Michał Cieślakowski: Ciasteczko

fot. pixabay.com

Widziałeś odcinek Ulicy Sezamkowej, w którym Ernie znajduje na talerzu ciasteczka Berta i z łakomstwa zjada jedno?

Później, obawiając się reakcji przyjaciela, zaczyna przekładać ciasteczka z miejsca na miejsce, za każdym razem licząc je wszystkie.

Ku jego wielkiemu zdziwieniu ilość ciasteczek jest cały czas taka sama i wciąż brakuje jednego.

Gdy pytam ludzi o to, czego im brakuje, jedną z najczęstszych odpowiedzi jest brak czasu.

Mówią, że mają zbyt dużo pracy, zbyt dużo zajęć i że doba jest po prostu za krótka.

No dobra, wydłużmy więc czas… hipotetycznie.

Masz 36 godzin na dobę. Co robisz?

Jedna trzecia tego czasu idzie oczywiście na spanie. Bo przecież organizm musi wypoczywać.

Zostają więc 24 godziny.

Masz dla siebie osiem godzin więcej niż do tej pory!

Czyżby?

Pomyśl: czy Twoje dzieci (jeśli je masz i wychowujesz), mając też te osiem ekstra godzin, znajdą sobie same zajęcie i nie będą potrzebować Cię w tym czasie jako rodzica?

Czy Twój szef stwierdzi, że gdy miesiąc jest dłuży o 250 godzin, to ma to być 250 godzin postoju bez Twojej pracy?

Jeśli chodzisz na siłownię trzy razy po dwie godziny tygodniowo to oznacza, że pomiędzy każdym treningiem masz 54 godziny przerwy. Czy myślisz, że będziesz mieć tą samą kondycję, jeśli w Twoim wydłużonym czasie te przerwy będą miały po 82 godziny?

 

Nie wydłużysz czasu. Jest to niemożliwe. A nawet jeśli by się dało, to wypełniłbyś go Tym, co już robisz.

Niezależnie gdzie jesteś i co robisz, sekunda to sekunda, minuta to minuta, a godzina to godzina. Dla wszystkich ludzi doba ma tyle samo godzin, a rok ma tyle samo dni.

 

Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo irytowało mnie to co robił Ernie we wspomnianym odcinku Ulicy Sezamkowej.

To przecież była matematyka sprzed pierwszej klasy podstawówki, a ja chodziłem już przecież do czwartej. Nie mogłem pojąć Jak można robić taką głupotę!?

 

Ano można… wiele lat później sam taką głupotę robiłem. Zresztą podobnie jak tysiące czy miliony innych osób robi wciąż.

Żeby mieć więcej czasu, przestawiałem moje codzienne aktywności, tworzyłem listy rzeczy do zrobienia, starałem się jak najlepiej zarządzać moim czasem.

Efekt był dość marny.

 

Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że umysł świadomy jest jak Ernie, a podświadomość jak Bert.

Bert ma potrzeby. Chce zjeść swoje pięć ciasteczek.

Ty też masz swoje potrzeby, związane z tym, co jest dla Twojego życia wartościowe.

Jedno ciasteczko może być relacją z rodziną, drugie poczuciem bezpieczeństwa materialnego, trzecie potrzebą bycia twórczym, a czwarte – dawaniem sobie przyjemności i tak dalej.

 

Uczucie, że brakuje Ci czasu jest sygnałem od Twojej podświadomości, że jakieś z tych potrzeb nie są wystarczająco zaspokajane.

Przenoszenie swoich aktywności z miejsca na miejsce, zabieranie jednej na poczet innej, to mijanie się z celem. To tak jakbyś przestawiał ciasteczka na talerzu z myślą, że jakaś konfiguracja sprawi, że będzie ich więcej.

 

O ile Ernie był mało mądry, o tyle Ty możesz swoim świadomym umysłem realizować dobre strategie.

To co możesz zrobić, sprowadza się głównie do dwóch rzeczy.

Pierwszą jest zmniejszenie swoich potrzeb, a drugą zwiększenie wartości tego, co robisz (lub zamienianie tego na coś bardziej wartościowego).

Obie drogi prowadzić będą do tego, że czasu będziesz mieć więcej.

 

Przyjmijmy, że pracujesz osiem godzin dziennie i ilość zarabianych pieniędzy jest dokładnie taka, żeby zaspokajać Twoje materialne potrzeby.

Jeśli zmniejszysz swój konsumpcjonizm i Twoje potrzeby finansowe spadną o 12,5%, to będziesz mógł pracować siedem godzin i nadal je zaspokajać.

Jeśli zwiększysz wartość swojej pracy i twoja stawka godzinowa wzrośnie, to będziesz mógł zachować bieżący standard życia i również mniej pracować.

Ile czasu zyskasz, jeśli zrobisz obie te rzeczy?

