Energa-Obrót kontra kontrahenci. Dziś akt drugi


Kuriozalne wydarzenie – nie tylko energetycznego, ale wogóle biznesu; nie tylko polskiego, ale na skalę światową – będzie miało dziśswoje echo. 11 września zarząd spółki Energa-Obrót podjął decyzję onieuznawaniu 22 umów z jej kontrahentami dostarczającymi energię elektryczną zwiatru. Większość z tych firm spotkała się, przedyskutowała sytuację i zajęłastanowisko, które przedstawione będzie dziś na konferencji prasowej w stolicy. Otreść odpowiedzi przedsiębiorców dopytywał Paweł Sito.

 

 

Komunikat rozpoczynał się tak: W dniu 11września 2017 r. zarząd spółki Energa-Obrót S.A. podjął decyzję o zaprzestaniurealizacji dwudziestu dwóch skrajnie szkodliwych dla spółki ramowych umówsprzedaży praw majątkowych wynikających ze świadectw pochodzenia (tzw.zielonych certyfikatów) oraz o wszczęciu postępowań sądowych i arbitrażowychprzeciwko farmom wiatrowym i bankom, zmierzających do uzyskania sądowegopotwierdzenia nieważności tych umów. Umowy te zostały zawarte w latach2007-2013, gdy nadzór właścicielski nad Grupą Energa sprawowali kolejniministrowie Skarbu Państwa z rządu Platformy Obywatelskiej: Aleksander Grad,Mikołaj Budzanowski i Włodzimierz Karpiński. Ideą było związanie spółki Energa-ObrótS.A. wieloletnimi, niewypowiadalnymi kontraktami z zagranicznymi właścicielamifarm wiatrowych, na mocy których spółka zmuszona była nabywać zielonecertyfikaty bez względu na ich cenę, która zależała od zmiennych całkowicieniezależnych od spółki i znajdujących się poza jej kontrolą.

Inwestorzy wywiązali się zeswoich zobowiązań, czego dowodzi kilkuletnie wykonywanie zapisów umów i brak sygnałów o chęci ich zmian, ze strony kupujacej energię. Wydali swoje oszczędności lub/i pieniądze z bankowych kredytów, zbudowali niezbędne dla realizacji umów parki wiatrowe. Koszty włożone to prawie 3 mld zł. I ze słów,  gestów i czynów pomorskiego koncernu odbierajątaki oto przekaz: – Sorry, popełniliśmybłąd. Nie będziemy kontynuować umów, radźcie sobie sami. Co więcej zwróćcie namto co już zapłaciliśmy za certyfikaty!

Za mojej młodości dzieci w przedszkolach i przy trzepakach miały zwyczaj mawiać,w momencie, gdy były znużone już jakąś grą, czy zabawą: „Pobite szklanki!”, lub „Moja kasa nie przyjmuje bokasjerka się całuje”.  Zaiste  pokrętna to logika i dziwny sposób traktowaniapartnerów. W praktyce skazuje to partnerów spółki Energa Obrót na biznesowyniebyt. Sprawy sądowe potrwają być może nawet kilka lat, a w tym czasie niebędą oni mogli sprzedawać certyfikatów i uzyskiwać przychodów niezbędnych dlaspłaty kredytów i utrzymania instalacji w ruchu.

Poprosiłemo komentarz wiceprezesa Polskiej Izby Energetyki Odnawialnej i RozproszonejPiGEOR i prezesa jednej z pokrzywdzonych spółek – Enerco, Tomasza Podgajniaka:

Przygotowanieprojektu wiatrowego nie jest proste i trwa wiele lat. Badania środowiskowe,pomiary wietrzności, analizy finansowo ekonomiczne… Wreszcie inżynieriafinansowa i niezwykle ważna sprawa – zabezpieczenie zaciągniętych kredytów.Temu służyły m.in. długoterminowe umowy zawierane z najważniejszymi graczami wsystemie energii. Podkreślam, że umowyzawierano na warunkach, wówczas bardzo korzystnych dla spółek energetycznych.Inwestorzy prywatni zgodzili się na niższe ceny w zamian za mocną gwarancjęodbioru energii i certyfikatów. Dzięki takim gwarancjom można się było pogodzićz niższą stopą zwrotu z wyłożonego kapitału i nie martwić się, że spłatainwestycji nastąpi dopiero za 15 lat.

Nikomu nieprzyszło do głowy, że Państwo może w krótkim czasie doprowadzić do destrukcjisystemu certyfikatów, zresztą przy walnym udziale tychże koncernówenergetycznych, które umowy długoterminowe zawierały i stworzyć pretekst do ichzerwania, pod pozorem, że drastycznie zmieniły się warunki rynkowe.Warto więcjuż teraz powiedzieć: „Rynek certyfikatów” nie istnieje, a popyt i podażregulowane są tylko i wyłączenie przez decyzje polityczne! Nie ma ryzykabiznesowego, jest tylko ryzyko polityczne! – uderza w mocne tonhy Prezes Podgajniak.

Czy tego rodzaju zapisywspółpracy biznesowej w Polsce to jakaś kompletna nowość w energetyce? Nic ztych rzeczy! Umowy długoterminowe, w których partnerzy dzielą się ryzykiem, nie są niczymnowym w świecie biznesu, a szczególnie w energetyce, gdzie kontrakty zawierasię nawet na 30 i więcej lat. Dzięki takim kontraktom nazywanym KDT-ami wlatach 90-tych znaleziono środki na modernizację polskiej energetyki węglowej.Z dniem wejścia do Unii Europejskiej umowy te trzeba było rozwiązać, alePaństwo zadbało o to, aby nie zostawić przedsiębiorstw energetycznych „na lodzie”.Do dziś wszyscy konsumenci ponoszą tego koszty, nazywane eufemistycznie „opłatąprzejściową”, znacznie podniesioną w ubiegłym roku przez rząd.

