REO POGLĄD: Czy znasz odpowiedź na wszystko?

Lidia Piechota: Trudno być ekspertem w każdej dziedzinie...

Wiesz, że na Syberii żyją ludzie, którzy mają 300 lat? Wiesz, że tak naprawdę to na Księżycu od dawna jest życie? A wiesz, że w środku Ziemi jest sekretne wielkie miasto i nowoczesna cywilizacja? A wiesz, że najwięcej korzyści z przyprawiania kurkumą potraw jest wtedy, kiedy dodajesz do nich także pieprz i paprykę? A wiesz, że karmienie piersią można kontynuować tak długo, jak chcą tego matka i dziecko i nigdy nie jest to proceder bezwartościowy? A wiesz, że…?


Każda dziedzina kryje tak wiele faktów, że nie sposób ich wszystkich znać, sprawdzić osobiście i zapamiętać. W większość informacji, które słyszymy, a potem wykorzystujemy, potrzebujemy (bo przecież nie musimy) uwierzyć. Na słowo. Najczęściej wybieramy jeden punkt widzenia i trzymamy się go, ponieważ argumentacja jego orędowników do nas przemawia. Bardzo szybko nie tylko wierzymy w daną teorię, ale nawet czujemy, że jest naszą własną. Nie szukamy wtedy tez obalających coś, co nam przypasowało. Robimy wręcz przeciwnie. Nasz zaprogramowany mózg widzi, słyszy i przyciąga to, co wydaje się nam już z pozoru wartościowe, bo potwierdza nasze przekonania. Wyświetla się nam to, na co prawdopodobnie damy się skusić. Kolejne zdarzenia jedynie potwierdzają słuszność obranej przez nas drogi. Jesteśmy zadowoleni, że tak mądrze wybraliśmy. Nie rozumiemy, jak ktokolwiek mógł wybrać inaczej. Jak ktokolwiek może uważać inaczej. Przecież wszystkie znaki na niebie i ziemi potwierdzają, że nie ma innej słusznej drogi.

Łatwo dać się zamknąć w tym bezpiecznym miejscu. Co ważne, nie ma w tym nic złego. Każdy ma prawo, a nawet powinien, robić tak, jak czuje, że dla niego jest najlepiej, najwygodniej, najprzyjemniej, najbardziej korzystnie. Oczywiście zawsze pod tym niezmiennym warunkiem, że nie odbywa się to kosztem kogoś innego. I można tak trwać… W swojej dziedzinie, w swoim świecie, rozwijając się i zgłębiając temat. Rozumiejąc, że ta fachowość i specjalizacja to nasza wyjątkowa sprawa, a ktoś inny może myśleć, uważać i mówić na dany temat zupełnie inaczej. I w tym także nie ma nic złego.

W dziedzinach innych niż nasza sprawdzamy informację w źródle odpowiednio zaangażowanym w tę kwestię, dziedzinę. I znowu: wierzymy, ufamy, że to fachowa wiedza. Nie sposób przy każdej okazji otwierać encyklopedię lub słownik, a co dopiero sprawdzać na własne oczy księżycowe życie, wnętrze Ziemi czy wybierać się na Syberię. Nie sposób nawet osobiście przeprowadzić badania lub wystarczająco skrupulatnie testować na sobie aplikowanie kurkumy w różnych przyprawowych konfiguracjach. Mamy od tego m.in. szefów kuchni lub dietetyków. Wybieramy tego, którego jadłospis i zalecenia najbardziej nam służą.

Są takie tematy, które bez względu na sposób i okoliczności wywołania wzbudzają sensację.

Są takie tematy, które dzielą ludzi na grupy wzajemnie się zwalczające.

Nawet gdy założeniem wywołującego temat nie jest prowokacja, ów temat prowokacją się okazuje (w mniemaniu niektórych). Nawet gdy nie napiszę zdanie: Każda matka powinna karmić piersią, gdy wspomnę o swoich doświadczeniach w tej dziedzinie, zawsze znajdzie się ktoś, kto zrozumie, że skoro ja karmiłam, to każę każdej matce karmić. Otóż to nie jest to samo. Informacja to nie nakaz. Dzielenie się doświadczeniami nie jest tyranią i piętnowaniem zachowań innych niż zaprezentowane.

