Leszek Kadej: Coś się rozłazi

Komu i czy zaszkodzi opłacalność OZE?

fot. pxhere.com

Rosnący udział coraz tańszej energii z OZE w miksie energetycznym przyniesie nowe wyzwania. Dopłacając do rynku mocy, już dotujemy energetykę konwencjonalną.

Z wytwarzaniem energii elektrycznej do pewnego momentu wszystko było w miarę proste. Produkcja opierała się o coraz to większe źródła i korzystała z efektu skali: im większa elektrownia, tym jednostkowy koszt produkcji energii mniejszy. Nawet doliczając koszt paliwa – węgla, gazu czy uranu – było taniej niż w źródłach odnawialnych – wiatrowych albo fotowoltaicznych. Ponieważ technologia tych ostatnich kosztowała znacznie więcej, a na dokładkę jej wykorzystanie jest tylko częściowe. Wiatrak nie kręci się non stop, a tylko jak wieje wiatr, a panel PV działa tylko w dzień, najlepiej w słoneczny. Rozwój produkcji energii z OZE wymagał więc dopłat, czyli decyzji czysto politycznej. Bo decyzje o rozwoju OZE w kolejnych krajach były i są czysto polityczne – to nie fanaberia miejscowej elity, tylko oczekiwania obywateli, którzy te elity wskazują w wyborach.

Rozwój OZE to decyzja polityczna, która jest odpowiedzią na oczekiwania obywateli.

Powyższy model zaczął rozłazić się w szwach. Postęp technologiczny osiągnął poziom, którego wyglądano od wielu lat. Koszt produkcji energii w niektórych OZE spadł już poniżej kosztów wytworzenia jej w źródłach konwencjonalnych. Wskazuje na to chociażby ostatni z raportów niemieckiego Instytutu Fraunhofera, w którym dokonano porównania kosztów wytwarzania prądu na różne sposoby. Okazuje się, że – przynajmniej w Niemczech – fotowoltaikę i wiatraki na lądzie można już zafundować sobie na tyle tanim kosztem, że biorąc pod uwagę wszystkie wydatki, koszty produkcji mogą być niższe niż chociażby z węgla brunatnego, tradycyjnie najtańszego, ale i najbrudniejszego źródła. Jak ktoś chce konkurować na rynku ceną energii, to raczej nie ma wątpliwości, w co powinien inwestować.

Skąd brać energię, kiedy OZE nie pracują, czyli w nocy i gdy wiatr akurat nie wieje?

Aktualny pozostaje problem, skąd wziąć energię, kiedy wyżej wymienione OZE nie pracują, czyli w nocy i gdy wiatr akurat nie wieje. To ciągle zadanie źródeł konwencjonalnych, w tym i węglowych. Dla których jednak taki model jest zabójczy ekonomicznie i w dłuższym horyzoncie oznacza bankructwo właściciela. O ile jest prywatny i o ile nie jest subsydiowany. Jednak patrząc na tempo badań, ale przede wszystkim wdrażania magazynów energii elektrycznej, można już zaczynać wieścić początek przegranej rynkowej tradycyjnego modelu wielkoskalowej energetyki. Zasadnicze znaczenie ma tu jednak rynek. O ile działa prawidłowo, to sam wskaże wygranych.

Raport Fraunhofera wskazuje, że energia z OZE będzie nadal tanieć.

Raport Fraunhofera wskazuje też na inne trendy. Przede wszystkim OZE mają dalej tanieć. To logiczne, bo postęp polega na tym, że powstają coraz lepsze i tańsze technologie. A z drugiej strony konwencjonalne metody wytwarzania mają drożeć. To również logiczne, zakładając, że będziemy coraz silniej karać za emisję CO2 i w związku z tym emisyjne źródła będą pracować coraz krócej. W zasadzie najkrócej jak się da, żeby tylko utrzymać poprawną pracę systemu energetycznego – za co powinny być wynagradzane z kieszeni klientów – i żeby nie mnożyć strat.

Jeżeli jednak ktoś myśli, że wystarczy odpowiednio długo eksploatować ten model, żeby dojść w końcu do stuprocentowej produkcji czystej zielonej energii, to jest w błędzie. Prosty rachunek pokazuje, że w żadnym rozwiniętym kraju nie ma dość miejsca na ustawienie odpowiedniej liczby wiatraków albo paneli fotowoltaicznych o wystarczającej powierzchni. Jak już opanujemy magazynowanie energii, to trzeba będzie zmierzyć się i z problemem brakującego miejsca. O ile kierunek prawdopodobnie został już wyznaczony, to droga jest daleka.

Nawet mimo coraz niższych kosztów osiągnięcie znaczących i stałych udziałów w produkcji przez wiatr i PV zajmie wiele lat. Ale trzeba pamiętać, że w miarę tego przyrostu sprawy zaczną się komplikować. Rewolucja z całą pewnością nie będzie polegać na nieważne jak wielkim, ale tylko jednym skoku jakościowym. Termin transformacja jest bardziej na miejscu.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here