📻 REO PRZEDSTAWIA: Bzdura Roku

KRZYSZTOF GARWATOWSKI: Kolejny rok bzdur uważam za udany. I podsumowany

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak



Rok się kończy i wszędzie pełno przeróżnych rankingów, plebiscytów, list przebojów i podsumowań. Nie może wśród nich zabraknąć i plebiscytu na Bzdurę Roku. Spośród nadesłanych i podpowiedziach przez znajomych i nieznajomych oraz zaobserwowanych w otaczającym nas świecie wybrałem te, które moim skromnym zdaniem zasługiwały na uwagę. Ranking jest absolutnie subiektywny i z pewnością pomija wiele bzdur, które Szanowni Czytelnicy uznają za równie ważne i warte zauważenia. Jednak gdym chciał uwzględnić wszystkie, musiałbym napisać coś na kształt wielkiej, 40-tomowej encyklopedii.

Ale do rzeczy.

W kategorii żywienie bzdurą roku jest moda na surową wodę – niefiltrowaną, niesterylizowaną i potwornie drogą wodę wprost z różnych naturalnych źródeł. Jej cena dochodzi do 4 dolarów za litr w USA. W Polsce dostępna jest za jedyne 10 zł za litr (na portalach aukcyjnych). Jest lepsza od zwykłej wody, dostępnej w kranach lub butelkowanej, ponieważ nie zawiera fluoru, którego dodawanie ma ułatwiać kontrolowanie naszych umysłów. Wszystko pod sztandarem bio.

W kategorii sport tytuł zdobywa prof. Maria Czajkowska-Majewska, która ogłosiła światu, że za blamaż polskiej reprezentacji na Mundialu w Rosji odpowiadają szczepionki. Jej zdaniem szczepieni Polacy zostali pokonani z nieszczepionymi Senegalczykami. Pani profesor nie była uprzejma wyjaśnić, jak się do tego ma ostateczne zwycięstwo Francji i generalnie sukcesy innych europejskich drużyn na tych mistrzostwach.

W kategorii medycyna bzdurą roku jest działalność Jerzego Ziemby i proponowane przez niego cudowne terapie, polegające generalnie na tym, że zamiast płacić koncernom farmaceutycznym za leki i poddawać się skomplikowanym procedurom medycznym, mamy płacić horrendalne kwoty samemu Ziembie za jego cudowne preparaty, mające nas wyleczyć ze wszystkiego (przede wszystkich chyba z nadmiernej grubości portfela).
W kategorii bzdura medialna zwycięża pyton spod Piaseczna. Jego eskapada przez pół lata elektryzowała ludzi, angażowała władze i nie schodziła z pierwszych stron niektórych dzienników. Jak dotąd brak dowodów na to, że pyton rzeczywiście istniał (oświadczenia paru osób, które w pijanym widzie podobno zobaczyły gada gdzieś przy warszawskich bulwarach, uznaje za mało wiarygodne).

W kategorii celebryci rywalizację wygrywa medialna kariera sióstr Godlewskich. Jako żywo jest ona dublem z kariery innej medialnej osobowości, posiadaczki różowego jednorożca Joli Rutowicz. I w jednym, i w drugim przypadku mamy do czynienia z osobami znanymi z tego, że są znane. Na plus siostrom zaliczyć trzeba, że bardzo umiejętnie podtrzymują zainteresowanie mediów swoimi osobami, a kolejne ważne pieśni przez nie wykonywane, że słynna kolędą na czele, nie pozwalają mediom o nich zapomnieć. Dla ścisłości- to nie jest nagroda dla sióstr Godlewskich, tylko dla durnych mediów i jeszcze durniejszych dziennikarzy, którzy je lansują.

W kategorii dziennikarstwo sportowe tytuł bzdury roku zdobywają wszyscy specjaliści od sportu i komentatorzy, którzy wiosna tego roku przyczynili się do napuchnięcia gigantycznego balonu oczekiwań i przekonania o niemal pewnym wielkim sukcesie polskich piłkarzy na mistrzostwach świata w Rosji. Balon pękł z hukiem już po pierwszym meczu, a smród długo jeszcze będzie się unosił. Nie pierwszy to zresztą raz, kiedy nieprzemyślane publikacje i medialny szum pokazuje oderwanie od rzeczywistości, jeśli nie niekompetencję dziennikarzy.

W kategorii środowisko tytuł bzdury roku zdobywają gremialnie wypowiedzi polskich polityków i publicystów przy okazji szczytu klimatycznego w Katowicach. Powtarzane w kółko bzdury o wspaniałości energetyki opartej na węglu i braku jej wpływu na środowisko świadczą albo o złej woli, albo o kompletnej ignorancji. Na szczególne wyróżnienie zasługuje radiomaryjny publicysta Stanisław Michałkiewicz (nominowany przez Adama Błażowskiego) i jego bredzenia o lewackim pochodzeniu informacji o globalnym ociepleniu. Jak się ma lewactwo do rzekomego inspirowania tych informacji przez światowe koncerny i obce rządy, dążące do zniszczenia gospodarek biednych krajów (w tym Polski), które oparły swoją energetykę na węglu, nie wiadomo.

W kategorii interes Polski nagradzam wypowiedź, która dotyczy klimatu, ale zdecydowanie wybija się ponad poprzednią kategorię błyskotliwością i dbałością o polski interes narodowy. Nagrodę zdobywa nominowany przez Dorotę Małgorzatę Zielińską publicysta nieocenionego tygodnika Najwyższy czas, Tomasz Sommer za wypowiedź na antenie radiowej Trójki: [W Polsce] mamy klimat troszeczkę za chłodny. (…) Więc z czysto egoistycznego punktu widzenia, jakby ta temperatura podniosła się o stopień, dwa, nie mówię trzy, bo trzy to w ogóle byłoby dobrze, to by było fajnie. Takie kwiatki wyrastają, kiedy ktoś bezustannie myśli o interesie, bez używania szarych komórek.

