fot. pixabay.com

Sposób, w jaki korzystamy z bogatych zasobów oceanów, kłóci się z wszelkimi zasadami ekonomii i logiki. Utrzymanie takiego kursu przez najbliższe dekady poskutkuje tym, że jedyne co rybacy będą łapali w swoje sieci, to plastikowe butelki.

Wspomnienia znad morza
Nad polskim morzem nie byłem już od wielu lat, niestety. Nadal jednak dobrze wspominam wizyty w nadmorskiej Ustce, która od czasu naszego pierwszego spotkania, prawie dwie dekady temu, zmieniła się już nie do poznania. Piaszczysta plaża, o którą rozbijają się fale Bałtyku, wydmy goszczące całe kolonie ptaków, las niosący odgłosy wybrzeża i małe miasteczko osiadłe po dwóch stronach rzeki. Tuż za latarnią, idąc wzdłuż drogi, można było trafić na przemiłe muzeum geologiczne pełne skamielin.

Pamiętam też port pełen rybackich kutrów oraz okoliczne knajpki serwujące świeżo złowioną rybę. Zapach oleju, przypraw i smażonego mięsa mieszał się z posmakiem morskiej soli niesionej chłodnym podmuchem powietrza. Nigdy nie lubiłem ryb na talerzu, niezależnie od gatunku, od kilku lat nie jadam ich w ogóle, ale dla wielu ludzi na całym świecie są one ważną częścią diety. Co będzie jednak, jeśli kutry rybackie zaczną powracać puste ze swoich morskich wypraw?

KROODSMA ET AL./SCIENCE

Niegdyś niepoliczalne rybie ławice kurczą się w zastraszającym tempie. Powodów jest wiele. Rośnie zakwaszenie wody, trwa ekspansja martwych stref, plastik udaje pożywienie, a morza na całym globie są przełowione. Ostatnia kwestia dla państw z ogromną flotą rybacką jest trudna do zaakceptowania, a wszelkie dyskusje poświęcone zrównoważonemu korzystaniu z zasobów mórz, w tym narzuceniu potrzebnych restrykcyjnych limitów połowów, przekształcają się w puste polityczne spory.

Spójrzmy na skalę rybiego problemu. W artykule opublikowanym na łamach magazynu Science pod koniec lutego, zaprezentowano wyniki szeroko zakrojonej analizy, z których wynika, że ponad połowa powierzchni oceanów eksploatowana jest komercyjnie przez okręty rybackie. Korzystając z danych satelitarnych naniesiono na mapę świata pozycje ponad 70 tysięcy statków, a ich aktywność pokryła dokładnie 55% błękitnego globu. Wraz ze wzrostem ludności w nadmorskich metropoliach presja na rybaków będzie coraz większa.

aż 73% powierzchni oceanów jest eksploatowana przez statki rybackie.

Największe połowy prowadzone są, co nie jest odkryciem, na Morzu Południowochińskim, obszarach przybrzeżnych Azji Wschodniej, Ameryki Południowej i Europy. Duże zagęszczenie statków widoczne jest szczególnie na terenie basenu Bałtyckiego. Ze względu na to, że nie każda część planety jest pod czujnym okiem satelitów, badacze ekstrapolowali dane celem pokrycia białych plam, gdzie na koniec wyszło im, że aż 73% powierzchni oceanów jest eksploatowana przez statki rybackie.

Monopol na połowy, jeśli można tak to nazwać, posiadają Chińczycy. W 2016 roku, według danych zebranych przez Global Fishing Watch, ich flota rybacka poświęciła w sumie ponad 16 milionów godzin na łowienie. Zajęli dzięki temu niekwestionowane pierwsze miejsce, a ślad wpływu na morski ekosystem kolejnego państwa, Tajwanu, jest wielokrotnie mniejszy i wynosi już tylko dwa miliony godzin. Podobny czas na połowach spędziły floty: hiszpańska i włoska.

Globalne przełowienie
Masowe połowy nie pozostają bez wpływu na morski ekosystem. Według aktualnego raportu SOFIA (The State of World Fisheries and Aquaculture), opublikowanego przez departament Rybołówstwa i Akwakultury Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa, aż 30% rybich zasobów mórz jest przełowionych, a 60% w pełni eksploatowanych. Biologicznie niestabilna populacja ma tendencję do nagłego zaniku, co może wiązać się z destabilizacją lokalnego ekosystemu. Bliskim tego jest najdroższa ryba na świecie, tuńczyk błękitnopłetwy, który zamrożony traktowany jest jako dobra inwestycja pieniędzy.

Problemem są ponadto nielegalne połowy ryb, podczas których nie zwraca się uwagi na żadne przepisy tyczące się ochrony środowiska czy zagrożonych gatunków. W niechlubnej czołówce znajdują się głównie kraje azjatyckie, które na tym froncie prowadzą brutalną wojnę – statki przestępców są wysadzane oraz zatapiane. W innej części świata, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, oficerowie tamtejszej agencji ds. środowiska zorganizowali szeroko zakrojoną inspekcję, którą wywołało pięć martwych diugoniów przybrzeżnych, gatunku zagrożonego, wyrzuconych na plażę w wyspy Saadiyat. Odkryli oni 225 statków rybackich bez zezwoleń, a siedem z dziesięciu sprawdzonych sieci nie było dopuszczonych do użycia.

Odcisk pozostawiany przez floty rybackie na morskiej faunie jest trudny do przeoczenia. Wytyczenie nowego kierunku, który pozwoli na dalsze korzystanie z zasobów mórz przy ich jednoczesnej ochronie oraz zachowaniu każdego z gatunków, jest w interesie nas wszystkich. Rozporządzenia o technicznych środkach ochronnych w rybołówstwie, przyjęte przez Parlament Europejski na początku roku, jest przykładem pustego prawa pisanego pod politykę, a nie fakty – tego musimy się wystrzegać. Unikanie tematu limitów połowów, rekultywacji wodnego środowiska czy lepszego ścigania oraz karania stosujących nielegalne praktyki nie pomoże nikomu. Z pustego i Salomon nie naleje.


Źródła: Science, The National, FAO, WWF