LED-ówki, ale za to kupi wymarzoną zmywarkę i zużycie prądu się nie zmieni – poprawi się jakość życia. Ale zmniejszy się np. zużycie wody. Poza tym taki efektywny dom można wyposażyć w OZE a w niedalekiej przyszłości w magazyn energii – tanieją ok. 15-20% rocznie.

Nazywam to elektryfikacją społeczeństwa. To jest bardzo ważny trend – energetyka staje się coraz bardziej elektryczna.

Zużycie prądu w pełnym miksie energetycznym, obejmującym źródła ciepła i paliwa w transporcie, będzie rosło. Docelowo do 100%. Zamienimy ogrzewanie na elektryczne i samochody na elektryczne. Będziemy zużywać coraz mniej ropy i gazu. Ale zwiększenie zużycia nie wymaga nowych centralnych elektrowni węglowych ani uranowych. Wystarczy budowanie lokalnych, odnawialnych źródeł z magazynami. I tu wracam do idei decentralizacji i demokratyzacji energetyki.

Transformacja nie ma polegać tylko na zamianie węgla na OZE albo na gaz czy atom. Wielu ludzi mówi, że przyjęta przez 17 miast na szczycie COP24 deklaracja Solidarność dla Klimatu to utopia. Nie zgadzam się z tym. Prawdziwa zmiana ma polegać właśnie na tym, że miasta staną się elektrowniami i elektrociepłowniami. Producentami i konsumentami własnej energii – prosumentami, docelowo 100% OZE. I nie tylko miasta. IKEA (jako sieć handlowa – przyp.red.) już dziś w Polsce bilansuje całe zużycie własną produkcją OZE – także dzięki np. polityce 100% LED, czyli najpierw zmniejszeniu zużycia.

Czy w Polsce odbyła się dyskusja, ile procent ma być energetyki scentralizowanej, a ile rozproszonej, obywatelskiej? Ministerstwo Energii, prezentując Politykę Energetyczną Państwa do roku 2040, pokazuje, że ta obywatelska to margines. To tak jakby ministerstwo telekomunikacji pod koniec lat 90. XX wieku ogłosiło, że podstawą przez najbliższe trzy dekady będzie monopol telefonii stacjonarnej. Dlatego będziemy inwestować w naszego czempiona narodowego, w Telekomunikację Polską oraz producentów stacjonarnych aparatów marki Bratek. Wpompujemy miliardy, żeby zachować ten sektor.

Aparaty telefoniczne Bratek. fot. Wirtualne muzeum Telefony PRL / telesfor99.org

A co się de facto wtedy zadziało? Wprowadziliśmy rynek, konkurencję. Pojawiły się nie tylko te najbardziej znane dzisiaj koncerny, ale w miastach wyrosło mnóstwo drobnych, lokalnych dostawców usług internetowych do kilku bloków w okolicy czy firm telekomunikacyjnych korzystających z sieci ale dostarczających tańsze usługi od wielkiej czwórki. Druga dekada XXI wieku to będzie era firm energetycznych typu Wiatrowy Słupsk, Słoneczny Radom albo Odnawialne Koleje.

1
2
3
Dorota M. Zielińska
Wolność kocham i rozumiem. Wolności oddać nie umiem. REO to dla mnie nowe wspaniałe miejsce na Ziemi. Odpowiadam tu głównie za działkę oze-energetyczną. Uwielbiam zagadki słowne, kalambury i skrablowe pojedynki na słowa. Masz ciekawy temat? Napisz do mnie: dorota.zielinska@reo.pl