Eko pojazdy – chwyt marketingowy, czy szlachetna idea?


Trend bycia ekologicznym już od dłuższego czasu jest wyznacznikiem mody także w motoryzacji. Jednak, czy nie jest to tylko kolejna okazja dla przedsiębiorców, aby zarobić? Z pewnością pomysł wprowadzania nowych technologii do motoryzacji jest godzien pochwały. Jednak kiedy przyjrzymy się, jak producenci niektórych marek starają się poprawić swój wizerunek przez dodanie znaczka „EKO” w modelu auta, które niekoniecznie spełnia wysokie normy, idea ta przestaje wydawać się niektórym tak szlachetna.

Polska podobnie jak inne kraje, powoli otwiera swoje rynki dla samochodów hybrydowych i elektrycznych. Pomimo, że zainteresowanie takimi pojazdami rośnie, to krzywa popytu nie zaskakuje swoim wzrostem. Co chwilę można usłyszeć, że jakiś koncern samochodowy wprowadza do swojej stajni samochód ekologiczny. Często nie wiadomo, co to tak naprawdę to oznacza? Czy auto jest ekologiczne wtedy, kiedy spala mniej niż „nie-ekologiczni” konkurenci? Czy może, gdy wykonane jest z ekologicznych materiałów?

Niedawno chińska firma BYD, której auta importuje jedna ze spółek należących do Iberia Motor Company, ogłosiła, że zamierza wprowadzić auta elektryczne do Polski, Litwy, Łotwy i Estonii. Firma podpisała również umowy licencyjne na Węgrzech, w Danii, Słowenii, Słowacji, Portugalii, Hiszpanii, Holandii i Austrii. Samochód chińskiej firmy jest w 100 % elektryczny i nie można odmówić mu innowacyjności, ponieważ koncern w swoich pojazdach wykorzystuje własne pomysły na nowoczesne akumulatory. Auta, które pojawią się w Polsce, mają przejechać na jednym ładowaniu ponad 300 km, co w rzeczywistości jest przewagą nad innymi, dostępnymi obecnie samochodami elektrycznymi. Co ciekawe, BYD chciałby zdążyć wprowadzić swoje pojazdy w Polsce do 2012 roku, zapewne z uwagi na Mistrzostwa Europy w piłce nożnej.

Ekologia w motoryzacji

Modę na bycie ekologicznym dobrze widać na przykładzie Forda. Nowy model Fiesty, który reklamowany jest jako „eko”, według swoich parametrów praktycznie niczym nie różni się od normalnej wersji. Model „eko” spala jedynie o 0,5l paliwa mniej, niż zwykły model, a system zmiany biegów pokazuje, kiedy należy zmienić ustawienie skrzyni, co nieznacznie zmienia pracę silnika na bardziej przyjazną środowisku. Ekologicznego Forda różni także rozmiar felg i opony, które są mniejsze, dzięki czemu stawiają mniejszy opór i zmniejszają spalanie. Cena? 3,5 tys. zł. więcej niż standardowy model. Czy warto? Oceńcie sami.

Podziwiając nowe modele ekologicznych aut, warto pamiętać, aby nie przyjmować bezkrytycznie wszystkiego co jest opatrzone dopiskiem “eko”. Przed wydaniem dodatkowych kilku tysięcy na samochód, porównajmy wszystkie korzyści i obliczmy ewentualne straty, aby nie stać się ofiarą marketingowych zabiegów, służących do realizacji biznesplanu, w którym już po prostu nie wypada nie napisać, że dba się o środowisko.

Elektryczne samochody: przyszłość rynku czy drogie gadżety

fot.: sxc.hu

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here