📻 NIEMIEC PŁAKAŁ jak dedykował. Koniec tego różnego

Dlaczego nasz kraj ma rynek drugiej kategorii?

AUDIO REO. Posłuchaj artykułu o Polsce, jako rynku drugiej kategorii na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.

 

Temat podwójnych standardów jakościowych wielu zagranicznych produktów przeznaczonych na rynki Europy Zachodniej i Środkowo-wschodniej pojawiał się, na ogół w postaci lamentowania lub krytykowania niemieckich, najczęściej, producentów. W naszym tekście poniżej Piotr Wójcik dokładnie przygląda się niektórym produktom, ale także znajduje pozytywne społecznie aspekty tej grandy.




 

Wiele osób wyśmiewa się, jednak, z kupowania drogich niemieckich środków czystości sprowadzanych detalicznie oraz z narzekania na różnice smakowe wielu produktów spożywczych. Rzeczywiście czasem przybiera to wygląd operetkowy kiedy na siłę jesteśmy częstowani dwoma kawałkami tej samej rzeczy i mamy wypowiedzieć się która jest ambrozją, która zaś gó…nem. Jednak postawy takie nie biorą się z nikąd.

Mila (lat 10) nie chce jeść pożywienia przeznaczonego na krajowy rynek.

Teraz kolejny etap tej polsko-niemieckiej głównie, ale tak naprawdę polsko-globalnej wojny. Do akcji włączyły się polskie koty i to jest znakomity ruch propagandowy dla krajów z rynkiem drugiej kategorii. Wszak nikt nie powie, że to snobizm i polska fobia. Krajowe mruczki i miauczki głosują szczerą, niewyrachowaną akurat w tej sprawie (jak być może podkreślą ludzie kotów) postawą przy miseczce. Coraz częściej wzgardzają żarciem kupionym w polskich sklepach natomiast zupełnie inaczej zachowują się posilając się karmą przeznaczoną na rynki zachodnioeuropejskie.

Półka z zagranicznym pożywieniem dla kotów w sklepie zoologicznym.

Wirtualna Polska, która zajęła się tym problemem opublikowała wypowiedź jednego z właścicieli sklepów zoologicznych potwierdzających ten stan rzeczy. Pan Piotr mówi na łamach portalu:

– Karma dla kota Felix produkowana na rynek niemiecki jest o wiele lepszej jakości niż ta oferowana na polskim rynku. Wiele kotów tak ma, że nie tkną produktu z naszego dyskontu, ale już te z niemieckiego Rossmanna wcinają z ochotą – zaklina się pan Piotr, właściciel sklepu zoologicznego w centrum Warszawy.

Zapewnia, że nie są to tylko jego obserwacje. Tak długo nachodzili go właściciele wybrednych kotów, aż postanowił zupełnie inaczej zorganizować biznes. – Jest nas trzech właścicieli sklepów dla zwierząt. Zrzucamy się na 3-5 palet karmy. Zamawiamy towar bezpośrednio w Niemczech i przywozimy go tutaj – opowiada, pokazując zastawione półki.

Od spraw kocich przejdźmy już do ludzkich, udowodniwszy, że pisanie o Europie dwóch prędkości jakości produktów nie jest obsesją, ani paranoją

Szalone lata 90. póki co wciąż trwają

Polska przez ostatnie 25 lat stabilnie się rozwijała, więc i butiki z proszkami z Rajchu zniknęły. Jednak pomimo ekspansji na nasz rynek niemal wszystkich globalnych koncernów produkujących towary konsumpcyjne wnet okazało się, że wciąż jesteśmy rynkiem co najwyżej drugiej kategorii. A produkty globalnych marek sprzedawane w Polsce podobne są do tych z Zachodu głównie opakowaniem.

Test będzie prosty: znikną te sklepy, nowe prawo zadziała. Jeśli wciąż będą miały klientki i klientów…?

Do pierwszych intuicyjnych czy organoleptycznych wniosków po krótkim czasie doszły pierwsze amatorskie analizy. Ktoś przywiózł napój z Niemiec, porównał go z niby tym samym napojem w Polsce i okazało się, że ten pierwszy słodzony jest cukrem, a ten drugi syropem glukozowo-fruktozowym. Podobne głosy zaczęły pojawiać się coraz częściej, aż wreszcie sprawa stanęła nawet na forum UE.

