📻 NOWA EKOLOGIKA*: Konieczny jest „update” naszego zielonego myślenia

Adam Błażowski podszczypuje mózgi

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.

 


 

Spoglądając z samolotu na szachownicę pól i łąk, nie sposób nie zatęsknić za czasami, gdy tereny te były dziewicze, w dużej mierze zalesione, pełne zwierząt i różnorodnych roślin… 

Rolnictwo jest bardzo obciążające dla środowiska i bioróżnorodności. Aby wyprodukować potrzebną nam żywność, musieliśmy na przestrzeni tysięcy lat przekształcić dzikie tereny w pola uprawne i pastwiska. Dziś, choć populacja homo sapiens wreszcie stabilizuje się, nie mamy już opcji szybkiego odwrotu od powszechnego rolnictwa. Aby wykarmić siebie i nasze dzieci, potrzebujemy ogromnych połaci pól, z których wypędziliśmy ich naturalnych mieszkańców. Sytuacja nie wygląda różowo, ponieważ do 2050 roku, według FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa), musimy zwiększyć produkcję żywności o 70%, aby sprostać zapotrzebowaniu, przy jednoczesnym spadku areału z powodu zmian klimatu oraz konieczności dekarbonizacji całej branży. Jeśli nie zrobimy tego z głową, zadepczemy środowisko naturalne.

Wiele badań na ten temat przeprowadził prof. Rhys Green z Cambridge. Od 30 lat studiuje on negatywny wpływ przemysłowego rolnictwa na środowisko i bioróżnorodność, zajmując się przy tym próbami pogodzenia wymogów wydajnej produkcji żywności z możliwością pozostawienia elementów krajobrazu ważnych dla np. owadów zapylających, ptaków lub płazów. Ta metoda nazywana jest często land sharing – współdzielenie gruntów.

Kolejna grupa interesu (poza konsumentami) w tej układance to rolnicy. Są często krytykowani za – czasem rzekomą, czasem autentyczną – chciwość. Ich dążenie do maksymalizacji plonów z hektara, a często autentyczne błędy i pomyłki traktowane są z rosnącą podejrzliwością (bywa, że z otwartą wrogością) przez aktywistów ekologicznych. Rolnicy nierzadko nie są bez winy, ale też ich praca nie jest ani prosta, ani łatwa. Takie wrogie spojrzenie to oczywiście drastyczne uproszczenie, staje się ono jednak coraz bardziej popularne w mediach społecznościowych. Widzimy je głównie u osób, które nigdy nie uprawiały roli lub nie miały z nią nic wspólnego. Dzieje się tak, ponieważ przeciętny zwolennik żywności bez pestycydów (choć pestycydy zarejestrowane do użytku w rolnictwie ekologicznym często są bardzo szkodliwe np. dla pszczół) swoje ewentualne hobbystyczne ogrodnicze porażki może spokojnie skompensować, kupując jedzenie w najbliższym (eko)sklepie. Nie ponosi więc konsekwencji błędów agrotechnicznych i nie musi odrabiać lekcji, które zawodowi rolnicy przypłacali bolesnymi stratami finansowymi.

szkodliwe rolnictwo
To zdjęcie podbiło serca rolników na Facebooku. Napis na koszulce głosi: „Rolnictwo – sztuka trwonienia pieniędzy, pracując 400 h miesięcznie, aby wyprodukować żywność dla ludzi, którzy uważają, że chcesz ich otruć”

Dotychczasowa narracja w powszechnie rozumianej ekologii nakazywała zawsze redukować nasze działania tam, gdzie ich konsekwencje były punktowo w jakiś sposób szkodliwe dla otoczenia lub nas samych. Cały czas szukamy dziś nowych środków ochrony roślin, ale tam, gdzie okazują się one zbyt mało selektywne, chcemy z nich rezygnować, nawet jeśli efektem tego ma być mniejsza wydajność. W opozycji do tego często stają producenci żywności, dlatego europejska dyskusja na ten temat to walka różnych interesariuszy.

A co, jeżeli nasze myślenie o ekologii, rolnictwie, zachowaniu bioróżnorodności stoi na głowie?

