D. Szwed: Interes konsumentów nadal się nie liczy


Z Dariuszem Szwedem, członkiem Zarządu Krajowego Zielonych, koordynatorem kampanii “Zielona energia” i “Zielona gospodarka” oraz przewodniczącym Rady Programowej Zielonego Instytutu, rozmawiamy o stosunku polskich polityków do energii odnawialnej.

reo.pl: Jak ocenia pan starania polskiego rządu ws. realizacji unijnych celów dla Polski do 2020 r. Czy projekt nowej ustawy o OZE, zaprezentowany pod koniec grudnia przez Ministerstwo Gospodarki, pomoże zrealizować te cele?

Dariusz Szwed: Postawa obecnego rządu nie różni się wcale od tego, co robili rządzący politycy w latach poprzednich. Według mnie polskie rządy od lat pokazują, że nie są zainteresowane zwiększeniem bezpieczeństwa energetycznego kraju, tylko zabezpieczeniem interesów obecnych graczy na energetycznym “rynku”. Przecież rząd nie robi nam łaski, przedstawiając projekt ustawy o OZE. Do tego jest zobowiązany unijną dyrektywą. Prawdopodobnie gdyby nie unijne zobowiązania, nigdy nie nastąpiłby rozwój energetyki odnawialnej w naszym kraju – przez kolejne lata blokowalibyśmy alternatywną energią, np. poprzez dotowanie wydobycia węgla czy promowanie atomu za pieniądze podatników. Zresztą obecnie rząd właśnie to robi: niedawno ogłoszono, że został rozstrzygnięty przetarg na przeprowadzenie akcji informacyjnej na temat atomu – która tak naprawdę będzie akcją promocyjną, mającą przekonać Polki i Polaków do tego niebezpiecznego źródła energii. Tylko w tym przetargu rząd wydał z naszych podatków ponad 20 mln zł na forsowanie tej technologii, podczas gdy wiatraki, biomasa, geotermia itp. od lat nie mogą się doczekać przepisów ustawy umożliwiających stabilne inwestowanie. A przecież energetyka odnawialna to nie jest jakaś hobbystyka, to jest bardzo ważny element zielonej gospodarki, która będzie stanowiła jedno z kluczowych kół napędowych gospodarki XXI w.
Postawę polskiego rządu doskonale obrazuje polska prezydencja, która zaczęła się od zawetowania podniesienia celu redukcyjnego emisji CO2 z 20 do 30 proc. Polska postąpiła bardzo nierozważnie, wetując tę propozycję, ponieważ jest to korzystny pakiet rozwiązań. Politycy innych partii często zapominają wspomnieć o tym, że wszystkie pieniądze z aukcji pozwoleń emisyjnych zostają w Polsce. Te środki trafiają do rządu, który może je reinwestować np. w podnoszenie efektywności energetycznej albo w odnawialne źródła energii – Zieloni postulują przeznaczenie 100 proc. środków ze sprzedaży pozwoleń na te dwa sektory. Zatem opowiadanie, że pakiet „3×20” jest kagańcem nakładanym na polską gospodarkę jest po prostu nieprawdą. To jest narzędzie wpływania na modernizację tej gospodarki. A widzimy, że modernizacja w obszarze energetyki w zasadzie nie następuje, bo tak jak w 1990 r. mieliśmy ponad 90 proc. węgla w elektroenergetyce, tak obecnie udział ten się prawie nie zmienił. Dlatego cały pakiet klimatyczno-energetyczny i sam zwiększony cel redukcyjny powinny zostać poparte przez polski rząd. Rozpoczęliśmy więc prezydencję w Sopocie, wetując pakiet 20/20/30, a skończyliśmy w Durbanie na globalnym Szczycie Klimatycznym, gdzie Polska dostała od organizacji ekologicznych antywyróżnienie – Skamielinę Dnia, a ponadto moim zdaniem nie doprowadziliśmy do oczekiwanego globalnego porozumienia klimatycznego. Z tej perspektywy rola polskiej prezydencji była wręcz szkodliwa. Wystarczy przypomnieć komisarza UE Janusza Lewandowskiego, który publicznie stwierdził, że nie wiadomo, czy zmiany klimatyczne są wywoływane przez czynniki antropogeniczne. To jest absolutnie szkodliwe i dla Polski, i dla Unii Europejskiej, która od lat buduje swoją pozycję lidera w działaniach na rzecz ochrony globalnego klimatu. Takie wypowiedzi komisarzy UE krążą po świecie i wywołują debaty podważające sensowność działań klimatycznych – tak było w USA, Rosji czy Chinach. Jako kraj straciliśmy ogromną szansę, żeby pokazać, że jesteśmy prawdziwą zieloną wyspą w Europie. Mogliśmy powiedzieć: realizacja pakietu klimatyczno-energetycznego to bardzo trudne wyzwanie, ale chcemy je wspólnie realizować, efektywnie wykorzystując budżet unijny w latach 2014-2020, gdyż przynosi ono wiele korzyści Polkom i Polakom – zwiększa bezpieczeństwo energetyczne, tworzy setki tysięcy lokalnych miejsc pracy w nowoczesnych sektorach zielonej gospodarki i zmniejsza import drożejących surowców energetycznych, chroniąc kieszenie także polskich konsumentów.
Projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii w obecnym kształcie bardzo rozczarowuje. Wskazuje on jednoznacznie, że rząd nie jest zainteresowany trwałym i stabilnym rozwojem tego sektora zielonej gospodarki, a ustawa w jej obecnym kształcie może wręcz doprowadzić do destabilizacji sektora w sytuacji, gdy Polska w 2020 r. zobowiązała się osiągnąć 15 proc. OZE w bilansie zużycia energii finalnej. Ustawa powinna wskazywać ramy rozwoju zarówno większych instalacji (np. duże farmy wiatrowe), jak i mikro- i miniźródeł energetyki rozproszonej połączonej inteligentną siecią. Niestety w niedawno zaprezentowanym expose premiera Donalda Tuska nie znalazły się żadne bezpośrednie odniesienia do sektora zielonej energetyki, i to pokazuje, że energetyka odnawialna nadal nie jest poważnie traktowana przez rządzącą koalicję PO-PSL. Nowy sekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki Tomasz Tomczykiewicz, odpowiedzialny m.in. za projekt ustawy o OZE, prezentując pod koniec grudnia 2011r. pakiet trzech ustaw, powiedział: Zależy nam, aby ustawy w końcowej postaci były jak najlepsze dla odbiorców energii i dobrze służyły rozwojowi sektora. Na razie słowa te brzmią niewiarygodnie, ale nie pozostaje nam nic innego, jak trzymać ministra za słowo i prowadzić wspólny lobbing na rzecz koniecznych zmian w trakcie rządowo-parlamentarnych prac nad projektami nowych przepisów.

