Hubert Bułgajewski: Budujmy arkę przed potopem

Znaczna część Florydy, w tym Park Narodowy Everglades, jest skrajnie zagrożona – leży poniżej dwóch metrów nad poziomem morza. Na zdjęciu wizualizacja zatopionego przez rosnący poziom oceanów Miami.

Rosnący poziom oceanów stanowi ogromne zagrożenia dla wielu miast na świecie, także tych położonych na Florydzie. Władze Miami wprowadzają program mający na celu ochronę miasta przed skutkami zmian klimatycznych.

Wzrost poziomu oceanów i połączonych z nimi mórz wewnętrznych (Bałtyk, Morze Śródziemne), to chyba najbardziej znany skutek globalnego ocieplenia. Naukowcy od dekad mówią o topniejących lądolodach – wielkich masach lodu pokrywających Antarktydę oraz Grenlandię. Te ogromne czapy lodowe zawierają w sobie wystarczająco dużo wody, by zalać obszary nadbrzeżne na wszystkich kontynentach. Stopienie 15% masy grenlandzkiego lądolodu, podniosłoby poziom oceanów o około jeden metr. Co dopiero lodów znajdujących się na Antarktydzie Zachodniej – najbardziej narażonej na wzrost temperatur części Antarktyki. Ten odizolowany od reszty świata kontynent od milionów lat przykrywa warstwa lodu o grubości ponad trzech kilometrów.

O ile wzrośnie poziom oceanów do końca XXI wieku?
IPCC (Międzyrządowy Zespół do Spraw Zmian  Klimatu przy ONZ) w najnowszym raporcie szacuje wzrost średniego światowego poziomu morza do 2100 roku na 0,3-0,6 metra; w łagodnym scenariuszu, który uwzględnia redukcję emisji CO2. Jeżeli emisja utrzyma się na obecnym poziomie wzrost ten wyniesie na 0,5-1 metra. Szacunki te nie obejmują jednak wpływu topienia się lądolodów Antarktydy i Grenlandii, a jedynie rozszerzalność cieplną oceanów. IPCC prognozuje, że – uwzględniając obydwa te zjawiska – przy obecnej wysokiej emisji CO2 poziom oceanów wzrośnie w sumie o 1-1,5 metra.

Stopienie 15% masy grenlandzkiego lądolodu, podniosłoby poziom oceanów o jeden metr.

Obecnie większość ekspertów uważa, że prognozy te są zbyt ostrożne, główne ze względu na stwierdzoną ostatnio wrażliwość na ocieplenie lądolodu Antarktydy Zachodniej. Niektórzy naukowcy mówią, że wzrost poziomu oceanów może być dużo bardziej radykalny. Jednym z nich jest Paul Beckwith, profesor klimatologii i meteorologii na Uniwersytecie w Ottawie. Według niego, wartości podawane przez IPCC są mocno niedoszacowane, gdyż nie uwzględniają wykładniczego wzrostu tempa topnienia lądolodów na Grenlandii i Antarktydzie. Beckwith jest zdania, że jeszcze w tym wieku poziom oceanów wzrośnie nawet o 7 metrów.

Inwestycje przeciwpowodziowe
Którykolwiek scenariusz miałby się spełnić, to Miami, co roku odwiedzane przez miliony turystów, jest skrajnie zagrożone – leży poniżej dwóch metrów nad poziomem morza. Podobnie jak znaczna część Florydy, w tym Park Narodowy Everglades. Ta fatalna sytuacja sprawia, że w Miami podejmowane są konkretne działania.

Inwestycja pod nazwą Miami Forever ma za zadanie zabezpieczyć miasto przed zgubnymi skutkami nieubłaganie rosnącego poziomu oceanu. Miasto przeznaczy 400 milionów dolarów na modernizację stacji pomp, rozbudowę systemów odwadniających, podnoszenie dróg i budowę wałów. W Miami jest prawie dwa tysiące domów zagrożonych powodzią i ponad pięć tysięcy domów zagrożonych działaniem huraganów. A liczby te będą rosnąć, bo nawet niepozorny wzrost o 4-5 mm będzie potęgować działanie sztormów i huraganów. Dlatego miasto wyda kolejne 192 mln dolarów na zabezpieczenie przez powodziami wywoływanymi przez wzburzony ocean. Ponadto do 2025 roku Miami zaplanowało przeznaczenie przynajmniej 400 milionów dolarów na podniesienie 60% dróg oraz wyposażenie ich w nowe systemy odwadniające i kanalizacyjne.

