Drogi węgla i kapitału zaczynają się rozchodzić


Na początku było coś, co można jeszcze uznać za polityczną fanaberię. Oto nieprzyzwoicie bogata Norwegia stwierdziła, że jej fundusz dobrobytu, zasilany dochodami z ropy i gazu nie będzie inwestował w wydobycie węgla. Norweski parlament stwierdził, że skoro to spalanie węgla jest źródłem gazów cieplarnianych, to wkładem Norwegii w walkę ze zmianami klimatu będzie pozbycie się aktywów, ocenianych na ponad 8,5 mld dol. Złośliwie można było zauważyć, że ich fundusz wypełniają pieniądze ze sprzedaży węglowodorów, których spalanie również jest źródłem emisji. Ale okazało się, że być może wyczuli pismo nosem, bo klimat – ten inwestycyjny – wokół wydobycia węgla zmienił się dość szybko.

Wkład Kalifornii w najróżniejsze wynalazki i trendy trudno przecenić. 10 sierpnia 2015 r. gubernator Jerry Brown zatwierdził prawo stanowe, nakazujące kontrolowanym przez władze funduszom emerytalnym: pracowników publicznych i nauczycieli pozbycie się do połowy 2017 r. inwestycji w firmy, których ponad połowa przychodów pochodzi z wydobycia węgla na cele energetyczne. Krok ten również można podciągnąć pod politykę, bo zarówno w przypadku Norwegii, jak i Kalifornii mamy do czynienia z pieniędzmi publicznymi. Z definicji to polityka decyduje, co się z nimi dzieje.

Ale podobne rzeczy zaczęły się dziać tam, gdzie najważniejszy jest prywatny pieniądz, a nie „wola ludu” wyrażona przez jego przedstawicieli. Kilka słynnych banków inwestycyjnych zasugerowało w swoich analizach, że wydobycie węgla raczej nie będzie w przyszłości najlepszym biznesem. W maju tego roku słowa przekuł w czyn Bank of America, ogłaszając koniec finansowania projektów związanych z wydobyciem węgla. Podobne decyzje podjęły m.in. fundusz Rockefellera czy fundusze emerytalne prestiżowych amerykańskich uniwersytetów jak Stanford czy Georgetown.

O ile te deklaracje można jeszcze uznać za ogólnikowe, to następny przykład dotyczy już konkretnego projektu i wielkich pieniędzy. W sierpniu londyński bank Standard Chartered wycofał się z finansowania gigantycznej kopalni węgla Carmichael w Australii. Miał ją wybudować indyjski koncern Adani, planujący sprowadzanie stamtąd węgla do Indii. Projekt o wartości ponad 12 mld dol. stanął pod znakiem zapytania. Londyński bank oficjalnie tłumaczył swoja decyzję opóźnieniami po stronie Adani, ale powszechnie uważa się, że zdecydował nacisk antywęglowego lobby i lokalnych przeciwników kopalni, w tym i Aborygenów.

Dla sektora wydobycia węgla może nie oznacza to na razie większych problemów z finansowaniem, ale warto zauważyć, że w tych przypadkach to nie ilość, ale jakość kapitału ma największe znaczenie. Otóż chodzi głównie o pieniądze funduszy emerytalnych (w Standard Chartered mnóstwo pieniędzy zdeponowały brytyjskie fundusze), czyli o kapitał z definicji długoterminowy. Bardzo pożądany w dzisiejszych, cokolwiek niespokojnych czasach. Wniosek może być tylko jeden – sektor wydobycia węgla zaczyna przestawać być atrakcyjny dla długoterminowych inwestycji.

Czy oznacza to już, że nie ma przed sobą przyszłości? Wątpliwości nie ma na przykład Robert Murray, właściciel największej prywatnej (nie-giełdowej) amerykańskiej firmy górniczej – Murray Energy. „Szalona, monarsza administracja króla Obamy swoją polityką klimatyczną ściąga nas w otchłań. Mamy do czynienia z absolutną destrukcją amerykańskiego przemysłu węglowego. Permanentną, całkowitą i nieodwracalną. Jak ktoś myśli, że to się może jeszcze cofnąć i będzie jeszcze jak kiedyś, to nic nie wie o tym biznesie. Albo popala jakieś zioło” – stwierdził niedawno Murray, nie przebierając w słowach. Coś musi być na rzeczy, jeśli to właściciel tak widzi swój interes.

Wojciech Krzyczkowski

fot. John Nyberg/freeimages.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here