Dawid Salamądry: Światła miasta dla miasta

Samorządy walczą o przejęcie latarni.

fot. pixabay.com, Arcaion

Tytułem przypomnienia: w pierwszej części skończyliśmy na tym, że w komisjach i zespołach sejmowych doszło w ubiegłym roku do starcia samorządowców z dużą energetyką. Stawką w grze były dla tych pierwszych oszczędności w wydatkach na oświetlenie uliczne, którego modernizacja oznaczałaby dla władz lokalnych o połowę mniejsze rachunki za prąd przeznaczony na ten ustawowy cel (analogicznie dla energetyki – dwa razy mniejsze przychody z tego tytułu). Chociaż walka była zaciekła, a strony konfliktu dysponowały nierównymi siłami, ostatecznie – niczym w naiwnych produkcjach hollywoodzkich – wygrał ten teoretycznie słabszy.

Tym razem energetyka zawodowa nie znalazła silnego poparcia ze strony parlamentarzystów, posłowie i senatorowie silnie wspierali pomysły samorządowców, być może mając na uwadze również zbliżające się wybory lokalne. Jesienią zespół ekspertów w Sejmie przygotował projekt, zgodnie z którym w ciągu trzech lat od dnia wejścia ustawy w życie spółki energetyczne będą miały czas na zwrot punktów oświetleniowych gminom, na ustalonych wcześniej warunkach finansowych. Wycena może jednak okazać się nieco problematyczna, ponieważ jak już wielokrotnie podkreślałem, energetyka nie zamierza pozbywać się swoich kur znoszących złotówki: dzisiaj sama decyduje czy pracować powinny energochłonne, stare lampy sodowe czy nowe, energooszczędne LED-y. Co więcej, samorządy nie mogą nawet zmienić dostawcy prądu zasilającego lampy, więc pomimo ciążącego obowiązku oświetlenia ulic i placów, nie mają żadnego wpływu na koszty tego zadania.

energetyka nie zamierza pozbywać się swoich kur znoszących złotówki.

Pomimo, że infrastruktura oświetleniowa trafiła do spółek energetycznych za darmo, to dzisiaj stawiają one samorządom wygórowane żądania za odstąpienie od jej prawa własności, co z pewnością wydłuży cały proces zwrotu słupów i lamp. O tym ile może trwać taka procedura najlepiej wiedzą włodarze Tychów, którzy od 2015 roku walczyli o prawo do ulicznego oświetlenia z Tauron Dystrybucja. Po dwóch latach negocjacji udało się odzyskać ponad 3,5 tysiąca lamp i blisko 2,2 tys. słupów oświetleniowych za niebagatelną kwotę miliona złotych. Teraz miasto przystępuje do zaplanowanej inwestycji, która obejmie wymianę starych, zardzewiałych słupów oraz ok. 4250 lamp zamontowanych w całym mieście. Rozłożone na lata przedsięwzięcie wyceniono na 19 milionów złotych, ale jak widać zarówno koszt odkupienia praw własności do infrastruktury jak i wartość inwestycji nie odstraszają władz gminy, które doskonale zdają sobie sprawę jakie korzyści przyniesie to do budżetu.

Dla energetyki sprawa jest przesądzona, więc pozostało pogodzić się ze stratą tego stabilnego źródła przychodów. Bierna postawa i patrzenie jak utracona infrastruktura zostaje unowocześniona, a wpływy z gminnych rachunków za prąd topnieją nie jest jednak właściwym podejściem. Co w tej sytuacji powinny zrobić spółki? Przykład idzie z północy, gdzie zarówno lokalne Gdańskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej, jak i większa Energa postanowiły wykorzystać własne doświadczenia i możliwości techniczne aby obrócić tę sytuację na swoją korzyść. GPEC sprzymierzył siły z hegemonem na rynku – Philipsem – i wspólnie modernizują uliczne oświetlenie w Trójmieście. Tymczasem Energa, która wciąż jest właścicielem ok. 330 tys. lamp w 400 gminach na terenie sześciu województw już zaczęła modernizację swojego inwentarza poprzez spółkę zależną Energa Oświetlenie. Do tej pory wymieniono już ponad cztery tysiące lamp sodowych na LED-owe.

Dla energetyki sprawa jest przesądzona, więc pozostało pogodzić się ze stratą tego stabilnego źródła przychodów.

