Daniel Kaszubowski: Zatrzymać katastrofę

Zachem – bomba ekologiczna w Bydgoszczy tyka

Zanieczyszczenia przesuwają się zgodnie z nachyleniem terenu w kierunku Brdy i Wisły. Zagrożone są nie tylko najbliższe rzeki, ale pośrednio także południowe wybrzeże Bałtyku, gdzie ma ujście Wisła. Nie ma jednak prowadzonego bieżącego monitoringu terenu. Podnieśmy alarm!

Bomba chemiczna
Tereny byłego Zakładu Chemicznego Zachem są położone w południowo-wschodniej części Bydgoszczy, na ternie Łęgnowa, na skarpie powyżej ujścia Brdy do Wisły (około 2 kilometrów na południe od koryta rzeki Brdy i ponad 4 kilometry na zachód od koryta Wisły). Brama wjazdowa do byłego bezpośrednio graniczy z osiedlem Kapuściska. Obszar dawnych zakładów zajmuje 2,5 tysiąca hektarów. Szacuje się, że nawet ponad 60% tych terenów jest zanieczyszczonych.

Mapa terenu zanieczyszczeń (raport Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie)
Mapa terenu zanieczyszczeń (raport Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie)

 

Historia zanieczyszczenia tych terenów sięga czasów II wojny światowej i produkcji na cele machiny wojennej III Rzeszy. W latach 1939–45 znajdowała się tutaj niemiecka fabryka DAG Fabrik Bromberg, która zajmowała się wyrobem materiałów wybuchowych i elaboracją amunicji na potrzeby wojskowe. Wytwarzano tutaj nitrocelulozę, prochy bezdymne, trotyl, nitroglicerynę, dinitrobenzen, a także miny i bomby. Ze względu na charakter produkcji znajdowały się tutaj substancje niebezpieczne i powodujące skażenie środowiska.

Po II wojnie światowej ponownie uruchomiono zakład. W Zachemie początkowo przywrócono wyrób materiałów wybuchowych dla górnictwa, a po rozpoczęciu zimnej wojny ruszyła ponownie produkcja na potrzeby wojenne. W 1948 roku fabryka zaczęła wytwarzać m.in. heksogen dla całego Układu Warszawskiego i materiały eksportowane np. do Chin.
Od 1956, głównie wskutek problemów rynkowych, na terenach przedsiębiorstwa rozpoczęto również produkcję na potrzeby cywilne: barwników, pigmentów, laków, klejów, aniliny, folii PCW, fenolu. Zakład zajmował 484 hektarów. Stale się rozwijał – w szczytowym okresie zatrudniał bezpośrednio ponad 7 tysięcy pracowników, a w firmach współpracujących liczba ta sięgała około 6 tysięcy. Łącznie to prawie 13 tysięcy osób.

W 1990 Zachem znalazł się na liście przedsiębiorstw przeznaczonych do prywatyzacji, do czego nie doszło. W latach 90. w zakładzie zaniechano w nim produkcji najbardziej szkodliwych dla środowiska: fenolu, nitrobenzenu, aniliny i części barwników. Rozwijano procesy produkcyjne TDI (2,4-dwuizocyjanian toluilenu). Udało się także zredukować część zanieczyszczeń przenikających do środowiska. Powstało kilka składowisk odpadów, centralna stacja neutralizacji ścieków i oczyszczalnia ścieków Kapuściska.

Zakład zaczęto również dzielić na mniejsze spółki i prywatyzować, łączyć z innymi przedsiębiorstwami lub likwidować. W 2006 roku Zachem ostatecznie sprywatyzowano, trafił w ręce firmy Ciech. Przez pierwsze dwa lata przynosił zyski, później tylko straty. Rozpoczęła się likwidacja produkcji – dokonano tego ostatecznie w 2012 roku. Część technologii została sprzedana, na przykład technologia produkcji TDI firmie BASF. Zakład zmienił nazwę na Infrastruktura Kapuściska S.A. 30 grudnia 2013 roku zarząd spółki zgłosił wniosek o upadłość. W 2015 tereny po fabryce zaczęło przejmować miasto.

fot. Renata Włazik


Dewastacja, degradacja, destrukcja
Pierwsze poważne zdarzenie na terenie podbydgoskiego Zachemu miało miejsce 19 listopada 1952 roku. Tego dnia doszło do eksplozji przy produkcji trotylu, w wyniku której zginęło 15 pracowników, a 84 zostało rannych. Zniszczeniu uległy 132 budynki na terenie kompleksu. Część substancji wykorzystywanych przy produkcji przedostała się do gruntu i atmosfery. Skutki wybuchu odczuwano w promieniu 10 kilometrów od zakładu.

Do podobnego incydentu doszło także w 1968 roku, choć na mniejszą skalę. W 1963 stwierdzono, iż woda w Dolinie Wisły (poniżej wysokości zakładu) nie nadaje się do picia. Mieszkańcy Łęgnowa i podbydgoskiego Otorowa otrzymali wodę pitną za darmo. Winą za wypadek obarczono Zachem. Zobowiązano się do naprawy sytuacji, ale plan i zakres działań nigdy nie zostały w pełni zrealizowane.

