📻 MACIĄŻEK: Włącz prąd, póki nie przeszkodzi rząd

Czy premier mówi prawdę? Czy minister energii wie, co mówi? Czy ktoś wie, o co chodzi?

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Danuta Stachyra.

 



Chaos związany z reakcją rządu na rosnące ceny prądu powoduje, że niewielu Polaków zdaje sobie sprawę z tego, co właściwie się dzieje. Potęgują go nie tylko sprzeczne ze sobą (kilkakrotnie zmieniane w ciągu 24 godzin!) komunikaty ministra Krzysztofa Tchórzewskiego, ale także nieprecyzyjne słowa premiera Mateusza Morawieckiego, który z sejmowej mównicy, niezgodnie z prawdą, stwierdził, że żadnych podwyżek energii nie będzie.
A jak jest naprawdę?


Ceny energii rosną i będą rosnąć

Ceny energii rosną obiektywnie w związku z coraz droższym węglem i uprawnieniami do emisji CO2. Uparliśmy się jako kraj na utrzymanie wielkoskalowej energetyki opartej na węglu. Cały świat (prawie) od niego odchodzi, więc za takie, fatalne dla klimatu planety,  fanaberie trzeba płacić. I to jest właśnie owa opłata emisyjna. Trend ten będzie się pogłębiał z powodu polityki klimatycznej UE, jeżeli Polska nie będzie transformować swojej energetyki w kierunku niskoemisyjnym. Bo opłaty te nie zatrzymają się na obecnym poziomie i nie będzie to dla nikogo niespodzianką. Cała ich konstrukcja jest tak pomyślana, by de facto dekarbonizować gospodarki europejskich krajów.

Dwa sposoby na drogą energię

Głównym problemem jest skala podwyżek cen energii, która jest duża z powodu bardzo szybkiego tempa wzrostu cen uprawnień, które zaskoczyły rząd. Krótkoterminowo można temu przeciwdziałać na dwa sposoby: przekonując Komisję Europejską do wypchnięcia części rezerw uprawnień na rynek, co zbiłoby ich cenę; bądź wprowadzenia do rekompensat za drożejącą energię. Natomiast długoterminowo tylko ograniczanie węgla w strukturze wytwarzania energii da bodziec do obniżki jej ceny.

Skala podwyżek cen energii

Skala podwyżek będzie zróżnicowana w zależności od odbiorców i ma charakter bezpośredni i pośredni. W przypadku Kowalskich mowa o kilkudziesięciu złotych w skali roku, ale warto podkreślić, że drożej zapłacą również np. samorządy (za wszystkie instytucje publiczne przez nie nadzorowane, nie za posiedzenia rady gminy!).  Będą musiały to zrekompensować podwyżkami w tych obszarach, w których energia wpływa w dużym stopniu na rentowność usługi. I to już bardziej Kowalskim, czyli nam wszystkim, przyjdzie odczuć. O tym bardzo często zapomina się podkreślając, że prąd ma – nie licząc sektorów energochłonnych – niewielki wpływ na inflację. A przecież np. dla szpitali, już dziś z trudem regulującym, rachunki za energię będzie to problem.

Czego nie chciał powiedzieć Premier? 

Słowa Premiera Mateusza Morawieckiego o tym, że podwyżki cen energii nie będą miały miejsca są nieprawdziwe, ponieważ obiektywnie one po prostu wystąpią. Mało tego: bez prorządowej, na wyborczy rok, retoryki powiedzieć trzeba jasno – w bilansie to my za to zapłacimy, a może się okazać, że w wyniku tego prospołecznego kombinowania więcej niż bez wymyślonych sztuczek.

Rząd zamierza bowiem zrekompensować podwyżki tak, by nie były odczuwalne. Problem jednak nie zniknie i może wrócić do nas ze zdwojoną siłą po 2019 roku. Dlaczego? Ponieważ dopłaty do rachunków za prąd będą obejmowały tylko ten rok wyborczy, przynajmniej według dostępnych aktualnie informacji. Co dalej? Niewykluczone, że po prostu znikną.

