📻 Dorota M. Zielińska: Bojownik z odpadku, rzecz o Michaelu Reynoldsie

Filozofię amerykańskiego wizjonera podziela coraz więcej ludzi zdegustowanych cywilizacyjną gonitwą szczurów

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Bożena Sitek.

 

Długie, siwe rozwiane włosy. Kilkudniowy zarost na ogorzałej twarzy. Spracowane ręce. Kiedy jedzie harleyem drogą w stanie Nowy Meksyk, widzisz hippisa z filmu Easy Rider. A to architekt-wizjoner, który zmierza na plac swojej eksperymentalnej budowy.

Najsłynniejsze dzieła architektury zachwycają nie mniej niż znakomity obraz czy rzeźba. Architekt to ktoś w niezwykły sposób łączący inżynierską wiedzę z wyczuciem piękna. Jednak w przypadku budowli ważne są jeszcze walory użytkowe.

Kiedy myślimy o domu, to chcemy nie tylko, aby ładnie prezentował się z zewnątrz, miał przyjemne wnętrze. Pragniemy żyć w nim wygodnie i komfortowo. Podłączamy media: woda, prąd, ciepło, internet. Dobrze, aby nie kosztowały zbyt drogo, dbamy więc o ocieplenie ścian, dachu, montujemy wysokiej jakości drzwi i okna.

Pewnym novum są tzw. domy w standardzie pasywnym, czyli zaprojektowane w taki sposób, aby prąd czy ciepło kosztowały jak najmniej. Można jednak pójść o krok dalej i wyobrazić sobie domostwo, które nie tylko uniezależni lokatorów od mediów, ale także wyżywi ich i napoi. Taki pomysł zakrawa na wywrotowy i aspołeczny. Nie dość, że nikt nie zarobi na takim mieszkańcu, to jeszcze nie ma on finansowej motywacji do podjęcia pracy. A jeśli do tego ktoś wpadł na pomysł, jak taki dom zbudować z odpadów, musiał stać się wrogiem społecznym.

Dlatego historia Michaela Reynoldsa, architekta-wizjonera, który marzył o zaprojektowaniu samowystarczalnego domu, jest historią o walce. Nie tylko o inżynierskim zmaganiu się z materią, ale także o konfrontacji z systemem. Ze status quo, które silnie opiera się wizjonerom, przekonanym o konieczności jego zmiany.

Ziemne statki
Odkąd skończył studia, w latach 70. XX wieku, uważał, że architektura, jaką znamy, jest do bani – kompletnie bezużyteczna. Nie rozwiązuje problemów, przed którymi stanęła ludzkość. Nie odpowiada potrzebom współczesnego człowieka. Wyrażał głębokie przekonanie, że wzrost populacji, zmiana klimatu, wyczerpywanie się surowców kopalnych, wymaga natychmiastowego działania. I podejmował je. Chociaż rozpoczynał swoje eksperymenty z myślą o poprawie jakości życia, w miarę upływu czasu coraz bardziej zdawał sobie sprawę, że chodzi o przetrwanie. Każdego ranka, budząc się z tą myślą. Niczym Noe – budował arkę dla człowieka odciętego od cywilizacji. Z wyboru albo z konieczności.

Wszystko jest policzone po inżyniersku. Dom musi dostarczać wystarczającą ilość wody do uprawy roślin i hodowli zwierząt. Pod dachem zmieszczą się nawet siedmiometrowe drzewa. Będzie miejsce dla ptaków, motyli i owadów. Zaprojektowane przez siebie budowle nazywa ziemnymi statkami – earthships, niezależnymi wehikułami, którymi można bezpiecznie żeglować ku przyszłości.

Odnajduje bogactwo na śmietniku. Ma to po ojcu, który gromadził wszystko. Nawet papierowe opakowania po mleku. Uważał, że są zbyt wartościowe, żeby je po prostu wyrzucić. Według Michaela butelki to klejnoty. I rzeczywiście – kolorowa, butelkowo-betonowa ściana, raczej kopulasta niż płaska, przypomina nieco witraż. Projekty przychodzą do niego we śnie, jak wejście w kształcie muszli. Realizuje je na jawie. Czasem z ołówkiem, a czasem z łopatą w ręku.

