Dawid Salamądry: Niech stanie się tańsza światłość

Samorządowa walka o przejęcie latarni.

fot. unsplash.com, Michael Browning

Zgodnie z artykułem 18. ustawy Prawo energetyczne, za finansowanie oświetlenia ulic, placów i dróg publicznych znajdujących się na terenie gminy odpowiadają jej władze. Samorządy nie mają jednak łatwego zadania, ponieważ do tej pory prawo pozostawało ślepe na to, kto jest właścicielem lamp, a to ma bardzo duże znaczenie w zakresie ich eksploatacji. Na szczęście jesteśmy już o krok od rewolucyjnej zmiany, która nie tylko odciąży nieco lokalne budżety, ale przede wszystkim będzie kamieniem milowym w zakresie efektywności energetycznej w sektorze publicznym.

W latach 90tych infrastruktura oświetleniowa została bezpłatnie przekazana przez samorządy na rzecz zakładów energetycznych i w 90% gmin w Polsce taki stan rzeczy utrzymuje się do dzisiaj. Oświetlenie przestrzeni publicznej to zaś bardzo duży wydatek dla samorządowych budżetów, do tego stopnia, że w niektórych miejscach w kraju, przy oburzeniu i sprzeciwie mieszkańców, włodarze są czasami zmuszeni do czasowego gaszenia miejskich świateł celem redukcji kosztów. Spółkom energetycznym taki stan rzeczy jest jak najbardziej na rękę, ponieważ zarabiają przede wszystkim na rachunkach za prąd – im więcej energii elektrycznej zużywa gmina na światło, tym lepiej dla lokalnej energetyki.

Jako że technologia związana z efektywnością energetyczną pędzi do przodu, nie musieliśmy czekać całych dekad na pojawienie się nowych rozwiązań, które nie tylko dają więcej światła z jednego punktu, ale jednocześnie pozwalają znacznie zredukować koszty. Mowa oczywiście o LED (skrót z jęz. angielskiego, który rozwija się jako dioda emitująca światło), które w różnych układach potrafią obniżyć wydatki na prąd niezbędny do oświetlenia danej przestrzeni nawet o połowę lub więcej, jak w przypadku gminy Lelów, która chwali się 60% spadkiem zużycia energii na oświetlenie uliczne. Jest ona dzisiaj niestety jedną z niewielu, którym było dane poczynić takie inwestycje i uzyskać spore oszczędności.

Spółkom energetycznym taki stan rzeczy jest jak najbardziej na rękę.

Jak już wspomniałem, większość infrastruktury świetlnej należy w Polsce do dużej energetyki. Z drugiej strony, to właśnie gminy mają obowiązek utrzymywać tę infrastrukturę i finansować jej działanie. Niestety, pomimo że ustawodawca nałożył na nie taki obowiązek, to nie zapewnił im już odpowiednich instrumentów do sprawnego i wydajnego zarządzania. Kiedy bowiem któraś z gmin próbowała podjąć problem modernizacji oświetlenia, napotykała na silny opór ze strony spółek energetycznych, które nie chciały partycypować w kosztach remontów i modernizacji, a co gorsza obawiały się utraty znacznej części swoich przychodów. Jako faktyczny właściciel lamp i słupów miały w tym obszarze najwięcej do powiedzenia.

Ilekroć dochodziło do sporu, na mocy prawa Regionalne Izby Obrachunkowe stawały na stanowisku, że (nawet powołując się na konieczność realizacji zadań własnych) gmina nie ma możliwości dokonywania prac związanych z utrzymaniem punktów świetlnych, bez zgody właściciela tych punktów (pismo Prezesa RIO w Lublinie z 2013 roku). Wspomniana wcześniej gmina Lelów w powiecie częstochowskim jest na samorządowej mapie Polski jednym z wyjątków, którym udało się jeszcze w 2010 roku odkupić od zakładu energetycznego lokalne oświetlenie. Już jako właściciel, wymieniła ona ponad 600 starych lamp sodowych i postawiła 450 nowych lamp LED, co szybko zaowocowało pokaźnymi oszczędnościami w jej budżecie.

gminy postanowiły o sobie przypomnieć i wymusić na rządzących stosowne poprawki.

Będąc jednocześnie zmuszonym do utrzymania i finansowania infrastruktury oświetleniowej a z drugiej strony nie mając wpływu na jej stan, samorządy mogły czuć się co najmniej niekomfortowo. Dlatego, kiedy tylko Parlament zabrał się do nowelizacji ustawy Prawo energetyczne, gminy postanowiły o sobie przypomnieć i wymusić na rządzących stosowne poprawki, które poprawiłyby ich pozycję względem energetyki oraz ułatwiły realizację ustawowych obowiązków. Z tego co słyszałem, kiedy doszło w Sejmie do pierwszego spotkania pomiędzy przedstawicielami energetyki i samorządów, siły były rozłożone równomiernie (po sześć osób na stronę). Na ostatnim spotkaniu wyglądało to już nieco inaczej, ponieważ energetyków pojawiło się cztery razy więcej, wraz z przyboczną armią prawników. Oblężone siły samorządowców dopięły jednak swego.

Ciąg dalszy nastąpił TU