📻 ZMIEŚĆMY SIĘ W MIEŚCIE: Z drogi śledzie! Święte Krowy na rowerach gnają

Miasto to nie kilkuhektarowe, puste pole!

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Paweł Sito.

 

Jednym z objawów globalnego ocieplenia jest wydłużenie sezonu rowerowego. Artykuł opisuje obserwacje, których autor dokonał od wiosny tego roku, szczególnie w okresie wakacyjnym.

Zapewne dla niektórych tekst wydać się może prowokacyjny, ale opisuje wyłącznie prawdę a redakcja REO najdalej jak może stara się być od niesprawiedliwych uogólnień.

W listopadzie 2018 uczulamy szczególnie kierowców i pieszych: to nadal okres w którym trzeba rozglądać się po ścieżkach rowerowych, poboczach, chodnikach, drogach i prostopadle przejściach dla pieszych.

—————————————————————

 

Ciepły wieczór, miły spacer dwóch koleżanek. Sylwana wybrała się nad polskie morze, do sanatorium. Pojechała po to, żeby wrócić w lepszej formie. Ewa mieszka nad morzem na stałe. Nagle, na przejściu dla pieszych, uderzenie. Obrót w powietrzu i utrata przytomności. Sylwana nic więcej nie pamięta. Rozpędzony rowerzysta wjechał z impetem w 54-latkę. Szpital, skomplikowana, wielogodzinna operacja. Połamane kończyny. 12 śrub i 12 blach w barku. Transport na Śląsk, z którego pochodzi Sylwana, i wielomiesięczna, kosztowna rehabilitacja. Obecnie stały uszczerbek na zdrowiu i… mandat 600 zł, bo policja uznała, że mimo tego, iż wypadek zdarzył się na drodze rowerowej, na przejściu dla pieszych, to kobieta powinna zachować szczególną ostrożność, a nie rowerzysta, który pędził jak szalony.

Wspaniale byłoby, gdyby ta historia była jednostkowym, sensacyjnym wydarzeniem. Niestety, nie jest. 

Tytuł rubryki O tym się nie mówi w tym przypadku prawdziwy jest tylko w części. O tym się mówi. W domach, w prywatnych rozmowach między znajomymi. W pracy się mówi i pod nosem, gdy klniemy jak szewc, bo rowerzysta wjechał niespodziewanie na przejście dla pieszych. Mówi się prywatnie. Publicznie nie wypada. Na pewno nie teraz, gdy w interesie całego świata jest ograniczenie emisji spalin i odkorkowanie miast.

Zanim wynaleziono rower i samochód, wcześniej byli jednak piesi. 

fot. Damian Maliszewski

Gdy spaceruję polskimi chodnikami, widok rozbudowanych ścieżek rowerowych napawa mnie radością. Niestety, wywołuje też we mnie strach. Bo jakoś tak się w Polsce porobiło, że dziś to ja, pieszy, muszę ustąpić pierwszeństwa rowerzyście, nie rowerzysta mnie.

Pędzi, dzwoni dzwonkiem, uciekam na pobocze. Dobrze, jeśli ma dzwonek. Jeśli nie ma, zahacza o łokieć albo wjeżdża w ludzi, tak jak szaleniec, który wjechał w Sylwanę.

Problem będzie coraz częstszy, przede wszystkim w dużych aglomeracjach. Dla przepełnionych parkingów, zakorkowanych ulic i smogu nad miastami rozwiązaniem i wybawieniem są między innymi rowery. Potrzebne, pożyteczne, zdrowe, ale źle używane – są niebezpieczne. Brak kultury jazdy, znajomości przepisów, brak uregulowań prawnych i przekonanie o uprzywilejowaniu ze względu na (słuszną zresztą) modę na przesiadanie się z samochodu na rower spowodowały, że cykliści poczuli się zbyt pewnie na drogach, chodnikach i ścieżkach rowerowych. 

Rozwiązaniem nie jest wprowadzanie obowiązkowej karty rowerowej, bo wtedy wrócimy do tego miejsca, z którego jakiś czas temu się wyrwaliśmy. Będzie mniej chętnych do jazdy na rowerze. Nie o to nam przecież chodzi. Rozwiązaniem nie jest też wojna na drogach między pieszymi, kierowcami a cyklistami.

Edukacja + dobre prawo – tę funkcję muszą spełnić media i odpowiednie przepisy.

