EDUKACYJNE NIEWYBUCHY

Piotr Toczyski o tym do i od czego są nauczyciele

Marnowanie czasu nauczycieli na nadzór nad egzaminem dojrzałości to pomylenie funkcji. W dniu pisemnych matur nauczyciele powinni mieć czas na czytanie i myślenie. Bo w nowoczesnej edukacji rutynowe zadania w ogóle nie powinny być ich pracą.

 

 

Kiedy trwał strajk, pisemny egzamin gimnazjalny odbył się bez nauczycieli. Okazało się, że do pilnowania uczniów nauczyciele potrzebni nie są. Spróbujmy iść krok dalej: rozważmy twierdzenie, że w nowoczesnym świecie takie zadania w ogóle nie powinny być pracą nauczyciela.

Pomoże nam w tym pięć pytań. Przekażmy je zaprzyjaźnionym nauczycielom. Odpowiadając, mogą zorientować się, czy w ogóle powinni dane zadanie wykonywać.

 

PYTANIE 1: Czy tworzę?
Pilnowanie uczniów nie jest pracą twórczą. Podobno akurat zastępujący nauczycieli pracownicy ratusza, teatru, straży pożarnej czy miejskiej mają ważne uprawnienia pedagogiczne. Ale czy do rozdania arkuszy egzaminacyjnych i pilnowania uczniów takie kwalifikacje są w ogóle potrzebne? Pod okiem kogoś bardziej doświadczonego taki pisemny egzamin mogliby przeprowadzić
nawet przypadkowi przechodnie. To zadania banalne i rutynowe.

 

PYTANIE 2: Czy znajduję w tym wyzwanie?
Na miejscu nauczycieli oddałbym już pomocnikom te czynności na zawsze. Nie są sednem ich pracy (wyzwaniem).
Są nudnym obowiązkiem (obciążeniem). Zaoszczędzony czas mogliby przeznaczyć na własny rozwój. Żeby dobrze sprzyjać rozwojowi innych, trzeba czytać, myśleć i na nowo doświadczać zmieniającego się świata. Rozdawanie arkuszy, kserowanie, ustawianie krzeseł – to nie wyzwania, a obciążenia. Nauczyciele powinni uczyć najlepiej jak umieją: projektując doświadczenia, wywołując idącą za nimi refleksję, sprzyjając uogólnieniu się wiedzy i inspirując do jej stosowania (najlepiej w tej właśnie kolejności). Dobrze zaprojektowane sytuacje edukacyjne to te, w które twórca wkłada serce. To wyczerpuje, więc podpowiadam: trenerzy warsztatów psychoedukacyjnych i trenerzy biznesu mają współprowadzących. A które czynności są dobre do oddelegowania? Szukajmy wśród tych, które nie odbywają
się w kontakcie z uczniem przez 45 minut lekcji.

 

PYTANIE 3: Czy edukuję?
Wyjaśnię to na przykładzie. Przez dwa tygodnie zdobywałem na uniwersytecie w Kanadzie uzupełniający dyplom
zarządzania. W dobrze zorganizowanej szkole biznesu edukacja jest wyraźnie oddzielona od obsługi edukacji. Prowadzący od realizacji swoich zamysłów mieli asystentów. Każdy dzień zaczynałem pogawędką z kimś z nich, bo to nie prowadzący zajmowali się takimi drobiazgami, jak sprawdzanie listy. Przez cały dzień byli do naszej dyspozycji. Dostarczali prowadzącym dodatkowe materiały, potrafili błyskawicznie zmienić ustawienia sprzętu, a czasem po prostu siedzieli w ostatnich rzędach i pilnowali, żeby proces edukacyjny przebiegał bez niepotrzebnego oporu. Byli i dla prowadzących, i dla studentów. Można było z nimi rozmawiać też o programie studiów. Nowi prowadzący potrafili nieoczekiwanie nawiązać do tego, co wcześniej powtórzyli im wrażliwi na naszą ciekawość asystenci.

 

4. Czy wymyślam?
Pracowaliśmy w 20-osobowej klasie. Połowę czasu spędzaliśmy w jeszcze mniejszych grupach. W 4-osobowych zespołach szliśmy do przygotowanych już sal, wyposażonych w materiały i narzędzia. Do dużej grupy wracaliśmy z rozwiązaniami i produktami, żeby zobaczyć, co wymyślili inni. Ani skład małych grup, ani kompozycja 20-osobowej klasy, ani przypisane miejsca do siedzenia
nie były przypadkowe. Już przed rozpoczęciem zajęć ktoś umieścił tabliczki z naszymi imionami i nazwiskami obok przypisanych nam miejsc. Czekały segregatory wypełnione obowiązującymi nas tekstami. Ale to nie nauczyciele je drukowali, kopiowali i wkładali do
segregatorów.

 

5. Czy projektuję?
W szkole biznesu to nie nauczyciele walczyli o fizyczne warunki dla naszego uczenia się. Ze swojego przestronnego
miejsca w amfiteatrze mogłem rozmawiać twarzą w twarz z prawie każdą osobą w sali. Obrotowe krzesło ułatwiało dyskusje z osobami siedzącymi za mną. Zaspokajanie potrzeb szło dalej, bo przed salą mieliśmy do dyspozycji stoły zdrowych przekąsek i lodówki z napojami. Menu było zbilansowane przez dietetyka, ale przecież gotowali kucharze, a rozstawiali kelnerzy. I tak samo oczywisty jest podział pracy edukacyjnej. Nie obciążajmy nauczycieli obsługą edukacji, a pozwólmy im tworzyć sytuacje edukacyjne.

Wniosek?
Egzaminy pisemne oddajmy strażnikom, leśnikom i urzędnikom, a nauczyciele niech mają odzyskany czas na swój pełnopłatny rozwój. Tym bardziej, że – jak okazało się w tym roku – przydać mogą się zgoła inne, niż edukowanie, kompetencje.

 

Piotr Toczyski

P.S.
Z jakich doświadczeń wynikają te moje idee? W skrócie: przynajmniej od liceum pracuję z grupami i organizacjami,
a od 15 lat mam do tego formalne uprawnienia; studiowałem na uniwersytetach w Polsce, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Kanadzie i Kalifornii; formalne przygotowanie jako edukator uzyskałem w brytyjskim UCL Institute of Education, sklasyfikowanym jako najlepszy
na świecie; a socjologiczną pracownią komunikacji kieruję w najstarszej polskiej uczelni pedagogicznej.