📻 CO spadło na Polskę?

Tajemnica szybko wyjaśniona przez REO

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Paweł Sito.

 



Poprzednie lata nauczyły nas, że biała zima to żaden pewnik. A jednak początek roku przywitał nas obfitymi opadami śniegu. W siedmiu województwach IMGW wydało alerty pogodowe, znanego boksera Artura Szpilkę i jego psa z zasypanego schronika uratował GOPR.

Śnieg zalega w całym kraju – skąd właściwie się bierze i w jakich warunkach pogodowych możemy się go spodziewać?

Jak powstaje śnieg?

Na identycznych zasadach jak opady deszczu: na skutek kondensacji pary wodnej w atmosferze, czyli jej skraplania – przejścia ze stanu gazowego w stan ciekły. Z wody parującej ze zbiorników wodnych, m.in. oceanów i jezior, oraz ogólnie z powierzchni Ziemi powstają w atmosferze skupiska skraplającej się pary wodnej, która zmienia się w kropelki wody. To chmury. Kiedy krople staną się odpowiednio duże i ciężkie, spadają na ziemię.

A śnieg? Skoro jest deszcz, to jest też śnieg. Różnica polega na tym, że aby doszło do opadu śniegu zamiast deszczu, potrzebna jest odpowiednio niska temperatura, a więc nieprzekraczająca 0 st. Celsjusza. Wtedy woda zmienia stan skupienia na stały. W chmurze, w której musi być odpowiednio zimno (najlepiej około -10 st. C), z ciekłej wody tworzą się kryształki lodu. Powstają w wyniku obecności tak zwanych jąder zamarzania, czyli na przykład pyłków lub drobinek soli. Tworzenie tych kryształków może zachodzić w zimnym, ale jednocześnie wilgotnym powietrzu. Dlatego właśnie Antarktyda, na której jest średnio -50 st. C, jest bardziej sucha niż Sahara.

W zetknięciu z kryształkami lodu obecne w chmurze maleńkie kropelki przechłodzonej wody natychmiast zamarzają, od razu przywierając do ich powierzchni. W ten sposób kryształki lodu przyjmują kształt śnieżynek. I tak jak w przypadku deszczu, kiedy śnieżynki osiągną odpowiednią wagę, spadają na ziemię. Co ciekawe, prawie wszystkie opady deszczu zaczynają jako śnieg, który stopił się opadając po drodze i spadł już jako zwykły deszcz.

Zatem abyśmy mogli zobaczyć śnieg na podwórku, śnieżynki muszą przetrwać spadanie z chmury na ziemię.

Czyli przy powierzchni ziemi powinno być 0 st. C. Im wyższa temperatura powyżej zera, tym większa szansa, że zamiast śniegu zobaczymy marznący deszcz, krupę śnieżną, grad lub po prostu normalny deszcz. Dlatego też śnieg to powszechne zjawisko w strefach polarnych.

Tu mało znany fakt. Na Antarktydzie, środkowej Grenlandii albo w części Syberii śnieg na powierzchni ziemi jest oczywiście powszechny, występuje wręcz cały rok, ale już jako opad – niekoniecznie. Największe opady śniegu na Syberii występują tak naprawdę jesienią i trwają do grudnia. W styczniu i lutym jest już tam na tyle mroźno, że śnieg pada bardzo rzadko (co nie znaczy, że wcale).

W strefach umiarkowanych zaś, czyli na przykład u nas, śnieg pada głównie w porze zimowej, bo wtedy temperatury spadają do zera lub poniżej. Śnieg potrafi jednak spaść także na południu Europy, bywa że i na pustyniach na Bliskim Wschodzie. Czemu tam, skoro są to regiony na ogół ciepłe? Ano temu, że zimne powietrze pochodzenia arktycznego ma prawo zawędrować na południe. Tak samo jak ciepłe – na północ.

Śnieg a globalne ocieplenie

Te dwa czynniki, a więc warunki i miejsce opadu śniegu, stanowią argument dla osób podważających teorię globalnego ocieplenia. Gdy tylko gdzieś na świecie spadnie śnieg nie daj Boże w październiku lub w Egipcie, Hiszpanii albo co gorsza na Florydzie, to połowa internetu i w ogóle mediów wpada w szok i nieustannie zadaje pytania: Gdzie się podziało globalne ocieplenie? Jak to możliwe, że w rzekomo cieplejszym świecie wciąż zdarzają się ujemne temperatury i opady śniegu? W komentarzach aż huczy. Klimatolodzy nazywani są pseudonaukowcami i  ludźmi, którzy chcą wyciągnąć pieniądze, ukatrupić polskie górnictwo, zlikwidować Barbórkę i tak dalej, i tak dalej. Wraz z pierwszymi opadami śniegu jak na zawołanie obalana jest teoria o globalnym ociepleniu.

