Dorota M. Zielińska: Coraz więcej prądu od morza

Morskie farmy wiatrowe są kontrpropozycją wobec nowych elektrowni węglowych.

rys. Marta Gwóźdź

Morska energetyka wiatrowa w Europie weszła w fazę żywiołowego rozwoju. Liczba 92 elektrowni tego typu podwoi się w ciągu najbliższych kilku lat. Wtedy pojawią się na tej mapie także pierwsze polskie instalacje.

W 2017 roku moc morskich elektrowni wiatrowych w Europie zwiększyła się o 3,15 gigawatów. W 2018 padnie zapewne kolejny rekord. Nie będzie wśród nich ani jednej polskiej farmy wiatrowej zlokalizowanej na Bałtyku.

W ciągu ostatnich 10 lat nastąpił w tej dziedzinie ogromny postęp technologiczny. Rozmiar elektrowni zwiększył się znacząco: średnia moc z 80 MW wzrosła do 500 MW, a największa z nich – Hornsea One – której budowa rozpocznie się w tym roku – będzie dysponowała 1,2 GW mocy. Rośnie moc turbin, co może prowadzić do dalszego spadku cen produkcji energii z morskiego wiatru. Tak uważa lider rynku, firma Orsted, która już ocenia aukcje bez subsydiów jako opłacalne, a liczy jeszcze, że nim dojdzie do realizacji wygranych kontraktów, na rynku będą dostępne turbiny o mocy 12-15 MW.

WindEurope podaje, że na koniec 2017 roku europejskie morskie farmy wiatrowe (offshore) dysponowały łączną mocą blisko 16 GW, którą wytwarzało 4149 wiatraków wchodzących w skład 92 elektrowni. Do 2020 roku ta moc zwiększy się do 25 GW, a następne dwa lata przyniosą kolejne 6,3 GW. Do 2030 roku moc europejskich elektrowni wiatrowych osiągnie 70 GW. Dla porównania – łączna moc wszystkich elektrowni w Polsce to 40 GW.

Kiedy popłynie do nas?
Polska pojawi się na tym rynku dopiero po roku 2023, a według szacunków WiseEurope do 2030 roku może dysponować morskimi elektrowniami wiatrowymi o łącznej mocy 2,2-6 GW (widełki wynikają z przyjęcia wariantu pesymistycznego i optymistycznego).

Najbliżej budowy pierwszej polskiej farmy wiatrowej jest Polenergia. Elektrownia Bałtyk III o mocy 1,2 GW będzie zlokalizowana 23 km od brzegu na wysokości Łeby. Jej uruchomienie nastąpi w 2021 lub najdalej w 2022 roku. Bałtyk III, druga farma tej firmy, o podobnej mocy stanie 37 km od brzegu na wysokości Słupska i rozpocznie produkcję w 2026.

PGE Energia Odnawialna nie spieszy się z budową planowanej morskiej farmy wiatrowej Baltica. Obecnie prowadzi pomiary wietrzności i podaje w komunikacie, że rozwój morskiej energetyki wiatrowej to jedna z opcji rozwoju Grupy PGE, która może być wzięta pod uwagę po 2020 roku. Tak przynajmniej czytamy w komunikacie spółki z maja 2017 roku: Realizowany przez PGE EO „Program Offshore”, który zakłada budowę morskiej farmy wiatrowej o mocy ok. 1 GW w Wyłącznej Strefie Ekonomicznej Morza Bałtyckiego stanowi jedną z opcji strategicznych rozwoju Grupy Kapitałowej PGE po 2020 roku.

Wiatr zmienił kierunek
Niespodziewanie jednak morska energetyka wiatrowa zyskała nowego mecenasa. Jest nim Zbigniew Gryglas, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej, utworzonego przez niego w listopadzie 2017 roku. Zespół upatruje w rozwoju tej branży szansy dla polskich producentów wielkogabarytowych konstrukcji stalowych, elementów konstrukcji rurowych czy łopat do siłowni wiatrowych. Należący do niego posłowie podjęli się zmian prawnych niezbędnych do rozwoju tej branży.

Rychło w czas, można powiedzieć, bo w marcu Polenergia zyskała ważnego partnera. Statoil weźmie udział w projekcie budowy farm wiatrowych na Bałtyku o planowanej mocy 1200 MW. Powstaną wcześniej niż nowy blok węglowy w Elektrowni Ostrołęka o planowanej mocy 1000 MW. Właściwie mogłyby go zastąpić, gdyby nie uparte trwanie polskiego rządu przy energetyce węglowej. Być może będziemy mieli okazję się przekonać, która inwestycja okaże się tańsza w przeliczeniu na koszt wyprodukowania jednego megawata energii elektrycznej. Bo która wyemituje mniej CO2, to już wiemy.

Skoro ocknęliśmy się w temacie morskich farm wiatrowych, może nastąpi też opamiętanie i zgaśnie czerwone światło włączone w 2015 roku dla lądowych wiatrowni? Zwłaszcza że nie są one alternatywą dla dużych elektrowni morskich czy bloków węglowych, tak jak morskie instalacje. Stanowią za to istotny składnik – wraz z małymi elektrowniami wodnymi, fotowoltaiką i lokalnymi przetwórniami biomasy – energetyki rozproszonej, która powinna mieć znaczący udział w polskim miksie energetycznym. Oczywiście, o ile naprawdę zależy nam na podnoszeniu poziomu bezpieczeństwa, a nie tylko na zaspokajaniu interesów państwowych – bądź co bądź – przedsiębiorstw energetycznych oraz kopalni.

2 KOMENTARZE

  1. @Miłosz, jest jeszcze fotowoltalika,a Twój problem rozwiązują ogniwa paliwowe. To jest realna rzeczywistość a nie mrzonki o „czystych technologiach węglowych” a co jeżeli blok 1000MW ulegnie nagle awarii? Czym go zastąpisz?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here