Zmniejszenie konsumpcjonizmu wymaga wprowadzenia zmian w podświadomości.

Natomiast podniesienie wartości pracy dla wielu osób może już nie być takie łatwe.

 

Weźmy więc coś, co możesz zrobić od razu.

Odpoczynek i spanie.

Obie te czynności zaspokajają potrzebę regeneracji ciała i umysłu.

W jaki sposób odpoczywasz? Jakiej jakości i jakiej długości jest twój sen?

Wieczorem siadasz z piwkiem albo z kieliszeczkiem wina przed telewizorem?

Nie dość, że taki odpoczynek jest mało efektywny, to na dodatek alkohol spłyca sen, który również obniża swoją jakość.

Proponuję Ci technikę autohipnozy, dzięki której w 10 minut lepiej wypoczniesz i o wiele lepiej czuć się będziesz, niż po godzinie spędzonej przed ekranem.

Technika jest fragmentem indukcji hipnozy, która przez wielu została uznana za najsilniejszą i najlepszą indukcją w historii.

 

Pierwszą rzeczą, jaką zrobisz będzie zamknięcie oczu i skierowanie uwagi na powieki.

Później zacznij wyobrażać sobie, że powieki masz tak głęboko rozluźnione, że nie chcą działać, że nie chcą się otworzyć.

Pozwalaj by powieki rozluźniały się, i utrzymując to wyobrażenie w swoim umyśle, zauważaj, jak z każdym wydechem powieki robią się coraz bardziej rozluźnione.

Kiedy poczujesz, że rozluźniły się do takiego stopnia, że nie chcą działać, przetestuj je i upewnij się, że faktycznie tak jest.

Jeśli się otworzą, spokojnie, po prostu podejmij kolejną próbę i daj sobie trochę więcej czasu.

 

Część osób mogłaby się przestraszyć, że nie może otworzyć oczu, ale bez obaw. To Ty sam wywołałeś to rozluźnienie i sam również możesz bardzo łatwo i natychmiast się go pozbyć.

Nie rób tego jednak, tylko przenieś mentalnie to rozluźnienie na czubek swoje głowy, a potem wyślij powoli w dół swojego ciała, by rozluźniały się wszystkie mięśnie i nerwy, aż po palce u rąk i u stóp.

Dzięki tej technice możesz uzyskać o wiele większy poziom rozluźnienia od tego, jaki udaje się uzyskać większości ludziom.

Wystarczy, że będziesz 10 minut w tym stanie, po czym dasz sobie sugestię wychodzę z autohipnozy, czując się fantastycznie.

Robisz trzy głębokie oddechy i otwierasz oczy.

 

Proste, szybkie i skuteczne.

Możesz też wykorzystać ten stan do polepszenia jakości snu.

Przed położeniem się spać wchodzisz tym sposobem do autohipnozy, żeby dosłownie przez trzy minuty zająć się oczyszczaniem umysłu.

Robisz to poprzez przypominanie sobie sytuacji minionego dnia, by po chwili wyobrazić sobie, jak daną sytuację zamykasz w przeźroczystej bańce i wraz z nadchodzącym wydechem, wydychasz tą bańkę, wyobrażając sobie jak leci za horyzont i znika.

Robisz tak z sytuacjami kolejno wstecz, zaczynając od ostatniej przed wejściem w autohipnozę.

Gdy dojdziesz do pierwszej sytuacji, która wydarzyła się po przebudzeniu z rana, pozwalasz sobie jeszcze chwilę pozostać w tym stanie.

Umysł podświadomy może podrzucać Ci jeszcze sytuacje z dnia minionego, o których mogłeś zapomnieć.

Postępujesz z nimi dokładnie to samo. Wydychasz w bańkach, by uleciały za horyzont.

Na koniec dajesz sobie sugestię, by obudzić się o pożądanej przez siebie godzinie.

Moja propozycja: niech będzie to na pół do półtorej godziny przed Twoim normalnym czasem pobudki (chyba, że śpisz sześć godzin lub krócej, wtedy czasu nie zmieniasz).

Wychodzisz ze stanu autohipnozy znaną Ci już sugestią, po czym kładziesz się spać.

Twój organizm będzie lepiej wypoczęty, a Ty czuć się będziesz rewelacyjnie, pomimo krótszego czasu snu.

 

Sposobami tymi dajesz sobie możliwość zagospodarowania wolnej godziny, dwóch czy nawet trzech.

Co zrobisz z tym czasem?

Może część wykorzystasz, by posypać cukrem-pudrem ciasteczko Twojej relacji partnerskiej, może polejesz czekoladą ciasteczko Twojej przyjemności?

Pomyśl, bo może któreś Twoje ciasteczko zniknęło z talerza, lub jakieś ktoś nadgryzł.

Może już czas upiec nowe, by Twój wewnętrzy Bert powiedział: – Ernie. Dziękuję Ci, że mój talerz jest pełny.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here