rep.pl: Jakich sojuszników mają Zieloni 2004 w kwestii energii odnawialnej? W ostatnich dniach jesteśmy świadkami wystąpień polityków Solidarnej Polski czy PiS, w których deklarują swój negatywny stosunek do pakietu klimatycznego.

D.Sz.: Inicjatywa Solidarnej Polski – która zresztą pociągnęła za sobą deklarację Prawa i Sprawiedliwości, więc teraz obie partie będą się ścigać w kwestii atakowania pakietu klimatycznego – jest inicjatywą szkodliwą i niesolidarną. Opiera się na nieprawdziwych przesłankach, zgodnie z którymi pakiet klimatyczny miałby jakoby być dla polskiego przemysłu i społeczeństwa zagrożeniem. Jest to zwykłe kłamstwo, bo pakiet ten jest właśnie szansą dla Polski na stworzenie nowych miejsc pracy i rozwój gospodarki. Oczywiście są sektory, które będą musiały ponieść koszty, ale zanieczyszczający musi ponosić pełne koszty swojej działalności. Ustawa Prawo ochrony środowiska wskazuje na tę zasadę jednoznacznie. Europejska Agencja Ochrony Środowiska, w której pracują także polscy eksperci, policzyła niedawno, że koszty brudnego powietrza w Polsce – które jest zanieczyszczone głównie dlatego, że nadal spalamy nieefektywnie miliony ton węgla – wynoszą 11-18 mld euro rocznie. Więc kiedy Donald Tusk poszukuje oszczędności, to powinien poszukać ich w stopniowym odejściu energetyki od węgla. Oczywiście odpowiedzią, jak chce tego premier, nie jest „atomówka” wytwarzająca potężne koszty związane z odpadami radioaktywnymi, które do dziś nie zostały oszacowane. Odpowiedzią jest energia odnawialna, efektywność energetyczna i inteligentna sieć. I to wspiera Unia Europejska, a prawica z tym walczy. Przykładowo: kiedy politycy PiS-u i Solidarnej Polski rządzili, nie podjęli żadnych działań na rzecz poprawy efektywności energetycznej czy rozwoju OZE, a wręcz wzmacniali energetyczne węglowe monopole, za co muszą płacić konsumenci energii. Niestety rządząca koalicja PO-PSL chce zastąpić dotychczasowych węglowych monopolistów przez nowych – atomowych – interes konsumentów nadal się nie liczy.
Natomiast jeśli chodzi o naszych sojuszników, to wydaje się, że udało nam się przekonać Ruch Palikota do tego, że energetyka odnawialna, wsparta przez efektywność energetyczną, jest jedynym korzystnym sposobem na odchodzenie od węgla w Polsce. Widzimy również sojuszników w SLD. Wprawdzie przewodniczący Leszek Miller jest nadal zwolennikiem energii atomowej, ale jednocześnie nie jest przeciwny energii odnawialnej – i dlatego widzę tu pole do negocjacji i budowania szerokiej politycznej platformy na rzecz rozwoju OZE. Z roku na rok rośnie liczba polityków widzących, że OZE stanowią bardzo ważny i dynamicznie rosnący sektor gospodarki XXI w.
W Unii Europejskiej jest pewien konsens w tym zakresie – co jakiś czas podważany np. przez Solidarną Polskę i PiS. Jednak większość polityków w UE nie podważa roli człowieka w przyczynianiu się do zmian klimatu i konieczności działań zapobiegawczych. Poza tym większość analiz ekonomicznych wskazuje, że tzw. zielona modernizacja przyniesie miliony nowoczesnych miejsc pracy w UE. Przykładowo: niemieccy Zieloni współrządzili przez osiem lat tym krajem – byli tym mniejszym partnerem w czerwono-zielonej koalicji z SPD. W tym czasie udało im się wprowadzić ramowe przepisy dotyczące rozwoju energetyki odnawialnej (m.in. taryfy gwarantowane feed-in), które zresztą do dziś obowiązują w Niemczech, i to dzięki tym przepisom sektor OZE tak dynamiczne się rozwija, obecnie staje się już nawet ważniejszym sektorem niż sektor samochodowy. Na początku XXI w. niemiecką gospodarkę coraz bardziej symbolizuje wiatrak czy panel słoneczny, a nie Volkswagen czy Mercedes.
W kontekście europejskim Zieloni we wszystkich krajach UE są ważnymi sojusznikami w walce o zmniejszenie emisyjności gospodarki, jej odwęglenie, tworzenie nowych miejsc pracy w zielonym przemyśle, podnoszenie konkurencyjności gospodarki europejskiej i zmniejszanie importu energii. Zieloni to także czwarta siła polityczna w Parlamencie Europejskim, gdzie nasza grupa od lat działa na rzecz europejskich przepisów dotyczących efektywności energetycznej i OZE. Bardzo ważnym sojusznikiem są też samorządy, bo energetyka odnawialna ze swej natury będzie się głównie rozwijała lokalnie, oddolnie. Ogromne morskie farmy wiatrowe są bardzo ważne, bo zapewniają duże moce – ale ja jestem przede wszystkim zwolennikiem energetyki rozproszonej, która właśnie będzie się intensywnie rozwijać na poziomie samorządu. W Polsce, mimo wszystkich absurdalnych działań rządu, same gminy podejmują działania np. na rzecz zakupu dla mieszkańców kolektorów słonecznych czy zwiększania efektywności energetycznej.
Kluczowym sojusznikiem w działaniach na rzecz rozwoju OZE w Polsce są organizacje pozarządowe, think tanki i instytuty: Koalicja Klimatyczna, Instytut na rzecz Ekorozwoju, Greenpeace, Instytut Energetyki Odnawialnej, Zielony Instytut czy Polska Zielona Sieć to tylko niektóre z nich. Naszym największym sojusznikiem w budowaniu rozproszonej energetyki odnawialnej i inteligentnej sieci energetycznej musi być jednak prosument. Dlatego kluczowym elementem w ustawie o OZE musi być ułatwienie wejścia w energetykę społeczeństwu. Ludzie muszą mieć możliwość przeistoczenia się z biernych konsumentów i odbiorców energii w prosumentów – jednocześnie jej lokalnych konsumentów i producentów.

