Co Polska ugrała na szczycie energetycznym UE?

Premier Donald Tusk reklamował postanowienia ubiegłotygodniowego szczytu przywódców państw UE jako wielki sukces na polu solidarności energetycznej. Rafał Zasuń z WysokieNapiecie.pl podsumowuje polskie sukcesy i porażki szczytu.

– Chcemy, aby Komisja Europejska przedstawiła własny punkt widzenia, w jaki sposób można wzmocnić pozycję negocjacyjną UE – mówił premier o kontraktach gazowych z Rosją. Wyraził nadzieję, że Komisja będzie działać konkretnie.

Zapis o tym, że Komisja Europejska ma przedstawić do czerwca propozycje służące zwiększeniu siły przetargowej UE w kontraktach gazowych, jest rzeczywiście pewną niespodzianką, zwłaszcza że obecnej Komisji kończy się kadencja. Ale trudno będzie liczyć na to, że po analizie Komisji sytuacja ulegnie radykalnej zmianie. Kontrakty gazowe – o czym bardzo jasno mówiła w Warszawie Angela Merkel – zawierają firmy, a nie państwa. Polski rząd może coś nakazać PGNiG, rząd niemiecki nie ma takiej mocy sprawczej wobec E.ON czy RWE.

– Jestem w 100 proc. pewny, że nic się nie zmieni – mówi nam menedżer znający dobrze europejski rynek gazu. – Firmy mają z Rosjanami długoterminowe kontrakty, więc wspólny rynek zakupów jest mrzonką. Może powstać jakiś fundusz kupujący rezerwę strategiczną, ale to będzie niewielka ilość – dodaje.

Dziś nikt nie zabrania firmom łączyć się w grupy zakupowe, żeby taniej kupić gaz. Sęk w tym, że nikt tego nie robi. GDF Suez czy E.ON wolą negocjować z Rosjanami indywidualnie. Zresztą nawet nasz PGNiG też jakoś nie sprzymierzył się do tej pory ze swoim słowackim czy węgierskim odpowiednikiem.

Mogą też powstać wytyczne, jak należy zawierać kontrakty gazowe i jakich klauzul unikać. Potwierdziły się informacje portalu WysokieNapiecie.pl, że unijni politycy rozważają taką możliwość, po to, żeby zerwać przestarzałe w dzisiejszych realiach przywiązanie cen gazu do cen ropy. Kraje członkowskie mają zająć się tą kwestią. Premier Wielkiej Brytanii David Cameron zaproponował zapis o zwiększeniu przejrzystości międzyrządowych kontraktów.

Nawet jeśli Komisja Europejska zdoła do czerwca wypracować konkretne stanowisko, to przełożenie go na język dyrektyw i wytycznych potrwa wiele miesięcy.

Zanim wybuchł kryzys ukraiński, polski rząd bał się, że unijni politycy będą chcieli zapisać już teraz wiążący 40-proc. cel redukcji emisji CO2 po 2020 r. Na razie wciąż obowiązuje 20-proc. cel do 2020 r. ustalony w 2008 r.

Tego udało się uniknąć. Ale premier nieco przesadził z optymizmem, mówiąc, że brak dalszej dyskusji o nowych celach i ambicjach klimatycznych na poziomie Unii Europejskiej.

Co dokładnie znalazło się w konkluzjach przyjętych przez unijnych przywódców i gdzie polski rząd ustąpił pola, a gdzie wywalczył korzystniejsze rozwiązania? – Czytaj pozostałą część artykułu w WysokieNapiecie.pl.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here