Dwie ustawy o rekompensatach

W przypadku rekompensat wiele jest zresztą niepewności. Przede wszystkim rząd przygotowuje dwie ustawy. Ministerstwo Energii pracuje nad jedną z nich zajmującą się dopłatami do prądu dla Kowalskich, małych i średnich firm oraz dla samorządów, a resort przedsiębiorczości i technologii nad drugą – dla przemysłu energochłonnego. Jednak o tym niedetalicznym dokumencie słychać niewiele, choć czas nagli.

Tchórzewski. Chaos nietwórczy

W przypadku Ministerstwa Energii ma ono duży problem ze sfinansowaniem rekompensat. Ich koszt to 4-5 mld zł, z czego 1 mld miał pochodzić od spółek energetycznych. Niezależny (w każdym razie za obecnej kadencji) regulator URE – Urząd Regulacji Energetyki szybko wystosował zapytanie do PGE, Tauronu, Energi i Enei, dlaczego podwyższają taryfy na energię skoro są w stanie na jedno zawołanie polityka wygenerować aż takie oszczędności?

Ruch ten (znakomity politycznie, choć wydawałoby się oczywisty logicznie i prawnie)  spowodował duże zamieszanie w resorcie energii. Minister Tchórzewski kilkukrotnie zmieniał publicznie zdanie w tej kwestii. Stwierdził, że spółki wycofają wnioski taryfowe do URE, następnie, że nie wie, czy to zrobią, bo… są niezależne.

To jeden z lepszych dowcipów na temat energetycznego oligopolu w Polsce.

Obsadzane po każdych wyborach kolejnymi nominatami partyjnymi z doświadczeniem zawodowym typu burmistrz miejscowości Pcim, z obowiązkiem (oczywiście nie ustawowym, a zwyczajowym) łożenia na partyjne fanaberie typu kampania niszczenia wizerunku sędziów czy rejs jachciku po morzach i oceanach z polską flagą (za grube miliony), by świat wiedział że sroce spod ogona nie wylecieliśmy… To wszystko nazywa się niezależność?

Bidaka z naszego ministra. Jak tu się połapać między prawem wynikającym z ustaw, a prawem kaduka? A w dodatku we własnym obozie (władzy) o jednomyślności pomysłów i wizji bynajmniej mówić nie można. Tak więc raz stwierdził, że miliard złotych z PGE, Tauronu, Energi i Enei to nie oszczędności tylko zabieranie im części zysku, innym razem, że to jednorazowa opłata klimatyczna. Wytworzyło to prawdziwy chaos, którego apogeum była czwartkowa sejmowa komisja energii, podczas obrad której wyraźnie zdenerwowany Tchórzewski bronił się przed atakami opozycji wytykającej mu niekonsekwencję.

A może obniżka akcyzy?

Oliwy do ognia dolał news radia RMF FM, które stwierdziło już po posiedzeniu sejmowej komisji energii, że rząd po prostu obniży akcyzę na energię. Czy w takim wypadku nie będzie ustawy o rekompensatach? Raczej będzie – część ekspertów od razu podkreśliła bowiem, że taki środek może być niewystarczający, by zrekompensować wzrost cen energii w przyszłym roku. Jednak do pomysłu tego bardzo przywiązała się opozycja, co jest w Polsce, jak wiadomo, czymś na kształt pocałunku śmierci.

Za mało pieniędzy na rekompensaty?

Tak więc news RMF FM jest prawdopodobnie pochodną problemów ze sfinansowaniem przez rząd dopłat, na które oprócz miliarda zł ze spółek miały składać się pierwotnie także środki ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 i środki budżetowe. Jeśli takie problemy mają miejsce, to co z rekompensatami dla przemysłu energochłonnego, które ma przewidywać ustawa przygotowywana przez resort przedsiębiorczości i technologii?

Sytuacja, mimo że zakrawa na festiwal kpin, staje się coraz poważniejsza, a czas nagli. Będziemy śledzić rozwój wypadków na łamach REO.

Piotr Maciążek
Analityk bezpieczeństwa energetycznego. W początku dekady ekspert kilku konserwatywnych think-tanków. Do końca lipca 2018 Red. naczelny Energetyki 24. Współautor prowokacji "Piotr Niewiechowicz" odsłaniającej nieszczelność strategicznych elementów machiny państwowej.