📻 DZIKI: Rządowe zabijanie wrażliwości, czyli strzelać do ciężarnych!

PiS z kolejnym pomysłem na czynienie sobie ziemi poddaną

AUDIO REO. Posłuchaj nagrania tekstu, czyta Danuta Stachyra. 10’50”

 

W kilka tygodni polskie dziki mogą doświadczyć tego, czego kiedyś doświadczyły dinozaury. Tym razem to nie asteroida to zrobi, lecz grad ołowiu. Wszystko z powodu braku wiedzy.


Apel uczonych

Wczoraj ponad 300 naukowców z Polskiej Akademii Nauk podpisało się pod listem skierowanym do premiera Mateusza Morawieckiego. Wzywają oni do powstrzymania masowego odstrzału dzików. Pierwsze wielkie łowy planowane są w najbliższy weekend i mają potrwać do końca stycznia. Tak duża liczba naukowców, oraz rosnące społeczne i wielośrodowiskowe niezadowolenie jest nie bez przyczyny. Władze w Polsce chcą dokonać wręcz eksterminacji żyjących w lasach dzików, według planu ma to oznaczać hekatombę gatunku – spadek populacji o 85%. A przyczyną takiej decyzji jest ASF, czyli Afrykański Pomór Świń. Apelujemy o natychmiastowe cofnięcie decyzji o odstrzale redukcyjnym dzików i wdrożenie alternatywnych działań na bazie wiedzy naukowej i eksperckich opinii (…), mających na celu wstrzymanie dalszego rozprzestrzeniania się tej choroby w Polsce – czytamy w liście otwartym, wystosowanym wczoraj do premiera.

Lekkomyślna i pochodna decyzja

I choć z jednej strony słyszymy zapewnienia ministerstwa, że polowania wielkoobszarowe nie obejmą całego kraju, a samym myśliwym nie bardzo się taki pomysł podoba, to tak naprawdę jest to coś, co nie powinno mieć miejsca. Nie powinno, nawet jeśli mielibyśmy pozbyć się z terytorium Polski jedynie części populacji. Dlaczego nie powinno się strzelać do ani jednego dzika z powodu ASF? Choć owszem, to one są w naszej części świata nosicielami tego wirusa, to jednak

zabijanie dzików z powodu ASF można porównać do palenia na stosie czarownic.

O co więc chodzi? Zacznijmy od tego, czym jest ASF. Afrykański Pomór Świń, jak sama nazwa wskazuje, pochodzi z Afryki. Po raz pierwszy chorobę zaobserwowano na początku XX wieku w Kenii. Tamtejsze świnie zaraziły się od swoich dziko żyjących kuzynek. Potem choroba rozlała się na inne kraje i w połowie XX wieku dotarła do Europy. Do Polski wirus ASF przybył ze wschodu – najpierw pojawił się w Gruzji, a w 2013 roku na Białorusi. Nasze dziki przejęły ASF od białoruskich. Co ciekawe, profesor Andrzej Elżanowski, zoolog z Uniwersytetu Warszawskiego, powiedział o istnieniu podejrzenia, że

rezerwuarem choroby są hodowle świń, a nie same dziki.

Strzelanie nic nie da

Eksterminację dzików resort rolnictwa zdaje się traktować jako ratowanie polskiej gospodarki. – Wystąpienie ASF skutkuje przede wszystkim narażeniem państwa na ogromne straty finansowe, związane w pierwszej kolejności z całkowitym zablokowaniem możliwości eksportu świń lub wieprzowiny do państw trzecich, jak również z brakiem możliwości handlu zwierzętami oraz produktami pochodzenia zwierzęcego wewnątrz Unii Europejskiej – powiedziała redakcji Polityki Małgorzata Książyk, dyrektor biura prasowego Ministerstwa Rolnictwa.

Statystyki pokazują, że zabijanie dzików niewiele daje, albo w ogóle nic nie daje. W ostatnich latach ich populacja spadła z ponad 280 tysięcy w 2014 do niespełna 215 tysięcy w roku ubiegłym. Zwiększony został odstrzał tych zwierząt w ostatnich latach, szczególnie we wschodniej Polsce, czego przyczyną był ASF. To jednak na niewiele się zdało, a podobnych zabiegów próbowano dokonać w Hiszpanii i na Białorusi. Stąd właśnie apel ekologów i naukowców.

Owszem, ASF to zagrożenie, duże straty w rolnictwie. Jednak pomysł zmasowanego polowania, który wyszedł od Głównego Lekarza Weterynarii przy aprobacie Zarządu Głównego Polskiego Związku Łowieckiego to chybiona strategia, z powodu której ucierpią polskie lasy.

Wróćmy do Afryki. Tam wirus mógł się łatwo rozprzestrzeniać i z pewnością dziś też ma się tam znakomicie, a co gorsza nie ma na niego szczepionki, choć jej poszukiwania trwają. Na Czarnym Lądzie świnie przeważnie trzyma się pod gołym niebem, co oznacza, że zwierzęta są wystawione na kontakt z dziko żyjącymi gatunkami, na przykład guźcami.

w polsce dzik świni zarazić nie może, bo po prostu nie ma szans na kontakt z nią.