Ten konflikt interesów, środowiska-rolników-konsumentów, wydaje się niemożliwy do rozwiązania. Czy na pewno? A co, jeżeli nasze myślenie o ekologii, rolnictwie, zachowaniu bioróżnorodności stoi na głowie? Do takiego wniosku doszedł m.in. prof. Andrew Balmford z Cambridge, wraz ze wspomnianym wcześniej prof. Rhyse Greenem i zespołem. I nie jest to bynajmniej pierwsza lepsza grupa szalonych naukowców. Prof. Balmford ma na swoim koncie liczne publikacje w renomowanych periodykach, takich jak Nature i Science, oraz zajmuje się dziedziną conservation biology (biologia konserwatorska). W praktyce oznacza to żmudną pracę nad próbą odpowiedzi na pytanie, jak najefektywniej chronić przyrodę, biorąc pod uwagę kontekst i system interesariuszy, w jakim dane środowisko funkcjonuje. Wymaga to analizy wszystkich zaangażowanych, ich interesów, motywacji, cech i priorytetów oraz podjęcia próby wypracowania kompromisu, bazując na twardych danych i obserwacjach.

najmniejszym złem jest podział terenów na te przeznaczone na wysoce wydajne, zrównoważone rolnictwo oraz na te do ochrony, w które człowiek ingeruje jak najmniej.

Balmford i Rhyse w swoich pracach zauważają, że w krajach rozwijających się, gdzie duże połacie lasów przekształcane są w pola, istnieje związek między wydajnością rolnictwa i bioróżnorodnością (źródło: WWF). Im mniejsza wydajność, tym większa presja na zdobycie nowych terenów pod uprawy; odwrotna zależność również ma miejsce – i to we wszystkich analizowanych regionach oraz gatunkach zwierząt. Innymi słowy, najmniejszym złem jest podział terenów na te przeznaczone na wysoce wydajne, zrównoważone rolnictwo oraz na te do ochrony, w które człowiek ingeruje jak najmniej. Wysokie ceny żywności dają dodatkową motywację do zwiększania upraw, niskie ceny tę presję obniżają, choć mogą stymulować podaż. Zdaniem Balmforda, gdyby w tej, mimo wszystko dość dramatycznej sytuacji, przyroda miała oddać swój głos, niewątpliwie wybrałaby metodę land sparing – oszczędzanie gruntów.

Ten krótki (3 minuty) film przedstawia główne założenia pracy zespołu prof. Balmforda

 

Debata nad obiema metodami jest dziś bardzo żywa, a w różnych sytuacjach różne strategie przynoszą pozytywne efekty. Niestety, często nauka i najlepsze dostępne praktyki, które mogą zmniejszyć zużycie pestycydów i zwiększyć wydajność rolnictwa, są blokowane z powodów politycznych. Nasze lęki i brak wiedzy stają się pożywką dla żądnych rozgłosu, emocji i posłuchu fałszywych proroków, którzy strasząc ludzi technologią, konserwują patologie i szkodliwe praktyki. Dobrym przykładem jest tu zupełnie irracjonalny zakaz uprawy roślin GMO w Europie, podczas gdy konsensus naukowy w kwestii ich bezpieczeństwa jest dziś tak samo silny jak w przypadku antropogenicznego ocieplenia klimatu. Sporo i ciekawie pisał o tym tym np. Marcin Rotkiewicz w świetnej książce W królestwie Monszatana, jak również na łamach Polityki.

Tak długo jak nie nauczymy się zaspokajania naszych potrzeb w sposób jak najmniej obciążający środowisko naturalne, sytuacja nie ulegnie polepszeniu. Niestety, przyroda, dzikie zwierzęta i rośliny stały się w dużej mierze naszymi zakładnikami. Zapomnieliśmy, czym jest głód, ale ceną za to było wypędzenie tych dzikich, pierwszych, mieszkańców z ogromnych obszarów, które dziś są terenami rolnymi. Droga do przecięcia tego węzła gordyjskiego, ochrony lub nawet zwrócenia przynajmniej części ziemi przyrodzie jest tylko jedna: wiedzie przez zrównoważony rozwój oparty na najlepszych dostępnych badaniach naukowych (cytat pochodzi z Zielonego Manifestu z 2003 roku).


*) EKOLOGIKA: Nowa, logiczna, racjonalna ekologia  tak naprawdę nie jest nowa. To Ekologia stworzona przez i zwrócona wielkim naukowcom; Ekologia, która nie pada ofiarą fake newsów i nierozważnego aktywizmu. Aktywizmu, który mając w ręku młotek, często wszędzie widzi gwoździe.



REO POLECA

📻 REO PROPOZYCJA: Załóżcie się ze sobą, co to za innowacja?

Adam Błażowski
Absolwent Politechniki Wrocławskiej. Tworzy rozwiązania informatyczne dla Internetu Rzeczy w branży efektywności energetycznej budynków. Jest certyfikowanym profesjonalistą unijnego stowarzyszenia Climate KIC.