Hobbitowo wolności

Michael Reynolds
fot. mat. prasowe, Garbage Warrior

W 1972 roku zbudował Dom Kciuk. Za cegły posłużyły mu puszki po napojach, które połączone zaprawą murarską stworzyły solidny mur. Zużyte opony również można wypełnić i połączyć betonem. Mieszka w zbudowanym przez siebie domu własnego pomysłu. – Budzę się rano z poczuciem, że moje życie w całości należy tylko do mnie – mówi Reynolds. Wkrótce powstaje cała osada eksperymentalnych domostw, samowystarczalnych i zbudowanych głównie z odpadów – Taos. Budowali je podobni jemu pozytywnie zakręceni dziwacy, których przyciąga jak magnes. Kupili kawałek pustkowia w Nowym Meksyku. Zamieszkali w domach, które czerpią energię ze słońca i z wiatru. Trudno właściwie określić je domami, tak dziwaczne mają kształty. To minizameczki, skrzyżowanie lepianki ze szklarnią, które produkują wodę oraz żywność, dając mieszkańcom całkowitą niezależność od tego, co nazywamy cywilizowanym życiem.

Michael Reynolds
fot. Victor Grigas, wikipedia.com

Architekt-eksperymentator
Wkrótce znaleźli się chętni, żeby kupić eksperymentalny dom i w nim zamieszkać. Ponieważ projekty Reynoldsa łamały wszelkie zasady i standardy architektoniczne, zdarzało się, że dom był przegrzany, dach przeciekał i nie wszystko działało, tak jak powinno. Posypały się pozwy. Władze stanowe zarzuciły mu nieprzestrzeganie wymogów w zakresie uzbrojenia terenu, bez którego nie może on pełnić funkcji mieszkalnych. Nie można przecież budować domów w miejscu pozbawionym infrastruktury. Najpierw muszą być drogi, prąd, woda itp. W końcu wydano zakaz budowania samowystarczalnych osiedli, mimo że istniały już trzy osady, a kolejni chętni kupowali możliwość zamieszkania w takich warunkach. Pod koniec lat 90. Reynolds utracił uprawnienia architekta.

Projektowanie eksperymentalnych domów było jego powołaniem, misją życiową. Poczuł się, jakby odebrano mu wszystko – godność, sens istnienia, lata nauki i doświadczeń. Popadł w depresję. Przez dwa lata nie był w stanie usiąść do deski kreślarskiej. W końcu zrozumiał, że zamiast doskonalić ideę samowystarczalnych domów, musi zmierzyć się z systemem. Zrzucił drelich budowlańca, wdział wełnianą marynarkę i rozpoczął urzędową krucjatę.

Postawił pytanie: czy budownictwo mieszkalne może być przedmiotem eksperymentów bez konieczności przestrzegania przepisów prawa budowlanego? Aby było to możliwe, niezbędna okazała się zmiana prawa. Do garnituru dodał krawat i ruszył do parlamentu stanu Nowy Meksyk w poszukiwaniu poparcia dla projektu ustawy dopuszczającej budownictwo eksperymentalne. Jego projekt rozebrano na czynniki pierwsze. Niemal każde słowo zostało solidnie przedyskutowane. Nietrudno się domyślić, że spotkał się z kompletnym niezrozumieniem, a nawet destrukcyjnym krytycyzmem. Setki zmian dziesiątek osób i… Projekt został odrzucony.

Reynolds nie poddawał się. W końcu trafił na prawniczkę, która pomogła mu sformułować zapisy w sposób do przełknięcia dla polityków reprezentujących różne grupy interesu. Ona przejęła prowadzenie rozmów i wzięła na siebie przekonanie odpowiedniej liczby głosów. Projekt wyszedł z komisji i trafił na salę plenarną. Mimo tych wysiłków został zablokowany.

