Dorota M. Zielińska: Energetyko, nie walcz z systemem

Rozwijaj OZE, bo przegrasz Ziemię

• Unijny system handlu uprawnieniami do emisji CO2 jest narzędziem do przeciwdziałania zmianie klimatu.
• To nie jest jest broń wymierzona przeciwko polskiej energetyce.
• Warto to podkreślać w kontekście zbliżającego się szczytu klimatycznego, który odbędzie się w grudniu 2018 roku w Katowicach.


W jakim celu wprowadzono unijny system handlu uprawnieniami ETS i dlaczego stale się go reformuje zapytałam Beatę Wiszniewską z Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej, PIGEOR.
Dorota M. Zielińska: Polska przegrała sprawę przed Trybunałem Sprawiedliwości w Sztrasburgu. Dlaczego nasz rząd kwestionował reformę systemu ETS, a konkretnie sposób wprowadzenia mechanizmu Rezerwy Stabilności Rynkowej (z ang. Market Stability Reserve, w skrócie MSR)?
Beata Wiszniewska: Głównie dlatego, że nowa perspektywa miała się zacząć w 2021, a stosowanie mechanizmu MSR będzie możliwe już od 2019 roku. Postanowiono o tym decyzją większościową. Polska skarżyła właśnie formę podjęcia tej decyzji, stojąc na stanowisku, że powinna być ona podjęta jednogłośnie. Stanowisko Polski opierało się na przesłance, że system ETS, a więc i mechanizm MSR, wpływa na miks energetyczny krajów członkowskich, którego kształtowanie jest ich wewnętrzną kompetencją. Na tej podstawie domagała się podejmowania decyzji w tej sprawie jednogłośnie.

Skarżąca się Polska nie wzięła jednak pod uwagę, że system ETS od początku był kształtowany w systemie większościowym. Dość naiwnie liczono na to, że przy kolejnej reformie można liczyć na zmianę tego trybu. A przecież podobne skargi ze strony innych państw były wcześniej oddalane. Tak że powodzenie tego sprzeciwu było z góry skazane na niepowodzenie.

Wycena benchmarkowego kontraktu na uprawnienia do emisji CO2 w unijnym systemie handlu (EU ETS)  23 sierpnia 2018 roku na giełdzie w Londynie po raz pierwszy od października 2008 roku przekroczyła 20 euro za tonę. [–>]

Przegrana ta wynika także z konsekwencji Unii we wdrażaniu polityki dekarbonizacji, czyli stymulowaniu transformacji energetyki i przemysłu. Europejski system handlu emisjami ETS został wprowadzony po to, żeby koszty środowiskowe wynikające ze spalania paliw kopalnych ponosili sami emitenci. Oczywiście jest to metoda ułomna, bo uwzględnia jedynie emisje dwutlenku węgla, a nie jest to jedyny gaz powodujący efekt cieplarniany. Ale przynajmniej tyle.

Dla zakładów, których produkcja charakteryzuje się znacznymi emisjami CO2 jest to duża uciążliwość?
Nie da się ukryć, że z ich punktu widzenia są to dodatkowe koszty. Ale kto właściwie miałby ponosić koszty środowiskowe spowodowane ich działalnością? Mechanizm ETS ma zachęcać emitentów, a w szczególności energetykę, do modernizacji poprzez wprowadzanie technologii zeroemisyjnych. A najlepiej poprzez rozwój odnawialnych źródeł energii.

Jeżeli zakład emituje CO2, ma do wyboru: ponosić koszty związane z systemem ETS albo podobne środki przeznaczać na modernizację czy też całkowitą zmianę technologii, w celu zmniejszenia emisji. Czemu więc polskie firmy energetyczne tego nie robią, tylko uparcie trzymają się węgla? I narzekają na system, który ma powstrzymać ocieplanie się klimatu? Czy takie są oczekiwania odbiorców energii? Nie sądzę.
System ETS działa już wiele lat. Dlaczego konieczna stała się jego korekta?
Przy tworzeniu tego systemu został popełniony grzech pierworodny: wydawano zbyt wiele darmowych uprawnień do emisji. Wprawdzie w kolejnych latach producenci energii byli zmuszani do zakupu większej ilości uprawnień, nie mniej jednak wydano zbyt dużo tych darmowych, które swoją masą prowadziły do utrzymywania się niskiej ceny. Podobnie jak u nas w systemie zielonych certyfikatów [–>].
Cena uprawnień spadła nawet do 4 euro za tonę emisji CO2 i nie była żadną motywacją do modernizacji czy zmiany technologii. Uzgodniono, że cena ta musi być przynajmniej na poziomie 15-20 euro.
Podkreślić należy, że reformę systemu ETS poprzedziła wieloletnia dyskusja w ramach Komisji Europejskiej oraz Rady Europejskiej. Nie powinna być więc ona zaskoczeniem dla polityki energetycznej żadnego z krajów członkowskich. Pewne założenia nie sprawdziły się i trzeba było je skorygować. Przekonanie o tym nie narodziło się z dnia na dzień. Proces poprzedzający wprowadzenie mechanizmu MSR trwał sześć lat.
System ETS jest narzędziem do redukcji emisji CO2. To nie jest broń wymierzona przeciwko polskiej energetyce, tylko sposób przeciwdziałania zmianie klimatu. Warto to chyba podkreślać, zwłaszcza w kontekście szczytu klimatycznego, który odbędzie się w grudniu 2018 roku w Katowicach.