U nas świnie na ogół są trzymane w zamknięciu. Chlewnie w niejednym gospodarstwie mają postać normalnych budynków, do których leśne zwierzęta mają mocno utrudniony dostęp. Same zaś świnie raczej szans na ujrzenia nieba też nie mają. Nie wypasa się ich na terenach graniczących z lasami jak krowy czy owce. W takiej sytuacji wirus bezpośrednio z ciała dzika nie ma jak się dostać do organizmu świni.

Jak należy postępować?

To jak wirus trafia na świnię? Przede wszystkim pałeczki wirusa mogą przenieść inne zwierzęta, które miały wcześniej kontakt z dzikami. Narzędziem walki z ASF powinna być bioasekuracja. Czym jest bioasekuracja? Są to różnorodne działania, które eliminują możliwość wystąpienia ASF w hodowli świń. Chodzi między innymi o zwalczanie gryzoni, zabezpieczenie świń przed dostępem do innych zwierząt gospodarskich. I w końcu korzystanie z mat dezynfekujących i ubrania ochronnego. Szczególnie to ostatnie, bo w dużym stopniu winien jest sam człowiek. Chociażby sam myśliwy, który zabijając wcześniej dzika przeniósł potem wirusa na świnię.

Z historii można dowiedzieć się, że to głównie człowiek rozprzestrzenił wiele różnych chorób, sam lub z pomocą zwierząt, które mu towarzyszą. Chociaż ludzie są akurat na ASF odporni. Każdy, kto ma kontakt z dzikami, a potem świniami jest dla wirusa ASF tzw. wektorem. Naukowcy zwracają też uwagę na to, że odnajdywanie i usuwanie padliny dzików zarażonych ASF stanowi również kluczowy element strategii ograniczenia długotrwałego utrzymywania się tej choroby w środowisku. Narzędziem do walki nie powinna być dubeltówka, bo ona może tylko pogorszyć sprawę. Spłoszone watahy zwierząt, gdzie może znajdować się zarażony osobnik, przeniosą się gdzie indziej, a wraz z nimi – wirus. – Zwiększona mobilność myśliwych w ramach masowych odstrzałów może prowadzić do transmisji wirusa na duże odległości – ostrzegają naukowcy w swoim apelu.

Myśliwi nie chcą eksterminacji

Polowania są ważnym elementem gospodarki leśnej, pod warunkiem, że są przeprowadzane z głową. Przede wszystkim zadbać należy o to, by dziki trzymały się z dala od wiosek, a ludzie, szczególnie rolnicy wiedzieli jak należy postępować, by wirus nie trafił do świni, która dzika na oczy w życiu nie widziała.

Pomysł z dzikobójstwem nie przejdzie, bo myśliwi nie są barbarzyńcami.

Wielu myśliwych jest przeciwnych ogólnopolskiemu strzelaniu do dzików. Drodzy Koledzy Myśliwi, w tej jakże przykrej dla nas chwili przypominam wszystkim o złożonym ślubowaniu myśliwskim, o tym, że przyrzekaliśmy wykonywać polowania zgodnie z zasadami etyki łowieckiej, jak również dbać o dobro przyrody ojczystej. Zwracam się zatem do Was, abyście odmówili wzięcia udziału w tych nieprzemyślanych, nieskutecznych i nikomu niepotrzebnych rzeziach – napisał w liście otwartym Marek Porczak, członek Koła Łowieckiego Ostoja w Jarosławiu. Wielu innych myśliwych na forach internetowych również zapowiedziało bojkot rządowej akcji.

Dzików nie zabija się w Polsce dla kasy, tak jak lwy w Afryce, bo kły dzika nie są tak cennym trofeum jak skóra z grzywą lwa, róg nosorożca, czy ciosy słonia. Dla wielu myśliwych polowanie, to nie samo zabijanie, a kontakt z przyrodą i dbanie o tę przyrodę. Każdy, kto ma pojęcie o polskim lesie wie, że dzik jest ważnym dla lasu zwierzęciem. W poszukiwaniu pokarmu zdziera wierzchnie warstwy gleby, spulchniając ją i mieszając ze ściółką. To tak zwane buchtowanie, dzięki któremu leśne runo zachowuje wysoki poziom żyzności. Ta zaś jest potrzebna do wzrostu roślin, w tym drzew, z których drewno pozyskują leśnicy.

Dziki zjadają padlinę, gryzonie oraz larwy i poczwarki owadów, w tym wielu szkodników, przez co przyczyniają się do przywrócenia równowagi ekologicznej między światem owadów a drzewostanem. Eliminacja dzika oznacza więc ogromne szkody dla leśnictwa. Dziki zjadają również chore ssaki i ptaki, ograniczając w ten sposób przenoszenie chorób.

Zatem to nie zabijanie i robienie w Polsce safari jest rozwiązaniem, lecz przemyślane działania, podejmowane przez samych hodowców świni.



REO POLECA

Najgroźniejszy gatunek ssaka dla afrykańskich słoni. Nie do odstrzału

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.