Kraje Grupy Wyszehradzkiej słusznie oburzyły się, że do tak zwanej Nowej Europy koncerny sprowadzają produkty niższej jakości, jedynie udające te same lubiane globalne produkty znanych marek.

Co prawda Komisja Europejska wprowadziła  w sierpniu 2018 r. prawo zakazujące tego samego wyglądu opakowania dla produktów różniących się składem, ale proceder ma się dobrze. Na skutek apeli bliżej sprawie postanowił się przyjrzeć polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Wnioski niestety pokrywają się z tym, co polscy konsumenci odczuli już dawno swoimi kubkami smakowymi i węchem.

Spożywczy outlet znad Wisły

UOKiK przeprowadził w sumie trzy badania. Jedno ankietowe, które zbadało opinie polskich konsumentów na temat różnic między produktami polskimi a zachodnimi. A następnie dwie tury testów porównawczych.

Pierwsze pokazało, że świadomość gorszej jakości produktów sprzedawanych nad Wisłą jest niemała, choć na pewno nie powszechna.

Wśród ogółu Polaków 32% ankietowanych odpowiedziało, że produkty tych samych marek sprzedawane w Polsce różnią się od tych sprzedawanych w krajach europejskich.

Najbardziej uświadomieni byli konsumenci z grupy wiekowej 40-49 lat – 41% z nich stwierdziło, że są różnice. Świadomość problemu rośnie jednak zdecydowanie bardziej, gdy przyjrzymy się tylko grupie Polaków, którzy mieli doświadczenie takich samych produktów w Polsce i za granicą. Wśród takich osób już 64% stwierdziło, że produkty w naszym kraju różnią się od tych z Europy. Wystarczą więc zakupy za granicą, by świadomość problemu wzrosła dwukrotnie.

Jeszcze bardziej świadomi tego, jak polski rynek traktowany jest przez globalne koncerny, są Polacy mieszkający przez dłuższy czas za granicą. W tej grupie 68% osób odpowiedziało, że te same produkty kupowane w Polsce i na zachodzie Europy różnią się jakością. A w grupie wiekowej 40-49 lat odpowiedziało w ten sposób ponad trzy czwarte badanych. Zdecydowanie najczęściej wskazywane grupy produktów to chemia gospodarcza i kosmetyki oraz żywność. Ankietowani, także ci uświadomieni, nie widzieli jednak specjalnych różnic w sprzęcie elektronicznym.

Twaróg z regulatorem

Najważniejszym elementem badania UOKiK były oczywiście testy porównawcze. Analitycy porównali 101 produktów. Duże różnice wykryli w 12. To wcale nie jest mało – oznacza to mniej więcej tyle, że ok. 12% rodzajów produktów trafiających do Polski pod szyldem globalnych marek jest gorsza jakościowo niż w bogatych krajach Zachodu.

1 Jednym z takich produktów okazały się czipsy Crunchips. Badacze sprawdzili smak paprykowy. W przeliczeniu na złote, w Niemczech kosztują one 29 zł za kilogram, a w Polsce 20 zł. Niższa cena w Polsce uzyskana jest jednak kosztem jakości. Przede wszystkim Crunchipsy w Polsce mają w składzie niezdrowy olej palmowy, a te niemieckie – olej słonecznikowy.

Dodatkowo w polskich stosuje się glutaminian monosodowy, a w niemieckich nie. Do niemieckich czipsów dodaje się serwatkę w proszku oraz proszek serowy, a do polskich nie. To wszystko przekłada się zarówno na skład chemiczny, jak i na jakość smakową. W polskich Crunchipsach jest zdecydowanie wyższa zawartość tłuszczy oraz nasyconych kwasów tłuszczowych. Niemiecki produkt ma smak papryki, a polski papryki i tłuszczu.

2 Kolejny przykład to serek Almette z ziołami. W Polsce jest on dwa razy tańszy niż w Niemczech, jednak różnice w jakości są wręcz drastyczne. Serek niemiecki produkowany jest z sera twarogowego, ziół, cebuli, czosnku oraz soli. Skład polskiego jest dużo bardziej bogaty: ser twarogowy, odtłuszczone mleko w proszku, cebula, sól, czosnek, zioła (jednak w mniejszej ilości), naturalne aromaty oraz regulator kwasowości (kwas cytrynowy).

UOKiK zauważa, że opakowanie polskiego produktu wprowadza w błąd,

gdyż jest na nim napisane: 100% naturalne, tymczasem użycie regulatora kwasowości nie pozwala, by tak określić ten serek.

 

1
2