Dorota M. Zielińska: Rośnie armia prosumentów

Energetyka rozproszona staje się faktem.

fot. pxhere.com

Jak podaje Polskie Towarzystwo Fotowoltaiki, w Polsce na koniec 2017 roku było zainstalowanych 28 325 systemów fotowoltaicznych o łącznej mocy 281,7 MW. Dla porównania nowy blok węglowy w Elektrowni Ostrołęka, na którego budowę właśnie wybrano wykonawcę, ma osiągać moc 1000 MW.

Czy jednak moc wytwórcza jest tu najważniejsza? Czy nie ważniejsze jest to, że tych niespełna 30 tysięcy prosumentów nie przyczynia się do emisji CO2? A może też to, ile osób zyskało pracę przy produkcji, montażu i konserwacji paneli?

Przeciwko budowie nowego bloku węglowego w Elektrowni Ostrołęka wypowiadał się m.in. prof. Jan Popczyk, wielki orędownik energetyki rozproszonej i obywatelskiej.  Niestety do tego potrzebna jest zmiana podejścia do wytwarzania energii jako zadania wielkich państwowych molochów. Zmiana myślenia o energetyce nas samych, ale przede wszystkich rządzących Polską.

Prosument wytwarza energię, zużywa ją, ale nie jest jego głównym celem jej sprzedawanie.

Wracając do systemów PV (od angielskiej nazwy PhotoVotaics), są wśród nich duże instalacje, które mają koncesję na wytwarzanie energii. W sumie 598 z nich dysponuje mocą 107,7 MW. Jednak prawie dwa razy tyle mocy posiada łącznie 27 736 przydomowych instalacji prosumenckich przyłączonych do sieci na podstawie zgłoszenia. Dane te zebrano na podstawie informacji od czterech największych operatorów systemów dystrybucyjnych. Pokazują one wyraźny trend wzrostowy mocy mikroźródeł prosumenckich: 2015 – 28 MW, 2016 – 59 MW, 2017 – 81 MW. Pełny raport ukaże się w Magazynie Fotowoltaika. Kim jest prosument? To ktoś, kto wytwarza energię, zużywa ją, ale nie jest jego głównym celem jej sprzedawanie.

Obecnie firmę, która zajmują się projektem i montażem instalacji PV, łatwo znaleźć. Lider rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych, Columbus Energy, zdążył nie tylko wejść na NewConnect, ale właśnie szykuje się do debiutu na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych. Intratny biznes dostrzegły też duże korporacje, jak Ikea, która sprzedaje panele fotowoltaiczne od 2017 roku i udostępnia swoim klientów bazę instalatorów w ramach akcji Energia słoneczna dla domu. Również rodzimi giganci energetyczni oferują usługę montażu paneli PV.

Pionierskie lata
Jednak początki – jak to zwykle – nie były łatwe. Jeszcze 6-7 lat temu nie istniało w polskim systemie prawnym pojęcie prosumenta. Powstawały głównie systemy off-grid (nieprzyłączone do sieci), które wymagały zastosowania akumulatora. – Większość zapaleńców od tego zaczynała. Nie było innej możliwości. Panele były dużo droższe niż obecnie, najczęściej kupowało się na Allegro lub na podobnych portalach. Firm montujących było bardzo mało, bo i nie było rynku zbytu – wspomina Maciej Puto, administrator i współzałożyciel portalu pvmonitor.pl. – Zacząłem od zamontowania na własnej konstrukcji w ogrodzie sześciu paneli 100-watowych. Podłączałem te 600 watów »na krótko« do grzałki w bojlerze, aby energią pozyskaną ze słońca ogrzewać wodę, a wieczorem odłączałem – dodaje. Pozytywne efekty spowodowały, że dokupił kolejne panele. – Dysponując mocą około 1500 watów, zacząłem rozglądać się za sterownikiem. Gotowe rozwiązania techniczne były wówczas praktycznie w Polsce niedostępne. W końcu zdobyłem gotowy sterownik, który dostosowałem, tak aby zapewniał ciepłą wodę domownikom – mówi Puto.

Takie były początki fotowoltaiki w Polsce. Niektórzy z prekursorów do dzisiaj korzystają z akumulatorów, jednak większość przechodzi na on-grid, czyli włącza swoje instalacje do sieci elektroenergetycznej. Tak przynajmniej wynika z obserwacji społeczności blisko 700 prosumentów, którzy zarejestrowali się na portalu pvmonitor.pl. W trudnych czasach na fotowoltaikę postawił też Marcin Mizgalski z Chotomowa. Jego perypetie i spory z dystrybutorem sieci opisał w 2014 roku Tomasz Molga na portalu natemat.pl.

Obecnie ceny paneli PV spadają nawet o kilka procent w ciągu roku. Boom na rynku wzmacniają też programy samorządowe, dzięki którym można postawić własną instalację z dofinansowaniem rzędu 80-85%. Ciągle jednak takich programów jest zbyt mało i wiążą się one z czasochłonną procedurą.

Niemniej jednak powoli kończy się epoka entuzjastów, takich jak chociażby prosument z Ursynowa, który chciał zachęcać sąsiadów do montażu paneli fotowoltaicznych. Teraz należy spodziewać się raczej, że to ci sąsiedzi zapukają do niego z prośbą o radę i polecenie dobrego instalatora.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here