reo.pl: Czy kiedy mówi pan o odejściu od węgla, ma Pan na myśli całkowitą rezygnację z tego źródła energii?

D.Sz.: Jeżeli mówimy o roku 2050, a musimy o takiej perspektywie mówić w energetyce, to jako polityk mogę odpowiedzialnie powiedzieć: tak, w 2050 r. Polska może być krajem w 100 proc. zasilanym energią odnawialną w ramach rynku europejskiego. Większość badań wprawdzie wskazuje na razie, że w 2050 r. to się raczej jeszcze nie stanie – bo będzie to poziom 60-80 proc. z OZE, a reszta to miks gazu, węgla i wg niektórych uranu. Jednak stale przyglądam się temu, co dzieje się na światowym rynku technologicznym i w ekonomice OZE, i widzę ogromny skok technologiczny oraz poprawę konkurencyjności, które spowodują coś, co bym nazwał za amerykańskim ekonomistą Jeremym Rifkinem “trzecią rewolucją przemysłową”. Druga dekada XXI w. to początek nowej ery – ery solarnej. Analizy instytucji prognozujących rynki na świecie wskazują, że już w 2020 r. energetyka słoneczna będzie konkurencyjna wobec energetyki węglowej czy atomowej. Postęp jest tak ogromny, że często nie jesteśmy w stanie przewidzieć nadchodzących zmian. Dlatego uważam, że już w 2050 r. będziemy w stanie zapewnić 100 proc. energii z odnawialnych źródeł także w Polsce. Przecież jeszcze kilkanaście lat temu szczyciliśmy się rosnącą liczbą stacjonarnych przyłączeń telefonicznych w Polsce – dziś nikt przy zdrowych zmysłach nie wskazuje na liczbę telefonów stacjonarnych na mieszkańca jako wskaźnika nowoczesności, a polski sektor telekomunikacyjny dzięki złamaniu monopolu staje się jednym z najnowocześniejszych i najbardziej konkurencyjnych w Europie.

Redakcja reo.pl

fot. D. Szwed: Projekt ustawy o OZE rozczarowuje (fot. reo.pl)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here