Podejście Energi jest na razie ewenementem na skalę krajową, ponieważ inne spółki nie wykazują tak dużego zainteresowania tym obiecującym rynkiem. Energa tymczasem nie tylko dokonuje wymiany starych lamp na nowocześniejsze technologie, ale wprowadza również ciekawe rozwiązania. Wychodząc z założenia, że gminy nie posiadając stosownych kompetencji i zaplecza technicznego wcale nie będą zainteresowane utrzymywaniem na własną rękę całej infrastruktury, oferuje im usługę LaaS (Light as a Service – światło jako usługa), w której spółka niejako wynajmuje światło gminom. Pomysł ten jest kalką opracowanego prawie dekadę temu przez Grzegorza Chabiora (wówczas Dyrektor Handlowy LED Light Poland Sp. z o.o.) Systemu Usługi Oświetlenia – SUO, gdzie głównym założeniem była instalacja i serwis nowych opraw na koszt sprzedającego, a całość miała być spłacana z wygenerowanych oszczędności.

Pomimo, że zwrot z inwestycji w nowe lampy wydaje się być wystarczającą zachętą do przeprowadzenia stosownej modernizacji, istnieją również programy wsparcia dla gmin zainteresowanych takimi przedsięwzięciami. Jednym z nich jest obsługiwany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej program SOWA, z którego korzysta m.in. wspomniana już wcześniej gmina Tychy. Do tej pory nie cieszył się on raczej zainteresowaniem, ponieważ pomimo sporego entuzjazmu ze strony samorządów oferował finansowanie jedynie 70% inwestycji, co nawet ze wsparciem Banku Ochrony Środowiska w postaci kredytów pomostowych wydawało się być poza zasięgiem możliwości zadłużonych po uszy gmin. Co więcej, SOWA stanowiła wsparcie jedynie dla modernizacji oświetlenia ulicznego, całkowicie pomijając kwestie oświetlenia wewnętrznego budynków użyteczności publicznej takich jak urzędy, szkoły czy gminne świetlice.

istnieją również programy wsparcia dla gmin zainteresowanych takimi przedsięwzięciami.

Dzisiaj program przewiduje dofinansowanie w formie preferencyjnej pożyczki (ze stałym oprocentowaniem na poziomie 1% wraz z możliwym umorzeniem do 10%) na cały zakres przedsięwzięcia, do 100% kosztów kwalifikowanych. Dofinansowanie obejmuje modernizację już istniejących punktów świetlnych, jak i instalację nowych, a cały proces musi poprzedzać właściwy audyt techniczny. Przy wyborze wniosków NFOŚiGW zwraca szczególną uwagę na planowane efekty ekologiczne, wymagając redukcji zużycia energii o co najmniej 40 proc. i oszczędności na poziomie min. 150 MWh w skali roku. Na podobne wsparcie mogą dzisiaj liczyć również nasi wschodni sąsiedzi, którym Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju przyznał na przełomie roku 100 milionów euro pożyczki właśnie na projekty związane z modernizacją oświetlenia. Tam jednak odbywa się to w nieco innej formie: pieniądze trafiają do lokalnych spółek energetycznych i to one odpowiadają za inwestycję.

Od strony popytowej w tej części Europy zaczyna się robić oświetleniowe Eldorado (poza Ukrainą i Polską jeszcze Rosja wspiera takie inwestycje, finansując między innymi projekty na terenie Wspólnoty Niepodległych Państw) i w zasadzie nie ma tygodnia, kiedy kilka czy nawet kilkanaście kolejnych gmin ogłasza, że planuje zmodernizować swoje uliczne oświetlenie. I chociaż biznes coraz mocniej się rozkręca, chodzą plotki że Philips, który jest potentatem w zakresie lamp LED wycofuje się z tego rynku. Podobno już jakiś czas temu firma złożyła (pewnej kanadyjskiej spółce) ofertę sprzedaży swoich europejskich aktywów oświetleniowych, m.in. fabrykę w Pile (ciekawostką jest, że ci sami Kanadyjczycy wcześniej wygryźli Holendrów z dużych kontraktów w Afryce). Decyzja zaskakuje, ale dla branży jest raczej obiecująca, ponieważ może przerwać dominację Philipsa i otworzyć rynek dla mniejszych graczy z Polski i z zagranicy, dysponujących być może lepszym i tańszym sprzętem.