📻 Czysty węgiel to sprzeczność sama w sobie. Jak prawdomówny kłamczuch

Robert Kojer o technologii zgazowywania węgla

AUDIO REO. Posłuchaj nagrania tekstu, czyta Danuta Stachyra. 8’50”

Oksymoron to oczywista sprzeczność, przenośne zestawienie pojęć o przeciwstawnym, wykluczającym się wzajemnie znaczeniu. Jak na przykład biedny bogacz, czysty brudas, kulturalny cham czy żywy trup. W energetyce takim oksymoronem jest określenie czysty węgiel, czy inaczej czyste technologie węglowe.


Mówiąc o czystych technologiach węglowych mamy na myśli takie wykorzystanie węgla, które nie będzie szkodliwe dla środowiska i klimatu. Jedną ze szczególnie mocno promowanych czystych technologii jest tzw. zgazowanie węgla, przedstawiane (przez lobbystów przemysłu węglowego) jako technologia nieomal zielona.

Zgazowanie węgla – ze względu na relatywnie niewielki wpływ na środowisko – zalicza się do czystych technologii węglowych – czytamy na stronie OdnawialneŹródłaEnergii.pl.
Działania naukowców wpisują się w perspektywę, w której w przyszłości węgiel nie będzie wydobywany na powierzchnię, lecz otrzymywanie z niego energii i ciepła odbywać się będzie pod ziemią – w drodze tzw. zgazowywania. W procesie tym z węgla powstaje gaz do produkcji prądu lub syntezy innych paliw płynnych, z gazu można też otrzymać czysty wodór – cieszy się redakcja ekologia.pl

Przyjrzyjmy się zatem, jak naprawdę wygląda ten relatywnie niewielki wpływ na środowisko.

Zgazowanie węgla polega na częściowym jego spaleniu w atmosferze ubogiej w tlen, a następnie na poddaniu powstałych gazów reakcji z parą wodną. W efekcie powstaje tak zwany gaz syntezowy, będący mieszaniną tlenku węgla (CO, czyli trujący czad), metanu i wodoru. Część surowca spala się całkowicie tworząc dwutlenek węgla (CO2).

Proces ten można przeprowadzać na powierzchni, w specjalnych instalacjach, lub pod ziemią, spalając węgiel bezpośrednio w złożu. Polskie górnictwo nie jest już w stanie wydobyć na powierzchnię wystarczająco dużo węgla, by zaspokoić bieżące potrzeby. Jego pokłady są coraz trudniej dostępne, stąd nadzieje wiązane są ze zgazowaniem podziemnym, w złożu. Pozwoliłoby to wykorzystać głęboko leżące pokłady, których eksploatacja tradycyjnymi metodami jest nieopłacalna lub wręcz niemożliwa.

Klimat i emisje CO2

Na miano czystej i ekologicznej zasługuje taka technologia, która nie szkodzi klimatowi. Czyli bez emisji CO2. Tymczasem zgazowanie węgla to nic innego, jak jego spalenie.

Produktami zgazowania węgla są:

• Dwutlenek węgla, czyli CO2.
• Tlenek węgla, czyli czad, który zostaje spalony jako składnik syngazu, w efekcie tworząc CO2.
• Metan, który również zostaje spalony jako składnik syngazu, w efekcie tworząc CO2
• I wreszcie wodór. Czysty wodór, bezemisyjne paliwo!!! To znaczy, hmm, nie bardzo bezemisyjne.

Porównajmy:
• Wyprodukowanie jednej tony wodoru w procesie elektrolizy (przy użyciu energii z OZE) to emisja 0 (zero) ton dwutlenku węgla.
• Wyprodukowanie jednej tony wodoru z gazu ziemnego (metanu) w procesie reformingu parowego to emisja ok. 7 ton CO2.
• Wyprodukowanie jednej tony wodoru w procesie zgazowania węgla to emisja ponad 22 ton CO2.