Kategoria parlamentaryzm. Długo nie mogłem się zdecydować, bo nasz sejm do spółki z senatem nieustanne dowodzą, że walka o pozycję lidera wśród producentów bzdur jest im niezwykle bliska. Ostatecznie przyznaje tytuł podwójny. Pierwszy, świeżuteńki, za innowacyjny i świadczący o nadzwyczajnej krótkowzroczności, kompletnej nieodpowiedzialności i totalnym olewaniu interesu państwa sposób załatwienia kwestii drastycznych podwyżek cen energii elektrycznej.

Druga parlamentarna bzdura roku to skierowanie do rozpatrywania i podjęcie dyskusji nad ustawą o zniesieniu obowiązku szczepień. Tym razem trudno już mówić o ignorancji. Tu mięliśmy do czynienia raczej z kompletną głupotą, ewentualnie wyjątkowym brakiem skrupułów, kiedy zdrowie i życie ludzi poświęca się na ołtarzu walki o głosy. Tym bardziej wstrząsające jest, że sprawie ukręcono łeb niemal natychmiast po pojawieniu się ognisk zachorowań na odrę w podwarszawskich miejscowościach.

W kategorii życie społeczne tytuł bzdury roku zdobywają ekstremalne feministki za wywrócenie do góry nogami walki o równość płci i wprowadzenie w jej miejsce dążenia do matriarchatu (nominacja Pawła Sito). Ekstremalne feministki nie chcą równouprawnienia i partnerstwa, chcą zastąpienia dominacji mężczyzn w obecnym zmaskulinizowanym świecie, dominacja kobiet rodem z Seksmisji. Pewnie za ten wybór spadną na mnie gromy. Brak tu miejsca na rozwijanie tej kwestii, a ekstremalne formy różnych ruchów walczących z dyskryminacją (nie tylko kobiet) to temat na oddzielny artykuł. Jeśli ktoś ma wątpliwości, o co mi chodzi i za co ta nagroda, polecam doskonały tekst Piotra Sokołowskiego o ekstremalnym feminizmie. [->]

W kategorii biologia wciąż trwa plebiscyt na Biologiczną bzdurę roku. Spośród nominowanych moim faworytem i zdobywcą mojej nagrody jest Andrzej Jacek Piotrowski, były wiceminister energii w rządzie PiS, za odkrycie, że białko to węgiel a zatem: jeżeli mówimy o dekarbonizacji, to jakbyśmy powiedzieli o wyeliminowaniu człowieka. To doprawdy odkrycia na miarę nobla nie tylko z medycyny i fizjologii, ale również z chemii i nagrody pokojowej. Panu ekswiceministrowi doradzam, żeby sprawdził swoje twierdzenia zastępując w diecie mięso i nabiał miałem węglowym – ten rodzaj białka będzie z pewnością mniej kaloryczny.

W kategorii kryminalistyka tytuł bzdury roku zdobywają ex aequo organa ścigania za to, za tempo działań w zakresie przeszukania biura byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego Marka Ch. Oraz doradczyni prezydenta Zofia Romaszewska, która usprawiedliwiała opieszałość twierdząc, że: widocznie CBA uznało Marka Ch. Za uczciwego. Ta nagroda właściwie nie wymaga komentarza.

I wreszcie tytuł ARCYBZDURY ROKU zdobywają wszystkie działania rządu, ministerstwa edukacji narodowej i minister Zalewskiej w zakresie przeprowadzenia i wdrożenia reformy systemu edukacji (nominował Wojtek Muża). Ich twórcze, nieprzemyślane i chaotyczne działania doprowadziły do totalnego bałaganu. Przypomnijmy tylko najważniejsze skutki tych działań. Pierwszy to podwójny rocznik uczniów, którzy w przyszłym roku rozpoczną naukę w szkołach ponadgimnazjalnych. Drugi, to niedostrzeżenie kwestii uczniów, którzy rozpoczęli naukę jako sześciolatkowie i teraz ukończą licea w wieku lat siedemnastu (przypominam, że obowiązuje ustawowy obowiązek szkolny do ukończenia osiemnastu lat). Trzeci to wprowadzenie (po cichu) możliwości wydłużenia tygodnia pracy szkół do sześciu dni. Długo by jeszcze wymieniać, a jednak najbardziej irytujące jest niepodejmowanie żadnych działań w celu rozwiązania tych problemów przy jednoczesnym głoszeniu wielkiego sukcesu tej reformy. Dlaczego to reforma edukacji znalazła szczególne uznanie w moich oczach? Bo dotyka bezpośrednio miliony polskich rodzin, które skalę niekompetencji i dyletanctwa odczuwają na własnej skórze.

Powyższy ranking jest całkowicie subiektywny i nie aspiruje do miana wyroczni. Z przyjemnością przeczytam Wasze rankingi bzdur roku.

Rok się kończy, nie może się zatem obejść bez życzeń. Życzę Wam, by w przyszłym roku nie opuszczało Was szczęście, by był lepszy niż ten, który mija i żeby bzdur w naszym życiu było jak najmniej. Chociaż marzy mi się świat bez bzdur, to obawiam się, że tematów do mojej rubryki jeszcze długo nie zabraknie.

Do Siego Roku!

Krzysztof Garwatowski
Rocznik 1967. Eksharcerz, eksnauczyciel, obecnie dyrektor programowy w wydawnictwie Pink Press. Aktywnie działa w społeczności lokalnej na warszawskiej Białołęce. Wyznawca nauki i wielbiciel science-fiction.