Oczywiście, że tak. Chciałabym jednak wrócić do tego, że debata nad wprowadzeniem mechanizmu korygującego trwa od 2013 roku. Już w 2014 roku nastąpił tzw. backloading – część uprawnień ETS trafiła do rezerwy. Nie spowodował jednak wzrostu cen uprawnień. Nawis był tak duży, że to nie pomogło.

Poza tym cały system ETS pełen jest różnego rodzaju szczególnych przypadków i wyjątków, tzw. derogacji. Mimo to opór jest potężny.

W końcu wprowadzono mechanizm MSR, który pozwoli Komisji Europejskiej reagować skutecznie na zbyt niskie lub zbyt wysokie ceny uprawnień do emisji CO2. Pamiętajmy, że to nie jest żaden rynek, tylko odgórnie regulowany system. Narzędzie prowadzące do założonego z góry celu – przeciwdziałania ociepleniu klimatu.

Zacznie on działać od 2019 roku, ale sygnał cenowy już jest. Cena uprawnień do emisji CO2 już wzrosła w sierpniu powyżej 18 euro, czyli zwiększyła się przynajmniej trzykrotnie w relacji do zapaści z lat poprzednich. A w relacji do minimum w zasadzie czterokrotnie. Paradoksalnie może się okazać, że mechanizm MSR w pierwszej kolejności posłuży do jej obniżenia.

Polska energetyka, wciąż oparta w 85% na węglu, jest bardzo wrażliwa na te regulacje.

Owszem, chociaż spalanie gazu też jest źródłem emisji CO2. Dużo mniejszych niż węgla, dlatego gaz traktuje się jako paliwo przejściowe. Niemniej jednak pozostaje otwarte pytanie, czy należy traktować uprawnienia do emisji CO2 li tylko jako koszt, który prowadzi do zmniejszenia konkurencyjności polskiej gospodarki. Moim zdaniem nie. To powinna być motywacja do transformacji.

Zmiana następuje zbyt wolno. Jasne jest, że obecny model nie będzie kontynuowany. Najwyższy czas, żeby polska energetyka przyjęła to do wiadomości i zaczęła się zmieniać.
Największe emisje w Unii mają Niemcy, co wiąże się oczywiście z rozmiarem niemieckiej gospodarki. Jednak to właśnie Niemcy wciąż wykorzystują w znacznym stopniu węgiel brunatny. Chociaż z drugiej strony podejmują zdecydowane i skuteczne kroki zmierzające do rozwoju OZE. Prowadzą realną transformację.

I nawet jeśli spóźnią się, nie wykonają celu redukcji emisji CO2 o 40% do końca 2020 roku, to i tak mają lepsze perspektywy przestawienia gospodarki na niskoemisyjną niż Polska, która uparcie trwa przy węglu. Umówmy się, że odnawialne źródła energii rozwijają się u nas z oporami, a już na pewno nie dzięki wsparciu rządowego. Raczej pomimo braku tego wsparcia, jedynie dzięki polityce unijnej.

Tym niemniej niskie ceny uprawnień do emisji CO2 spowodowały to, że Niemcy wciąż trzymały się produkcji energii z węgla brunatnego. Tak że polityka unijna nie jest wymierzona przeciwko Polsce, tylko przeciwko emisjom CO2.

Cena uprawnień do emisji już znacznie wzrosła, jakby wyprzedzając działania regulacyjne, które będą mogły być podejmowane już w 2019 roku. A co będzie dalej? Czy po 2021 roku cena emisji znacznie wzrośnie?

Tego nie wiadomo i zależeć to będzie od polityki unijnej. Ważnym czynnikiem będzie tutaj cena energii ze źródeł odnawialnych. Pamiętajmy o tym, że jedną z przyczyn niepowodzenia dotychczasowej polityki ETS – czyli nieosiągnięcie zakładanych redukcji emisji CO2 – jest szybszy niż się spodziewano rozwój OZE. Może to się wydawać paradoksalne, ale tylko pozornie. Przecież im więcej energii pochodzi z OZE, tym mniej emisji CO2 i zakłady objęte systemem ETS kupują coraz mniej uprawnień. Dlatego właśnie w kolejnych perspektywach czasowych zmienia się m.in. lista podmiotów objętych systemem.

W ciągu ostatnich pięciu lat wyprodukowanie energii ze słońca staniało o 80%, a z wiatru o 50%. Próg opłacalności inwestycji w OZE się obniża i staje się ona coraz bardziej konkurencyjna w stosunku do spalania paliw kopalnych. Nie pozostaje to bez wpływu na system ETS – to też zmniejsza popyt na uprawnienia. Te czynniki, i wiele innych, powodują, że system musi być wciąż dostosowywany do zmian zachodzących w gospodarce. I MSR to ułatwi.

Dziękuję za rozmowę!


Jak Polska wyda kosmiczne środki z systemu ETS?

Dorota M. Zielińska
Wolność kocham i rozumiem. Wolności oddać nie umiem. REO to dla mnie nowe wspaniałe miejsce na Ziemi. Odpowiadam tu głównie za działkę oze-energetyczną. Uwielbiam zagadki słowne, kalambury i skrablowe pojedynki na słowa. Masz ciekawy temat? Napisz do mnie: dorota.zielinska@reo.pl