📻 CYFROWE MIASTO NAUKI w Europie na KA. Jak KAnciaste

KistA. Szwedzka Dolina Krzemowa

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Magda Gacyk.



Kista, zwana też Miastem Nauki, to tak naprawdę jedna z północnych dzielnic Sztokholmu, Wszystko jest tu kanciaste. Cała architektura w kantach. Kanciaste wieżowce, promenady, pomniki parkowe i meble biurowe. Pewnie tak ma być, bo Miasto Nauki powinno epatować kanciastą nowoczesnością. Precyzyjny, matematyczny postęp. Tylko klopsiki na talerzu okrąglutkie.

szwedzka dolina krzemowa
Rzeźba przed budynkiem Electum, Kista, fot. Let Ideas Compete, flick.com

Nie ma nic bardziej tradycyjnie szwedzkiego niż kottbullar – zachwalają w przewodnikach i rozpływają się w zachwycie nad daniem, które ma rozpływać się ustach. Koniecznie podawać z purée ziemniaczanym i dżemem z czerwonej borówki – radzą na szwedzkich blogach z przepisami kuchni skandynawskiej. Jeść klopsiki nie częściej niż raz w tygodniu, bo choć potrawa to praktyczna, to jednak niezbyt smaczna – piszą kąśliwie zamorscy krytycy kulinarni.

Siedząc w szwedzkiej Dolinie Krzemowej, zajadając klopsiki i czuje się, jak tradycja stapia się z innowacją.

Kista, zwana też Miastem Nauki, jedna z północnych dzielnic nadbałtyckiego Sztokholmu, zaczęła pączkować w latach 70. XX wieku. W tym samym czasie równie szybko o kolejne start-upy mnożyła się nadpacyficzna Dolina Krzemowa. Technologicznie oba regiony początkowo szły łeb w łeb. Potem Kista zaczęła odstawać, dostawać lekkiej zadyszki, aż wreszcie ustąpiła miejsca ekspansywnej, ambitnej i wielokulturowej Silicon Valley. Na przestrzeni lat dystans się zwiększał, Szwecja ostrożnie podchodziła do zatrudniania specjalistów hi-tech z innych krajów, podczas gdy Stany Zjednoczone z otwartymi ramionami witały ekspertów IT z całego świata.

szwedzka dolina krzemowa
Kista, fot. Kotovisk, wikimedia commons

Ta sytuacja może się odwrócić się w najbliższym czasie. W Ameryce administracja Donalda Trumpa stara się ukrócić rozpasanie Doliny Krzemowej, wziąć na krótką smycz techno-magnatów i ograniczyć napływ imigrantów, którzy zasililiby armię inżynierów. W Szwecji walczy się natomiast o takie zmiany w ustawodawstwie, które pozwoliłyby zatrudnianym obcokrajowcom na dłuższy pobyt i spokojniejszą pracę, a nie nieustanny lęk przed deportacją przy każdym, najdrobniejszym nawet odstępstwie od ściśle określonych reguł dotyczących przyznawania wiz pracowniczych.

kista ma na koncie znane jednorożce – firmy będące jeszcze w wieku niemowlęcym swojego rozwoju, a już wycenione na ponad miliard dolarów.

Kista zaczyna więc deptać Silicon Valley po piętach. Listą start-upów powoli dorównuje już amerykańskiej konkurentce. Uznana jest za drugi co do wielkości na świecie technologiczny klaster przemysłowy. Ma na koncie znane jednorożce – firmy będące jeszcze w wieku niemowlęcym swojego rozwoju, a już wycenione na ponad miliard dolarów. Może też pochwalić się globalnymi sukcesami takich przedsiębiorstw jak Ericsson, Spotify, Skype czy Linux. W świecie gier panoszy się szwedzki Mojang, twórca takich hitów jak Minecraft.

Siedziba firmy Ericsson w Kiście. fot. wikimedia.org

Europejska wersja Doliny Krzemowej nie jest jednak jej sobowtórem. Jeśli bowiem w USA ceni się niezależność, autonomię, self-made-mana i samodzielne pięcie się po szczeblach kariery od pucybuta do milionera, to w Skandynawii stawia się na grę drużynową, wzajemne wsparcie w zespole i Dumas’owską maksymę: Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.

Na rozwój szwedzkiej branży IT – oprócz mentalności – wpływ mają również inne czynniki. To bez wątpienia rozwinięty system socjalny, pielęgnujący obywatela od kołyski aż po grób, zapewniający bezpłatną edukację niższą, tanią edukację wyższą, sypiący hojnie stypendiami, zachęcający do biznesowego ryzyka, ale i rozpinający bezpieczne siatki pod tymi, którym powinęłaby się noga i zaczęliby się staczać w stronę upadłości. To zupełnie inny model od amerykańskiego, gdzie nieudany projekt biznesowy kończy się często dramatycznym bankructwem, a młodzi start-uperzy, zanim wyjdą na swoje, najpierw latami wychodzą z długów, które zaciągnęli, by spłacić studia. Przedsiębiorcy się w amerykańskiej Dolinie Krzemowej nie pieści, panuje zasada: Płyń albo giń. Przedsiębiorca w szwedzkiej Dolinie Krzemowej może liczyć na pomocną dłoń państwa w trudnych momentach.

Oba te odmienne ekosystemy funkcjonują jednak świetnie. Jak grzyby po deszczu po obu stronach oceanu kiełkują nowe technologie. I jeden, i drugi region zasiedlają cyfrowi tubylcy –  obeznani z tajnikami internetu młodzi-zdolni, którzy informatykę wyssali niemalże z mlekiem matki, a już na pewno nauczyli się jej w podstawówce, na lekcjach kodowania.

Szwedzi są bowiem świetnymi wynalazcami, ale równie dobrymi udoskonalaczami.

Szwedzi są dumni ze swojego nowoczesnego podejścia do ery informacji. Są dumni ze Sztokholmu uznanego za jedno z najbardziej cyfrowych miast na świecie. Są dumni ze swojej drugiej Doliny Krzemowej. Są dumni ze swojej wynalazczości i innowacyjności. A w tej dziedzinie powodów do dumy jest wiele. Od termometru niejakiego Andersa Celsjusza po trzypunktowy pas bezpieczeństwa, obowiązkowy we wszystkich samochodach. Po drodze jeszcze udoskonali i opatentowali klucz francuski i zamek błyskawiczny, wyprodukowali i wszczepili rozrusznik serca, wymyśli poduszkę powietrzną dla rowerzystów oraz wiele, wiele innych. Szwedzi są bowiem świetnymi wynalazcami, ale równie dobrymi udoskonalaczami.

Na koniec swojej sztokholmskiej wizyty do listy szwedzkich wynalazków zamierzałam dopisać jeszcze klopsiki, kulinarną kwintesencję Szwecji (jak powiedział mi znajomy). I wtedy trafiłam na niedawny bulwersujący wpis na Twitterze, na oficjalnym koncie Szwecji: Szwedzkie klopsiki przywiózł z Turcji król Karol XII, na początku XVIII wieku.

–  No to klopsik – pomyślałam, wychodząc z Miasta Nauki.

szwedzka dolina krzemowa
fot. Carlosdisogra, Wikimedia Commons

REO POLECA

📻 Wielki Szwed. Bez szans na Nobla