Najwyraźniej jednak tak funkcjonuje ludzki umysł. Generalnie. Bo na szczęście coraz częściej coraz więcej z nas pielęgnuje w sobie faktyczne samopoczucie, a nie tylko pęd za sensacją, intrygą, dyskusją. Generalizując jednak lub opierając to przekonanie na niektórych własnych doświadczeniach, jesteśmy specami w tej znanej powszechnie postawie: Nie znam się, więc się wypowiem. Świetnie (niestety) wychodzi nam także krytyka ludzi o odmiennych poglądach, którzy nie mają ochoty dochodzić swoich racji. Ci ostatni wychodzą z założenia, że widocznie brać atakująca tak bardzo nie czuje klimatu, że szkoda tracić energię. Tymczasem wspomniana brać wzajemnie sobie kibicuje, zaogniając niemerytoryczne działania: nie ucząc się niczego, nie przekazując pożytecznych treści i tkwiąc uparcie w swoim zamkniętym kręgu (i umyśle).

Bajecznie byłoby znać się na wszystkim, znać wszystkie odpowiedzi, zawsze wiedzieć gdzie, jak i dlaczego. To się nie uda. Bajecznie, i to z kolei może się udać, byłoby docenić odmienność i zrozumieć, że każdy, dosłownie każdy ma swoją rację. Każda racja oparta jest na jakichś konkretnych doświadczeniach, przeżyciach. Czyjaś wiedza, nawet tak bardzo zadziwiająca i kontrowersyjna, może się niespodziewanie okazać kamieniem milowym w naszym własnym rozwoju.

Martwi mnie czasem ilość wątpliwości. Niezliczona. No bo skoro nie mogę czegoś sama sprawdzić, skoro dana sprawa jest dla mnie mocno zaskakująca, to jak mam zaznać spokoju? Jak uniknąć błędu? Jak nie tracić czasu na niesłuszne (w czyimś przekonaniu) teorie? Najpiękniejsze, choć także zapewne niepokojące, jest to, że nie ma na te pytania odpowiedzi. I należy na to albo machnąć ręką, albo wybrać sobie wiarygodne źródło informacji.

Jako mama 6-latka cieszę się tym, że

codziennie rozkładam na tzw. czynniki pierwsze właśnie codzienność.

Gdy nagle okazuje się, że ktoś uraczy mnie historią obalającą to, co jest ogólnie przyjęte za prawdziwe, zastanawiam się, ile mam powiedzieć o tym dziecku. Niektórzy nazywają nawet tę ogólnie przyjętą wiedzę i sposób funkcjonowania systemem – można być w nim lub wychodzić z niego. Czy można w takim razie raz działać systemowo, a za chwilę ani trochę? No można. Przecież można robić to, co się chce i czuje.

Za każdym razem, gdy irytuje mnie czyjaś odmienność, gdy słyszę ciekawą informację obalającą coś, co jest uznawane za pewnik (także przeze mnie)… biorę głęboki oddech. Biorę dużo głębokich oddechów. Podobno można w ten sposób zmienić chemię organizmu, który zaczyna funkcjonować harmonijnie niezależnie od dylematu, niepokoju czy zwyczajnego zdenerwowania. Temat oddychania to rozległe zagadnienie. Zatem gdy biorę oddech, czuję, jakie to przyjemne, ile wolności mi to daje… i jak bardzo nie ma znaczenia to, kto ma rację.

To okazuje się jedną z najtrudniejszych spraw w rodzicielstwie. Dzieci uwielbiają wiedzieć, co, gdzie, kiedy, po czym, dlaczego… Stąd wypadałoby, będąc rodzicem, znać odpowiedzi. Niepokój i wątpliwość oraz przekonanie, że znalezienie odpowiedzi jest niemożliwe, nie pomogą ani dziecku poczuć się bezpiecznie, ani rodzicowi spełnić swe systemowe zadanie. Zatem… Wdech, wydech… Powtórz.

Lidia Piechota
Znak firmowy EXTREMAMA. Kobieta, która rodzicielstwo traktuje z należytą starannością i uważnością. Blogerka. Zwierze społecznościowe. Spotkasz ją na Instagramie i na FB. A jak spotkasz, będziesz czytać regularnie i niecierpliwie czekać na kolejny wpis.