Rozwieję więc wątpliwości. Zacznę od tego, że klimat to nie pogoda. Śnieg pada tam, gdzie są ku temu warunki. Jeśli nasunęło się odpowiednio zimne powietrze, śnieg musi spaść. Ale nie pada każdej zimy w Madrycie czy Jerozolimie i nie leży tam cały miesiąc, co najwyżej kilka dni. Ważną kwestią dotyczącą śniegu, o czym już wspomniałem na przykładzie Antarktydy i Syberii, jest to, że pada on w określonych temperaturach. Osoby podważające wyniki badań naukowców są przekonane,

że im większy mróz, tym większy śnieg. Bzdura!

Im niższa temperaturę, tym mniejsza wilgotność powietrza i tym mniej pary wodnej w atmosferze. Przy -40 st. C pary wodnej jest tak mało, że opady śniegu już prawie nie występują. Przy -50 st. – w ogóle. Dlatego na Antarktydzie jest podobnie sucho jak na środku Sahary. Największe opady występują, gdy temperatura spada lekko poniżej zera.

Warto przy tym zwrócić uwagę na ilość opadów śniegu. Sceptycy mówią często, że nadchodzi epoka lodowcowa, bo w Nowym Jorku spadło tyle śniegu, że miasto zostało sparaliżowane jak w filmie Pojutrze. Muszę państwa poprawić. Prawa fizyki działają w taki sposób, że im więcej pary wodnej, tym większy opad. W ostatnim stuleciu zawartość pary wodnej w atmosferze wzrosła o ok. 5%, a większość tego wzrostu miała miejsce po roku 1970. Liczne globalne analizy opadów wykazały wzrost liczby dni z silnymi opadami, począwszy od roku 1950.

Skoro klimat się ociepla, to zwiększa się ilość pary wodnej w atmosferze, co przekłada się na coraz bardziej ekstremalne opady.

To rzecz jasna dotyczy także śniegu.

Badania trendów w zakresie opadów w Stanach Zjednoczonych pokazują, że na przestrzeni XX wieku częstotliwość opadów silnych (powyżej 50 milimetrów dziennie) wzrosła o 20%. Dlatego Nowy Jork ma prawo zostać zawalony śniegiem jeszcze bardziej niż w filmie Kevin sam w domu.

Wielka zima nie tylko kiedyś

Polska ma koncie wiele solidnych śnieżnych zim. I co ciekawe, nie mówię o zimach sprzed 100 czy 200 lat, ale o tych z drugiej połowy XX wieku, kiedy globalne ocieplenie już miało miejsce. Często słyszy się o tak zwanej zimie stulecia z 1979 roku. Okazuje się, że nie była to rekordowo mroźna zima, ale za to śnieżna (dlatego że opady śniegu nie występują w dużych ilościach przy silnym mrozie). Występowały wtedy bardzo intensywne opady śniegu. Na stacji meteorologicznej Gdańsk-Rębiechowo jeszcze 28 grudnia 1978 pokrywy śnieżnej nie notowano w ogóle, ale następnego dnia spadło 15 cm śniegu. Na sylwestra w Gdańsku leżało już 35 cm białego puchu. 6 stycznia 1979 grubość pokrywy śnieżnej osiągnęła tam 92 cm. Wszystko działo się wtedy, kiedy naukowcy obserwowali na całym świecie wyraźne oznaki globalnego ocieplenia. Oczywiście nie tak gwałtowne jak dziś, ale wtedy już widoczne.

Mówiąc o opadach śniegu, ich dacie i miejscu, trzeba zwrócić uwagę na problem prądu strumieniowego. Z powodu ocieplającego się klimatu w Arktyce prąd ten meandruje, bo spada różnica temperatur między strefą tropikalną a polarną, w tym przypadku Arktyką. Daje to spore możliwości do spływu zimnego powietrza na niskie szerokości geograficzne. Dlatego też możemy obserwować opady śniegu na północy Florydy, w Alabamie, Luizjanie (czyli w stanach USA, w których panuje bardzo ciepły klimat) lub na pustyniach Bliskiego Wschodu.

To samo dotyczy daty. Prąd strumieniowy już nieraz urządził nam zimę w marcu, już parę razy na śmigusa rzucaliśmy się śnieżkami, zamiast polewać wodą. Anomalia prądu strumieniowego sprawia, że śnieg może w Polsce spaść nawet na początku maja, i to właśnie w dobie postępującego globalnego ocieplenia.



REO POLECA

📻 Pseudonaukowe teorie, na których kasy można zarobić w brud

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.