Wszyscy jesteśmy pieszymi, większość z nas była, jest lub będzie rowerzystą, wielu też posiada status kierowcy. Wylewanie dziecka z kąpielą nigdy nie jest dobre. Edukacja + dobre prawo – tę funkcję muszą spełnić media i odpowiednie przepisy. Nic tak nie uczy niepokornych, jak solidne uderzenie po kieszeni.

Gdy widzę rowerzystę wjeżdżającego z ogromną prędkością na przejście dla pieszych i przejeżdżającego bezkarnie przez to przejście, zastanawiam się, dlaczego nikt nie reaguje. Nie zatrzyma go, nie zawstydzi i nie wytłumaczy, że właśnie złamał prawo i naraził innych na niebezpieczeństwo? To samo powinno spotykać pieszych uporczywie traktujących ścieżki rowerowe jak chodniki. Sam, szczególnie wieczorami, często mylę jedno i drugie, ale gdy ktoś zwraca mi uwagę, pilnuję, żeby nie wchodzić tam, gdzie nie powinienem.

Rejestracja pojazdów rowerowych, tablice rejestracyjne na błotnikach i wysokie mandaty szybko utemperowałyby niebezpieczne zachowania. Ograniczyłyby też liczbę wypadków z udziałem rowerzystów. 

Zanim jednak kary, najpierw skuteczna edukacja. To od niej zawsze i wszystko się zaczyna, bo głupio karać ludzi, jeżeli wcześniej się ich nie nauczyło. Zamiast karty rowerowej – kurs internetowy przygotowany w przyjaznej formie przez policję, Główny Inspektorat Transportu albo jakieś ministerstwo. Taki ekspresowy kurs, traktujący o podstawowych przepisach ruchu drogowego i w którym kładziono by nacisk na kulturę jazdy, byłby idealną formą rozpoczęcia jakiejkolwiek edukacji zainteresowanych. Zwłaszcza tych, którzy ze słuchawkami w uszach, bez nocnego oświetlenia, jeżdżą po miastach, jakby te należały tylko do nich.

Ograniczenie prędkości w terenie zabudowanym? Obowiązkowe liczniki prędkości na kierownicy? Zakup takiego licznika to wydatek od 20 zł. Jeśli miałby uratować komuś życie, może warto zainwestować?

Uwielbiam pływać i kocham jeździć na rowerze. Mam jednak świadomość, że miasto to nie kilkuhektarowe, puste pole. A chodnik i pasy to królestwo pieszego, nie kierujących pojazdami. 

Rowerów będzie więcej. Jeżeli chcemy być drugą Holandią, nie Sajgonem, zacznijmy rozmawiać teraz.

Znani i lubiani, którzy samochody zamienili na rowery i tym samym zapoczątkowali modę na zdrowy tryb życia, będą musieli wkrótce podjąć ten niewygodny temat. Jest nas coraz więcej. Ziemia nie pęcznieje, nie rozrasta się. Rowerów będzie także więcej. Jeżeli chcemy być drugą Holandią, nie Sajgonem, zacznijmy rozmawiać teraz. Ciekawa kampania społeczna, zawstydzająca cyklistów pozbawionych wyobraźni, przyniosłaby szybkie rezultaty. Nie trzeba zatrudniać agencji kreatywnej do wymyślenia prostych rozwiązań, które mogłyby poprawić bezpieczeństwo uczestników ruchu.

Jeśli reklamujemy noże, powinniśmy tyle razy podkreślić, że służą do krojenia żywności, nie dźgania ludzi, gdy ci nas zdenerwują. Ile razy pojawi się zagrożenie, że nóż może być źle wykorzystany? Podobnie jest z rowerami.

Człowiek, który to rozumie, nie wjedzie nikomu na chodniku w plecy. Ludzie jednak różnie chłoną wiedzę i niektórym trzeba tłumaczyć łopatologicznie.

Jestem pełen podziwu dla tych, którzy wygodę zamienili na aktywność fizyczną, przyczyniając się tym samym do poprawy jakości powietrza i w ogóle ochrony środowiska. Rower jest pojazdem ekologicznym, ale wczoraj w Warszawie na chodniku wjechał we mnie pan, w niego wjechała pędząca zza zakrętu pani. Oboje na rowerach. I tak sobie leżeliśmy na ziemi w trójkę. Nikomu nic się na szczęście nie stało, choć mogło.

W dupie mam taką ekologię.

Damian Maliszewski
Wokalista, kompozytor, komentator portalu natemat.pl. Aktywny działacz ekologiczny. Większość życia spędził w Rybniku, obecnie czas dzieli na Śląsk i Warszawę.