Woda gazowana, czyli Chinchilla

Próbę zgazowania węgla w złożu przeprowadzono w australijskiej miejscowości Chinchilla [->]. Zgodnie z porzekadłem operacja się udała, niestety, pacjent zmarł…

Na początku odnotowano sukces. Proces przebiegał zgodnie z planem, uzyskano gaz syntezowy, rozpoczęto budowę instalacji chemicznych mających przerabiać ten gaz na paliwa ciekłe. Niestety, podziemny pożar wymknął się spod kontroli. Na powierzchnie zaczęły się przedostawać wybuchowe i trujące gazy, w tym czad i siarkowodór. Doszło do poważnego skażenia wód gruntowych. Na powierzchni 320 km2 stężenie gazów płytko pod ziemią stało się tak duże, że zabronione zostało tam kopanie dołów głębszych niż 2 metry, ze względu na zagrożenie wybuchem.

Firma prowadząca prace, po zapłaceniu sowitej kary, zrezygnowała z działalności w Australii, zapowiadając przeniesienie działalności do krajów bardziej przyjaznych inwestorom branży węglowej, czyli do Afryki i do… Polski.

Nasi rodzimi zwolennicy zgazowania węgla w złożu argumentują, że śląskie pokłady węgla zalegają głęboko pod ziemią (w Australii zgazowanie prowadzono na głębokości 130 metrów). Głębokie położenie śląskich pokładów ma być gwarancją, że szkodliwe gazy nie wydostaną się na powierzchnię.

Tyle, że na Śląsku prowadzono wydobycie węgla od setek lat, ziemia jest tam podziurawiona szybami i tunelami jak ser szwajcarski. Długotrwała eksploatacja i związane z nią osuwiska górnicze poważnie naruszyły strukturę geologiczną. Wiara, ze gazy spalinowe nie znajdą sobie drogi w górę, to wiara w cuda. Poza tym głębokie położenie złóż to nieomal gwarancja zatrucia wód podziemnych.

Silent Hill 2.0 czyli Katowice 2040

Wymarłe miasteczko z horroru Silent Hill istnieje naprawdę. To Centralia, w stanie Pensylwania w USA. Miasteczko wymarłe za sprawą pożaru [->], trawiącego leżące pod nim złoża węgla.

Pierwsze kopalnie w Centralii powstały jeszcze w XIX wieku. Przed pożarem miasteczko liczyło blisko 3 tysiące mieszkańców, głównie górników i ich rodzin. Katastrofa zaczęła się w 1962 roku. W ramach sprzątania miasta przed Dniem Pamięci (Memorial Day) podpalono wysypisko śmieci. Podpalanie wysypisk było nielegalną, ale jednak często stosowaną w tamtych czasach metodą.

Po wypaleniu się większości śmieci pożar ugaszono, nie zdając sobie sprawy, że od ognia zajęła się dochodząca pod powierzchnię żyła węgla. Ogień niepostrzeżenie rozprzestrzenił się chodnikami starych, opuszczonych kopalń. Gdy zorientowano się w skali zagrożenia, było za późno, ognia nie udało się ugasić. Pożar trawił zalegające pod miastem pokłady węgla, życie na powierzchni zamieniło się w piekło.

Po ponad 20 (!) latach prób opanowania ognia podjęto decyzję o likwidacji miasta.

W 1984 roku pozostałych jeszcze mieszkańców ewakuowano, ich domy zrównano z ziemią. Pożar, zdaniem specjalistów, może trwać jeszcze nawet 250 lat.

Tak, pożar w Centralii nie miał nic wspólnego z próbami podziemnego zgazowania węgla. Jednak trzeba podkreślić, że tragiczne w skutkach wypalanie śmieci prowadzone było przez strażaków, którzy kontrolowali cały proces. To znaczy, wydawało się im, że proces jest pod kontrolą.

Złoża węgla pod miastem, sieć starych szybów i chodników kopalnianych tak sprzyjających rozchodzeniu się pożaru – czy naprawdę chcemy podpalać węgiel pod ziemią, wierząc, że jakoś to będzie?

Jeżeli zatem słyszysz, Czytelniku, o czystym węglu, to pamiętaj: oksymoron!



REO POLECA

📻 NA TROPIE: Gaz ze skarbu, czyli Polacy kochają utopię