Bartłomiej Pograniczny: Prąd z parku…

A dokładnie: z małej elektrowni wodnej na warszawskim Mokotowie

Mieszkańcy warszawskiego Mokotowa pewnie jeszcze nie zdają sobie sprawy, co to za dziwna turbina pojawiła się na Potoku Służewieckim. Niewielka konstrukcja już niedługo zostanie podłączona do miejskiej sieci energetycznej i zacznie produkować prąd. Tak, w miejskim parku powstała mała elektrownia wodna.

Mimo że w Polsce mamy długą historię energetyki wodnej – w 1896 roku powstała elektrownia wodna Struga na rzece Słupii – temat jest u nas zaniedbany. Przez cały niemal okres PRL-u do lat 80. wiele obiektów, mogących nadal funkcjonować, zostało rozebranych. Warszawa, jako jeden z sygnatariuszy inicjatywy Porozumienie Burmistrzów, której celem jest walka ze zmianami klimatu, od 2009 roku stara się wspierać projekty związane m.in. z odnawialnymi źródłami energii, oferując konkretną pomoc i dotacje. Władze stolicy inwestują w instalacje OZE, czego najnowszym przykładem jest turbina na Mokotowie.

fot. Bartłomiej Pograniczny

Lekcja o OZE

Leszek Drogosz, dyrektor stołecznego Biura Infrastruktury, fot. Bartłomiej Pograniczny

Ta mała elektrownia wodna jest bardziej symbolem niż obiektem, który miałby nam stworzyć bezpieczne źródło energii. To inwestycja w większym stopniu w edukację. Chcemy pokazać ludziom, że energię można pozyskiwać nie tylko ze spalania węgla – wyjaśnia Leszek Drogosz, dyrektor stołecznego Biura Infrastruktury. Moc tego urządzenia to 3 kW, co pozwala na wyprodukowanie blisko 3 tys. kilowatogodzin (kWh) energii, czyli mniej więcej tyle, ile potrzebuje rocznie oszczędne gospodarstwo domowe (mniej oszczędne zużywają średnio 4,5 tys. kWh rocznie). Na razie turbina jeszcze nie pracuje, ale po podłączeniu do sieci będzie zasilać np. 50 lamp ledowych.

W takiej konstrukcji wyraźnie widać, jak taka turbina działa. Można zaobserwować, jak woda  przelewa się przez turbinę ślimakową, a na samym końcu napęd łączy się z małym generatorem. To wszystko da się opisać w prosty sposób i przełożyć na przykład na lekcję o odnawialnych źródłach energii – tłumaczy Drogosz.

fot. Bartłomiej Pograniczny

Zwłaszcza że niedaleko Stawu Służewieckiego znajduje Służewiecki Dom Kultury, wyposażony w kolejne źródła OZE: kolektory, fotowoltaikę i wiatrak. – Chcemy w związku z tym obok turbiny umieścić tablicę elektroniczną, która będzie informowała o tym, co to jest, jak to działa i jakie są parametry uzyskiwanej energii, a kolejne tablice ustawić na trasie prowadzącej do Domu Kultury. Planujemy też przygotowanie konspektu takiej lekcji. Myślę, że może się to przydać nawet na studiach politechnicznych, nie tylko w szkole średniej. Tego typu program zamkniemy tuż po wakacjach, żeby mógł być wykorzystywany już w przyszłym roku szkolnym – dodaje dyrektor.

fot. Bartłomiej Pograniczny

 

w sprawach energetyki z OZE Polska jest daleko za swoim południowym sąsiadem. U nas jest 722 różnego rodzaju elektrowni wodnych, a w Czechach, kraju dużo mniejszym, 1452.

Turbina z Czech

fot. Bartłomiej Pograniczny

Takiego rodzaju turbinę ślimakową można też użyć w dużo większych obiektach. To tylko kwestia zwiększenia średnicy, długości, poziomu nachylenia, dzięki czemu będą uzyskiwane lepsze efekty energetyczne i siła przepływu. Mokotowska turbina Archimedesa została dostarczona z Czech, gdzie nad takimi urządzeniami pracowano już w latach 90. Nietrudno się więc domyślić, że w sprawach energetyki z OZE Polska jest daleko za swoim południowym sąsiadem. – U nas jest 722 różnego rodzaju elektrowni wodnych, a w Czechach, kraju dużo mniejszym, 1452. Co prawda są tam lepsze uwarunkowania geograficzne, ale jest też bardziej rozwinięta świadomość, że można z tych zasobów korzystać – ocenia szef Biura Infrastruktury. I właśnie po to powstała elektrownia na Potoku Służewieckim. Zdaniem Drogosza procent energii produkowanej z wody w naszym kraju znacząco nie wzrośnie, ale samo istnienie takich instalacji w przestrzeni publicznej ułatwi przekonywanie mieszkańców do inwestycji w inne źródła OZE.