Projekty te będą, rzecz jasna, ewoluować, bo miasto cały czas analizuje rozwój sytuacji w zakresie gospodarki wodnej, także odnośnie odprowadzania wody deszczowej. W przyszłości inwestycje z pewnością wzrosną i niewykluczone, że  trzeba będzie wydać kolejne setki milionów dolarów na walkę z rosnącym poziomem oceanów.

W perspektywie stu czy dwustu lat, jeśli nie nastąpi wyraźna redukcja emisji CO2, całe Miami zostanie zalane.

Jak dotąd zrealizowano już kilka takich inwestycji. Do sierpnia zeszłego roku zabezpieczono ponad trzy km wybrzeża, z planowanych blisko 400 km. W 2015 roku władze miasta wprowadziły w życie zakrojony na szeroką skalę program Rising Above, także służący ochronie wybrzeży przed powodziami i skutkami wzrostu poziomu oceanu. Obecnie trwa budowa 80 przepompowni, dzięki czemu miasto będzie mogło szybko pozbyć się wód powodziowych. Wprowadzono także rygorystyczne przepisy zabraniające budowy nowych domów poniżej 1,5 metra nad obecnym poziomem morza, a także ograniczenia rozwoju miasta na terenach zalewowych. W planach jest także modernizacja wałów i murów ochronnych tak, aby stwarzały one warunki dla rozwoju fauny i flory morskiej. Obiekty te mają imitować rafy koralowe. Według Programu Środowiskowego Narodów Zjednoczonych (UNEP) rafy koralowe i lasy namorzynowe stanowią bardzo dobre zabezpieczenie przed wysokimi falami, generowanymi przez huragany, a nawet tsunami.

Przygotowań nigdy za wiele
Niedawne huragany, m.in. Irma, zmuszają ludzi do natychmiastowego działania, ale nie wywołują migracji. Skoro miasto ma środki i technologie, to dlaczego ma się poddać bez walki? – Bardzo ważne jest dla nas przyjęcie długoterminowej perspektywy planowania – powiedziała Amy Knowles, zajmująca się w ratuszu zabezpieczaniem miasta przed skutkami wzrostu poziomu oceanu. – Co możemy teraz zrobić, to upewnić się, że jesteśmy tak przygotowani, jak to tylko możliwe – dodała, mówiąc o potrzebie ograniczenia potencjalnych strat.

Owszem, w perspektywie stu czy dwustu lat, jeśli nic się nie zmieni, jeśli nie nastąpi wyraźna redukcja emisji CO2, całe Miami zostanie zalane. Nawet jeśli skrajni klimatolodzy mają rację, posiłkując się prawami fizyki i faktami z historii dawnych zmian klimatycznych, to nie znaczy, że należy się poddać. Francja, Niemcy i wiele innych państw odchodzi od paliw kopalnych. Tesla z impetem wdraża samochody elektryczne i rewolucjonizuje transport na świecie. Władze takich miast jak Miami robią, co tylko możliwe, by zaadaptować się do skutków zmian klimatycznych.

Także inne państwa widzą problem i próbują go rozwiązać. Tak jest np. w Egipcie, gdzie według szacunków IPCC już półmetrowy wzrost poziomu morza spowoduje zalanie wybrzeży Aleksandrii. Zagrożonych jest 8 milionów ludzi mieszkających w delcie Nilu, jeśli nie zostaną podjęte kosztowne działania zapobiegawcze. Chociaż władze postrzegają to jako odległy problem, są ludzie, którzy zaczynają działać. – Jestem zaniepokojony, ta kwestia nie znajduje się na liście rządowych priorytetów – powiedział Ahmed Hassan z Save Alexandria Initiative, grupy działającej na rzecz podnoszenia świadomości na temat skutków zmiany klimatu.

Oby takie inicjatywy stały się inspiracją dla władz innych miast i ich mieszkańców.

Hubert Bułgajewski
Publicysta REO. Wcześniej portali: naukaoklimacie.pl oraz ziemianarozdrozu.pl Ekspert ds. zmian klimatu. Autor bloga Arktyczny Lód.