📻 Dorota M. Zielińska: „Atom” w budowie jest nieprzewidywalny

Europejskie projekty przedłużają się i kosztują coraz więcej

Posłuchaj tekstu artykułu na podcaście:


Francja i Finlandia nadal kończą budowę dwóch reaktorów, rozpoczętą ponad 10 lat temu. Na Starym Kontynencie jedyną nową inwestycją od tego czasu jest Hinkley Point. Przyglądając się tym projektom, nie bardzo widać, żeby była to tania energia. Jeśli coś w Europie (i na świecie) tanieje, to prąd z OZE. Czy to dobry moment na rozwój energetyki jądrowej w Polsce?

Na świecie działa obecnie 450 reaktorów. Ponad 110 przekroczyło wiek 40 lat, a w fazie budowy znajduje się 59. Na podstawie tych liczb trudno wnioskować o tendencji rozwojowej w tej branży. Nowe reaktory powstają dziś głównie w Chinach, Rosji oraz w Indiach.

W Europie budowane są obecnie cztery jednostki, wszystkie na terenie istniejących już elektrowni, gdzie dostawia się kolejny reaktor. Mimo to żadna z tych inwestycji nie ma z górki. Co więcej, wykorzystanie istniejącej infrastruktury wcale nie przekłada się na zmniejszenie kosztów. Wręcz przeciwnie – jest coraz drożej.

Finlandia: OLKILUOTO
Budowa trzeciego reaktora o mocy 1600 MWe w elektrowni jądrowej Olkiluoto rozpoczęła się w 2005 roku. Inwestycję uznano za rutynową rozbudowę i planowano ją zakończyć w cztery lata. Miała kosztować 12,4 mld zł. Właśnie mija dziewiąty rok opóźnienia oddania jej do użytku. Tymczasem koszty budowy wzrosły TRZYKROTNIE. Już wiadomo, że będzie to nie mniej niż 35 mld zł. Start reaktora ma nastąpić w tym roku. Czy nastąpi?

Francja: FLAMANVILLE
Inwestycja podobna do fińskiej: trzeci reaktor o mocy 1600 MWe, budowa rozpoczęta w 2007 roku kontraktem o wartości rzędu 12,4 mld zł. Obecnie minęło siedem lat opóźnienia od planowanego terminu uruchomienia. Koszty inwestycji korygowano dotąd dwukrotnie, zwiększając je w 2015 roku do 40 mld zł. Termin uruchomienia wciąż jest nieznany. Prawdopodobnie nastąpi w ciągu najbliższego roku.

Wielka Brytania: HINKLEY POINT
W elektrowni jądrowej Hinkley Point trwa budowa dwóch bloków o mocy 1600 MWe każdy. Zanim podpisano kontrakt na jej realizację w 2016 roku, inwestor uzyskał gwarantowaną cenę na odbiór energii na poziomie 500 zł/MWh. Dla porównania cena hurtowa energii w Polsce kształtuje się w okolicach 160 zł/MWh. Operatorzy niemieckich farm wiatrowych, którzy mogli wówczas liczyć na cenę na poziomie 300 zł/MWh, uznali brytyjskie gwarancje za tworzenie nierównych warunków dla wytwórców energii w ramach powstającego wspólnego europejskiego rynku energii.

Tak to Hinkley Point zasłynęła jako najdroższa elektrownia atomowa w historii, jeszcze zanim przystąpiono do jej realizacji. Obecnie kontrakt opiewa na 85 mld zł, a uruchomienie zaplanowano na 2025 rok. Szansa, że inwestycja zakończy się zgodnie z planem, jest znikoma.

Węgry: PAKS
Węgrzy planują podwojenie mocy tej elektrowni poprzez dodanie dwóch bloków o mocy 1200 MWe każdy. Inwestycja może rozpocząć się jeszcze w tym roku. Zgodnie z planem pierwszy blok byłby oddany do użytku w 2024 roku, a obydwa miałaby kosztować 45 mld zł. Nie wiadomo, czy te szacunki okażą się trafione, pewne jest natomiast, że projekt zostanie w 80% sfinansowany z rosyjskiego kredytu.

Polska: QUO VADIS?
Zgodnie z Polskim Programem Jądrowym (PPJ) powinniśmy wybudować własną elektrownię jądrową. Praktycznie od zera, bo nie będzie to rozbudowa istniejącego obiektu o kolejne reaktory. Oznacza to wzrost kosztów całego projektu o minimum 10% jego wartości. Jaka to będzie wartość? Dla pierwszych dwóch bloków o mocy 1500 MWe każdy PPJ w 2015 roku szacował 50-60 mld zł. Obecnie Ministerstwo Energii mówi raczej o 75 mld zł i jest to kwota, która zaledwie zbliża się do kosztów budowy Hinkley Point, gdzie istnieje już przecież infrastruktura niezbędna do funkcjonowania elektrowni.

Nadal nic nie wiadomo o potencjalnych źródłach finansowania tej inwestycji. Nie pali się do udziału w niej Orlen. Nic dziwnego, bo przedsięwzięcie tego formatu obarczone jest ogromnym ryzykiem biznesowym, związanym z zamrożeniem znacznej części aktywów. To o wiele trudniejsze niż zbudowanie nowej rafinerii. A przecież sytuacja gospodarcza jest dynamiczna i wydaje się oczywiste, że dla spółki paliwowej ciekawsze są inwestycje związane z rozwojem elektromobilności.

Największe firmy energetyczne też nie palą się do tego projektu. Dlaczego? Kwestia skali. Można z grubsza oszacować ich przychody z tytułu wytwarzania prądu, mnożąc całkowite zużycie prądu w Polsce przez średnią cenę hurtową. Otrzymamy 20 mld zł rocznie. Do podziału na czterech głównych wytwórców: PGE, Enea, Energa i Tauron. To która z tych firm może sobie pozwolić na inwestycję o wartości 75 mld zł, która zwróci się nie wcześniej niż za 50 lat – oczywiście tylko przy maksymalnym wykorzystaniu mocy i cenie za prąd co najmniej 350 zł/MWh?

Elektrownie jądrowe dostarczają obecnie jedną dziesiątą światowej produkcji energii elektrycznej. Czy to dużo? Niespecjalnie. Biorąc pod uwagę, że prawie dwa razy więcej prądu dostarczyły elektrownie wodne wraz pozostałymi źródłami odnawialnymi. Co więcej, OZE bez hydroenergetyki (wiatr, słońce i biomasa) już w 2016 roku wyprodukowały 70% tego, co reaktory atomowe, a przecież to właśnie OZE jest najszybciej rozwijającym się segmentem energetyki. Przykładowo, w Stanach Zjednoczonych w 2017 roku 95% wszystkich nowo budowanych instalacji wytwórczych to było OZE.

Jeżeli najszybciej rozwija się obecnie energetyka oparta na odnawialnych źródłach, a firmy zajmujące się budową elektrowni atomowych popadają w tarapaty finansowe bądź nawet znikają z rynku, to czy naprawdę jest to najlepsza pora na wejście w atom? Rządzący przekonują nas, że tak. Połowa Polaków mówi nie. Ostateczna decyzja wciąż przed nami.

Dorota M. Zielińska
Wolność kocham i rozumiem. Wolności oddać nie umiem. REO to dla mnie nowe wspaniałe miejsce na Ziemi. Odpowiadam tu głównie za działkę oze-energetyczną. Uwielbiam zagadki słowne, kalambury i skrablowe pojedynki na słowa. Masz ciekawy temat? Napisz do mnie: dorota.zielinska@reo.pl