Czy takie zapisy, jak 15letnie zamrożenie cen dostaw energii, w zamian za inne korzystne zapisy umówdla strony kupującej to dla świata energetycznego biznesu dziwactwo? Jak już pisałaAgata Skrzypczyk w tekście o beneficjentach brytyjskiego rynku OZE, dokładnie wten sam poniedziałek, 11 września, gdy z Gdańska popłynęły w świat informacje o„zaprzestaniu wykonywania umów długoterminowych” z blisko 150 kontrahentamiEnerga-Obrót, w Londynie przeprowadzono aukcję OZE, którą w całości wygrałsektor wiatrowy. I tak, jak w rozumieniu koncernu z Gdańska ustalone na 15 lat ceny trącą podejrzeniem o przestępstwo gospodarcze i są powodemdo podarcia podpisanych przez niego umów, tak  na aukcji w Londynie ustalone ceny na 15lat  to racjonalna metoda zmniejszaniaryzyka inwestycyjnego, a tym samym kosztów realizacji przedsięwzięć na czymwszyscy korzystają. 

Dziśo godz 14:00 na konferencji prasowej w siedzibie PAP w Warszawie postawieni wzadziwiającej dla siebie sytuacji, dotychczasowi kontrahenci pomorskiegoholdingu przedstawią wypracowane wspólne stanowisko. Całość dokumentu jestsolidnie strzeżona, ale ponieważ będę miał okazję poprowadzić spotkanie, zdążyłem rzucić okiem przynajmniej na jegopoczątek:

– Przywoływane przez Energa-Obrót przesłanki, mająceuprawdopodobniać twierdzenie o bezwzględnej nieważności umów od początku ichistnienia, nie mają rzetelnych podstaw prawnych, a sposób prowadzenia tejsprawy narusza wszelkie obyczaje biznesowe. 

– Dziwna logika uzasadnienia decyzji –doszliśmy do wniosku, że popełniliśmy błąd prawny, więc żądamy, aby zapłaciliza to kontrahenci, z którymi podpisaliśmy te umowy!

– Energa-Obrót przypisuje sobieuprawnienia i kompetencje właściwe sądom, gdyż działając z pozycji siły, i całkowicie ignorując nasze interesy, zaprzestała realizacjiwiążących nas umów przed jakimikolwiek rozstrzygnięciami sądowymi i bez próby porozumieniasię z kontrahentami.

Kiedy w naszych rękach znajdzie sięcała wersja komunikatu, jeszcze dziś, opublikujemy go na reo.pl w całości.

Nasz serwis kibicuje prywatnej branżyOZE, także przedsiębiorcom i pracownikom sektora wiatrakowego.  Nie będzie więc  nieprawdą określenie nas nieco stronniczymi wtym sporze.  Jednak obiektywnego stosunkudo gospodarki w naszym kraju trudno odmówić dziennikarzom i publicystomdziennika „Rzeczpospolita”.  Z takim otokomentarzem red. Michała Niewiadomskiego spotkało się nazajutrz działanie Prezesa DanielaObajtka i jego firmy:

“Determinacja,z jaką koncern energetyczny Energa chce się pozbyć zobowiązań dotyczącychzakupów prądu z wiatraków, jest piorunująca. Nie dość, że spółka chceunieważnić kontrakty na zakup zielonej energii, to jeszcze domaga się zwrotupieniędzy, które już wydała. Na początku 2015 r. cena za wyprodukowanie 1 MWhzielonej energii wynosiła 150 zł, teraz oscyluje wokół 30 zł. Nadpodażspowodowały regulacje wprowadzane przez polityków, więc koncern powinien miećpretensje do nich, a nie karać za te decyzje firmy, które obecnie produkująenergię po kosztach i nie ponoszą winy za to, że obecna władza woli węgiel odwiatraków.

Razi też sposób, w jaki koncernpodchodzi do tematu. Zamiast próbować rozmawiać z branżą, ostentacyjniewypowiada umowy. (…) Wiarygodność spółki jest tu szalenie ważna, bo chcącwyrobić unijne normy wytwarzania energii z OZE (15 proc. w 2020 r.) – a UE juższykuje kolejne ambitne plany produkcji prądu z wiatru i słońca – spółka będziemusiała kupić część energii od producentów. Czy po takiej wolcie znajdą sięchętni na wspólne przedsięwzięcia z koncernem? Dobremu klimatowi wokół spółkinie pomogły zapowiedzi prezesa o planowanych przez koncern przejęciach farmwiatrowych. Branża odczuła to jako zapowiedź skupu wiatraków po zaniżonychcenach od producentów borykających się ze spłatą kredytów zaciągniętych nainstalacje wiatrowe (…)”

Cały tekst na stronie dziennika: http://www.rp.pl/Blogi/309119872-Michal-Niewiadomski-Szalona-gra-z-zielona-energia.html#ap-1

Jeden z wiatrowych przedsiębiorców, zawieszony i zawiedzionypartner firmy Enea-Obrót podsumowuje sprawę: To daje wszystkim obecnym i przyszłym klientom grupy Energa, takżeodbiorcom końcowym, wyraźny sygnał, do czego może posunąć się energetyczny OLIGOPOL,walczący o zabezpieczenie swoich partykularnych, acz źle pojmowanych interesów,nie liczący się z tym, że może doprowadzić do upadłości swoich niepublicznychkonkurentów, których majątek ktoś przejmie za bezcen.

 

Paweł Sito / REO.pl

 

Fot. Pixabay

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here