Bawaria zmienia podejście do wiatraków?


Jeżeli autorzy polskiej ustawy „odległościowej”, któraskutecznie położyła kres rozwojowi energetyki wiatrowej szukali gdzieśinspiracji, to w Bawarii. 10-krotność wysokości turbiny jako odległośćminimalna od zabudowań wydaje się wprost przepisana z bawarskiego prawabudowlanego. Tymczasem autorzy tamtych restrykcji wydali zadziwiająceoświadczenie. Przypominają w nim o możliwości i sposobach ich obejścia!

W Bawarii od jesieni 2014 r. obowiązuje zakaz stawianiawiatraków w odległości od zabudowań mniejszej niż 10-krotność wysokościturbiny. Regulacja, zwana „10-H” jest o tyle silna, że jej zgodność z prawempotwierdził w maju zeszłego roku miejscowy trybunał konstytucyjny. Zakaz nie majednak charakteru absolutnego. Samorząd gminny może go zignorować, jeżeli wprocedurze tworzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennegomieszkańcy stwierdzą, że nie mają nic przeciwko stawianiu wiatraków bliżej.

I oto właśnie o tej furtce przypomniała w specjalnymoświadczeniu dwójka prominentnych członków bawarskiego rządu: minister (wrandzie wicepremiera) gospodarki i energii Ilse Aigner oraz minister sprawwewnętrznych i infrastruktury Joachim Herrmann. Co ciekawe, obydwoje zajmowaliswoje stanowiska w momencie wprowadzania przez rządzącą Bawarią „od zawsze” CSUtzw. ustawy odległościowej.

Czytaj także: Przyjmując ustawę „10H”, Bawaria opowiedziała się przeciwko innowacji i rozwojowi

Co prawda Aigner i Herrmann w oświadczeniu nie sprzeciwilisię regulacji jako takiej, ale zasugerowali, że władze na tyle, na ile tomożliwe chcą sprzyjać rozwojowi energetyki wiatrowej w sposób „przyjaznyobywatelom”, a energetyka wiatrowa powinna być dalej znaczącym sektoremmiejscowej gospodarki. Aigner tłumaczy w liście, że Energiewende jest zadaniemdla całego społeczeństwa, a ekspansja źródeł odnawialnych zakończy się sukcesemtylko wtedy, gdy ludzie będą ją popierać. Utrzymanie tego poparcia było głównympowodem wprowadzenia „10-H” – zdaje się tłumaczyć minister energii. A Herrmannzauważa, że za zgodą mieszkańców zakaz można oczywiście złagodzić.

Ekspansja źródeł odnawialnych zakończy się sukcesem tylko wtedy, gdy ludzie będą ją popierać

„Według nas staranne planowanie przestrzenne na poziomiegminy ma kluczowe znaczenie dla rozwoju energetyki wiatrowej w następnych kilkulatach” – napisali też ministrowie, przypominając o całkiem nowych narzędziachdla samorządów gminnych, jakie ostatnio udostępniono. To m.in. oprogramowaniedo trójwymiarowej analizy wpływu dowolnego projektu wiatrowego na okolicę czynowe procedury administracyjne. Można przypomnieć, że w zeszłorocznymorzeczeniu Trybunał stwierdził, iż o zapewnienie odpowiedniej przestrzeni dlawiatraków na pewno powinny dbać organy planistyczne, ale już miejscowyustawodawca nie ma takiego obowiązku i może wprowadzać ograniczenia. 

Mimo obowiązującej zasady „10-H” bawarska energetykawiatrowa w latach 2015 i 2016 rosła całkiem przyzwoicie. Pod koniec zeszłegoroku uruchomiono tysięczną turbinę w landzie, a przez 2016 r. moc zainstalowanawiatraków wzrosła o 340 MW, tylko o kilka MW mniej niż w rządzonej przezZielonych Badenii-Wirtembergii. Jednak niemiecka branża wiatrowa uważa, że byłto „łabędzi śpiew”, w tym roku w Bawarii zabraknie już bowiem miejsca nastawianie turbin zgodnie z zasadą „10-H”.

Stąd fala spekulacji, że list dwójki ministrów maprzygotować grunt pod poważniejsze złagodzenie restrykcyjnego prawaantywiatrakowego, bo przecież mowa w nim o dalszym rozwoju źródeł wiatrowych.

Wojciech Krzyczkowski

fot. Pixabay

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here