W 1989 roku oceniono, że skażone chemicznie jest około 30% terenu zajmowanego przez Zachem. Zakład emitował do atmosfery blisko 1300 różnych gazów rocznie, był w setce największych trucicieli w kraju. Szacuje się, że na terenie bydgoskiego Łęgnowa wszystkie studnie i naturalne źródła wody są skażone – woda jest niezdatna do picia. Zdają się to potwierdzać prowadzone od 2010 roku przez Akademię Górniczo-Hutniczą badania – skażenie sięga nawet 60% terenu.
Za najbardziej niebezpieczne dla środowiska uznano składowiska Zielona i Lisia. W gruncie i wodzie znajduje się przede wszystkim fenol, anilina i toluidyna. Powołując się na badania WHO, ocenia się, że zawartość fenolu w litrze wody przekracza 45 razy dopuszczalną dawkę.

fot. Renata Włazik

W ramach badań przeprowadzanych przez AGH (dr hab. inż. Mariusz Czop, dr inż. Dorota Pierri, dr inż. Ewa Kret, mgr inż. Wiesław Knap) poddano analizie 77 próbek wody pobranej z 57 studni. Próbki pieniły się, miały typowo chemiczny zapach i ciemne zabarwienie (w zależności od miejsca, z którego pochodziły). Wiele zanieczyszczeń nie zostało uwzględnionych w Polskich Normach (mimo że są uznawane za szkodliwe przez różne organizacje specjalistyczne) ze względu na zbyt rzadkie występowanie. Łącznie na badanym obszarze zdiagnozowano 17 ognisk zanieczyszczeń.

Od około 2014 roku przedostają się one w sposób niekontrolowany. Syndyk masy upadłościowej sprzedał dotychczasowe składowiska w prywatne ręce, a infrastruktura służąca blokowaniu przedostawania się substancji kancerogennych i mutagennych przestała być nadzorowana. Nie ma też prowadzonego monitoringu terenu. Zanieczyszczenia przesuwają się zgodnie z nachyleniem terenu w kierunku Brdy i Wisły. Zagrożone są więc nie tylko najbliższe rzeki, ale pośrednio także południowe wybrzeże Bałtyku i ujście Wisły.

Zgodnie z szacunkami Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska działania mogące zapobiec katastrofie ekologicznej to wydatek około 2 miliardów złotych. Jednak do dokładnego oszacowania kosztów i sprecyzowania niezbędnych działań potrzebne są szczegółowe badania terenów wokół Zachemu, a na to brakuje środków.
Obecnie, zgodnie z raportem przygotowanym przez AGH, proponuje się wykonanie m.in. szczelnego sarkofagu wokół skażonego terenu (wierzchniej warstwy izolacyjnej i przesłon), sieci piezometrów oraz studni do odbioru nadmiaru wód z wnętrza sarkofagu.

Ponadto postuluje się stworzenie sieci stałego monitoringu wokół pozostałych składowisk substancji zanieczyszczających. Działania zespołu AGH zyskują coraz większe wsparcie lokalnej społeczności i instytucji politycznych, choć nie tak znaczne, jakiej wymagają.

Działacze społeczni a administracja
Specjalne stanowisko w tej sprawie przyjął sejmik województwa kujawsko-pomorskiego. Apelował do Ministerstwa  Środowiska o osobisty nadzór nad skażonym terenem i podjęcie większych starań, by rozwiązać kwestię zanieczyszczenia środowiska na terenie po byłych zakładach chemicznych.

Od początku roku bardziej zintensyfikowane działania podjęła także administracja państwowa i samorząd lokalny, które jeszcze nie tak dawno nie były przychylne włączeniu się w rozwiązanie problemu. Za sprawą działaczki społecznej, Renaty Włazik, doszło do spotkania strony społecznej z przedstawicielami Ministerstwa Środowiska. Minister z kolei przekazał sprawę wojewodzie kujawsko-pomorskiemu, a ten w marcu 2018 roku powołał specjalny zespół do zbadania sprawy zanieczyszczenia terenu pozachemowskiego.

Wojewoda zapewnia też, że już niedługo pozyskane zostaną 14 miliony złotych na poprawę stanu środowiska na tym obszarze. Swoje obowiązki stara się wykonać także RDOŚ – syndyk ma zabezpieczyć składowisko Zielona. Instytucja pozyskuje także środki na walkę ze skutkami zanieczyszczenia terenu (obecnie to około 93 milionów złotych).

O sprawie zrobiło się głośno. Zajęła się nią także rada miejska. Podczas sesji 28 marca 2018 roku przedstawiono sytuację bydgoskim radnym, a także obecnym na posiedzeniu posłom i stronie społecznej. Miasto zobowiązało się do podjęcia wszystkich dostępnych prawnie działań, które pomogłyby rozwiązać problem rodzącej się katastrofy naturalnej.


Co robić
?
Najważniejsze jest nagłaśnianie tematu i dokończenie badań przeprowadzanych na tym terenie. Warto więc zainteresować sprawą inne ośrodki badawcze w Unii. Ponadto niezbędne jest zapewnienie funduszy na wprowadzenie działań naprawczych postulowanych przez naukowców z Akademii Górniczo-Hutniczej. Nie mniej paląca kwestia to monitoring działań instytucji odpowiedzialnych za ochronę środowiska w kraju oraz doprowadzenie do dostosowania polskich parametrów do standardów światowych, jeżeli chodzi o podejście do substancji trujących.


Źródła: Badania przeprowadzane przez AGH, Portal Kujawski, MetropoliaBydgoska.pl, Gazeta Wyborcza (Bydgoszcz)