DONALD GAZU!


 Administracja Donalda Trumpa odsłoniła karty w grze otradycyjny model energetyki. Sekretarz energii Rick Perry zażądał odfederalnego regulatora wprowadzenia jawnych subsydiów dla elektrowni węglowychi atomowych. Będzie to ciekawe starcie, bo pokaże, czy taka deformacja warunkówrynkowych subsydiami jest w stanie cofnąć czas. W meandry amerykańskiej polityki gospodarczej zagłębił się i tłumaczy na nasze, Leszek Kadej.

 

  

W uproszczeniu poleceniePerry’ego, sprzeczne zresztą z raportem, który wcześniej kazał napisać,nakazuje Federalnej Komisji Regulacji Energetyki (FERC) opracowanie napodlegających jej rynkach takiego modelu, w którym dodatkowo wyceniane będązdolności niektórych źródeł wytwórczych do nadawania systemowi „odporności”.Innymi słowy, operatorzy rynków mają wyciągnąć z kieszeni konsumentówpieniądze, żeby dać je elektrowniom, za to, że te mogą produkować energię wkażdych warunkach, w odróżnieniu od niestabilnych OZE. Żeby było śmieszniej,proponowana regulacja wyklucza jeden z symboli amerykańskiej rewolucjienergetycznej, czyli gaz. Na dodatkowe wpływy mogą liczyć bowiem tylkoelektrownie, posiadające zapas paliwa na 90 dni. Czyli węglowe, bo trzymająwęgiel na hałdach i atomowe, bo z definicji pracują miesiącami bez wymianypaliwa. „Gazówki” biorą paliwo z gazociągów, więc do uprzywilejowanej grupy sięnie załapały. Mało tego, subsydia mają być na tyle hojne, żeby obdarowaneelektrownie finansowo stanęły na nogi, a nawet odkuły się za chude lata. Igłównie chodzi tu o jednostki węglowe, bo to im grożą masowe bankructwa. I tonie z powodu OZE tylko taniego gazu, co bez żadnej wątpliwości stwierdziłwspomniany na początku raport dla Perry’ego. 

   

Pomysł spotkał się z szerokąi ostrą krytyką, oczywiście poza zainteresowanymi sektorami. I nie wiadomo czywejdzie na razie w życie, bo dwóch z trzech urzędujących członków FERC jużzapowiedziało, że się pod nim nie podpisze. Nie przyłożę ręki do zniszczeniarynku – zadeklarował nawet jeden z komisarzy. Co prawda, trwa procedurazatwierdzania przez Senat dwóch kolejnych komisarzy, ale nie wiadomo, jak sięzachowają po wyborze.

  

Wracając do subsydiów –dopłacanie przez rządu na najróżniejsze sposoby do źródeł energii i paliw było,jest i będzie na świecie powszechną praktyką, stosowaną z najróżniejszychpowodów, najczęściej politycznych. Kwoty subsydiów do paliw kopalnych,wyliczane corocznie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy budzą grozę. W 2015r. na całym świecie było to grubo ponad 5 bilionów (czyli 5 tysięcymiliardów!!!) dolarów – 6,5 proc. globalnego PKB. Przy czym MFW celnie zauważa,że rozważanie czy dane subsydium jest wysokie czy niskie, bez wzięcia pod uwagękosztów zewnętrznych  źródła energii jestnonsensem. Można to wyjaśnić na przykładzie OZE i węgla. Dopłacanie, nawetdużo, do OZE, dzięki którym unikamy wysokich kosztów zewnętrznych ma sens i w sumienie jest szkodliwe. Za to wyjątkowo szkodliwe i bezsensowne są nawet drobnesubsydia do węgla, który użyty do produkcji energii generuje bardzo wysokiekoszty zewnętrzne. Oczywiście większość rządów znajduje tysiące powodów dlauzasadniania bezsensownych subsydiów, jak to na przykład jest z węglem wPolsce. Dotacje po 1989 r. dawno przekroczyły 200 mld zł, zanim – głównie zasprawą niepodważalnego stwierdzenia problemu smogu – zaczęto przebąkiwać okosztach zewnętrznych i potrzebie „zrobienia czegoś”.

  

Generalnie subsydia służąalbo do przyspieszenia rozwoju danej technologii, korzystnej z punktu widzeniakosztów zewnętrznych – jak OZE, albo do utrzymania status quo dopóki wystarczapieniędzy. Pomysł Trumpa i Perry’ego jest równie ciekawą co szkodliwą nowością,bo dąży w praktyce do odwrócenia biegu czasu. Ale skoro utrzymanie status quo zazwyczaj sporo kosztuje, to cofnięcieczasu na pewno będzie znacznie droższe. Amerykanie potrafią liczyć pieniądze iprędzej czy później się zorientują, że w zasadzie palą nimi w starych kotłachna węgiel.

 

 

 

 

Leszek Kadej / REO.pl , wysokienapiecie.pl

 

 

 fot. Pixabay

 

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here