Pomogło tsunami

Michael Reynolds
Kadr z filmu “Garbage Warrior”

Tymczasem w kwietniu 2005 roku mieszkańcy indyjskich  Andamanów zmagali się ze zniszczeniami po przejściu tsunami. Michael Reynolds wraz z siedmioma ochotnikami zaproponował pomoc w dostarczeniu ludziom schronienia i wody pitnej. Kiedy znaleźli się na miejscu katastrofy, nie było tam wiele więcej poza ruinami – siedem tysięcy ocalałych spośród 35 tys. mieszkańców. Pozostałych żywioł dosłownie zmył z powierzchni ziemi. Morze zalało studnie i brak wody pitnej był jednym z większych problemów. Ekipa Reynoldsa wraz z mieszkańcami rozpoczęła budowę zbierających deszczówkę lepianek skonstruowanych z porozrzucanych siłami natury opon, plastikowych butelek, szklanych butelek, puszek i czegokolwiek, co znalazło się pod ręką. Ad hoc powstały proste projekty i każdy był w stanie zaangażować się w ich realizację. Pomagały nawet dzieci.

W styczniu 2006 roku ustawa o eksperymentalnym budownictwie ponownie trafiła pod obrady parlamentu stanu Nowy Meksyk. Zniszczenia spowodowane huraganem Katrina, który uderzył w Nowy Orlean kilka miesięcy wcześniej, wpłynęły na zmianę postaw. Nie mniej niż argumenty mądrej prawniczki, która zaleciła kolejne zmiany w komunikowaniu projektu ustawy: Nie można ludzi straszyć globalnym ociepleniem ani wyczerpywaniem się złóż ropy. Dla polityków to mit. Mów o innowacyjności i o tworzeniu nowych miejsc pracy. Niestety, projekt został ponownie odrzucony.

Kiedy w Meksyk uderzył huragan Rita, ekipa Reynoldsa znowu ruszyła z pomocą. W końcu, pod wrażeniem jej dokonań, amerykańskie stowarzyszenie architektów zaprosiło go do złożenia wniosku o przywrócenie uprawnień zawodowych, a w marcu 2007 roku parlament stanu Nowy Meksyk przyjął ustawę dopuszczającą budownictwo eksperymentalne.

Michael ReynoldsSamowystarczalne osady
Świat dowiedział się o Michaelu Reynoldsie, kiedy w 2007 roku ukazał się film dokumentalny Olivera Hodge’a. Dla mnie stał się on źródłem informacji do tego tekstu. Szybko okazało się, że filozofię amerykańskiego wizjonera podziela coraz więcej ludzi zdegustowanych cywilizacyjną gonitwą szczurów. Już w 2004 roku liczba samowystarczalnych domostw przekroczyła tysiąc i cały czas powstają kolejne. Samowystarczalne osady najłatwiej odnaleźć pod hasłem earthship. Obecnie trwa budowa samowystarczalnej szkoły w Argentynie. Jedna z ostatnio powstałych osad znajduje się w miejscowości Biras we Francji.

 

Wizjoner postrzega sprawy inaczej niż większość. Jego przekonanie o tym, że to on ma słuszność, a nie stado, daje mu niewyczerpalne pokłady determinacji w realizacji swojej wizji. Mimo że przez większość życia spotyka ludzi, którzy na jego widok pukają się w czoło – przynajmniej w myślach. Konsekwencja, uparte dążenie Michaela Reynoldsa do wprowadzenia swojej wizji w życie przyniosły efekty. Wprawdzie wyniki eksperymentów nie wpłynęły na zasady powszechnie stosowane przez architektów, to jednak wyznaczyły standardy w zakresie konstruowania domów samowystarczalnych – tzw. green housing. Szlak został przetarty.

Michael Reynolds
Earthships w Taos, Nowy Meksyk, fot. mat. prasowe, Garbage Warrior

 

 

Dorota M. Zielińska
Wolność kocham i rozumiem. Wolności oddać nie umiem. REO to dla mnie nowe wspaniałe miejsce na Ziemi. Odpowiadam tu głównie za działkę oze-energetyczną. Uwielbiam zagadki słowne, kalambury i skrablowe pojedynki na słowa. Masz ciekawy temat? Napisz do mnie: dorota.zielinska@reo.pl