 

Zasoby wodne naszych miast
Turbina ślimakowa zostanie oddana pod opiekę Zarządu Zieleni m.st. Warszawy, który już zajmuje się parkiem. Urządzenie jest bezpieczne dla ryb. Jednak jego budowa była pewną ingerencją w naturę. – Część mieszkańców miała wątpliwości co do samego spiętrzenia Stawu Służewieckiego, czy to jest właściwy pomysł. Znam to miejsce bardzo dobrze, bo mieszkam w pobliżu. Przed zmianami okolice rzeczywiście wyglądały bardziej naturalnie, staw porośnięty był gęstą trzciną. Wokół dziki, bujny, niczym niezakłócony rozwój zieleni, ale też miejsca niedostępne dla ludzi, miejsca gdzie od dawna były porzucane śmieci. Dzisiaj to wygląda zupełnie inaczej. Nie zabieramy niczego istotnego naturze, a dajemy chyba nawet więcej – mówi Leszek Drogosz.

Jeżeli za jakiś czas okaże się, że i w innych miejscach da się postawić małą elektrownię wodną i wokół niej przygotować program edukacyjny, to miasto jest gotowe zainwestować w dwie-trzy nowe instalacje.Właściwie dopiero odkrywamy zasoby wodne naszych miast. Mieszkańcy odkopują stare mapy, nawet z początku XIX wieku i ze zdumieniem widzą, że na przykład przez Łódź płynęły 52 różne rzeczki i strumyki. Wszystkie trzy gminy trójmiejskie ubolewają nad tym, że kilkadziesiąt tamtejszych elektrowni zostało całkowicie zaprzepaszczonych. Najszybciej sytuacja poprawi się tam, gdzie jest dobra świadomość ekologiczna i odpowiednie warunki geograficzne – uważa Drogosz.

Niejasności prawne
Trzeba obserwować, czy ten system aukcyjny, w którym oferuje się zrealizowanie inwestycji, a później uzyskiwanie energii po określonej stawce, przyniesie te efekty, które założono pierwotnie, bo cel jest też taki, że my powinniśmy do roku 2020 mieć 15% udziału energii odnawialnej w naszym bilansie energetycznym. Dzisiaj to idzie w odwrotną stronę, bo nam ten bilans ucieka. Myślę, że z samym systemem aukcyjnym to my sobie nie poradzimy. Trzeba szukać dodatkowych instrumentów i niestety pieniędzy w budżecie państwa na różnego rodzaju formy zachęt. Wielu ekspertów mówi, że rozwiązaniem są taryfy gwarantowane – ocenia Drogosz.

Panele na dachach autobusów są tak dobrym rozwiązaniem, że są w stanie zwrócić się w cztery lata.

Wskazuje też, że problemów dostarcza niejasne ustawodawstwo unijne. Jeśli wodociągi zużywają energię z OZE na własne potrzeby, to Komisja Europejska nie widzi problemów. Ale jeśliby doszło do sprzedaży prądu, pojawia się zagrożenie cofnięcia dotacji. – Przez to dziesiątki inwestorów, którzy na przykład założyli fotowoltaikę na dachach, boi się być prosumentami, by przypadkiem nie okazało się, że muszą oddać pieniądze. Tutaj nie tylko na poziomie krajowym, ale i na poziomie europejskim brakuje konsekwencji – dodaje dyrektor.

A są już obiekty, przy których fotowoltaika potrafi szybko przynieść korzyści finansowe. – Panele na dachach autobusów są tak dobrym rozwiązaniem, że są w stanie zwrócić się w cztery lata. Energia jest wykorzystywana do napędzania elektroniki autobusu. Jeśli nie przez panele, to ta energia musi być wygenerowana z normalnego przetwarzania paliwa, co jest droższe – mówi Drogosz. W innych przypadkach aż tak dobrego efektu nie ma, ale wyraźnie widać, jak duży potencjał dają OZE.


Miejskie elektrownie
Analiza projektu unijnego Cities on Power, w którym władze stolicy koncentrowały się m.in. na energii słonecznej, pokazała, że właśnie taka energetyka może być w mieście najintensywniej rozwijana. – Dzisiaj na przykład Warszawskie Wodociągi przygotowują duży program budowy elektrowni fotowoltaicznych. Do roku 2021 powstaną instalacje o mocy 8,5 megawata, a powierzchnia pokryta fotowoltaiką będzie sięgała 10 hektarów – zapowiada dyrektor Biura Infrastruktury. Panele pojawią się na terenie oczyszczalni Czajka, oczyszczalni Południe, ale również poza Warszawą na terenie Wodociągu Północnego i w niektórych mniejszych zakładach. To będą duże ilości, ponieważ dzisiaj w Polsce ze słońca mamy ok. 288 MW mocy łącznie. W oczyszczalni Czajka już dziś produkowana jest energia z biogazu. Osady ściekowe są fermentowane, a potem przetwarzane w gaz. Całość ma moc ok. 4 MW energii elektrycznej i 5 MW mocy cieplnej, bo przy okazji produkcji energii elektrycznej wytwarzane jest też ciepło na potrzeby technologiczne i grzewcze.

Ale w fotowoltaikę mogą też inwestować sami mieszkańcy.Jako miasto dofinansowujemy tego typu projekty. Inwestujemy w energię słoneczną, pompy ciepła, również w kolektory słoneczne. Dopłacamy do 40% wartości inwestycji, maksymalnie 15 tys. zł. To nie są na razie wielkie liczby, ponieważ rocznie jest nieco powyżej 200 inwestycji dofinansowywanych ze źródeł miejskich, praktycznie wszystkie, które są dobrze przygotowane, uzyskują dotację. Łącznie na te cele wydaliśmy w ostatnich latach 6 mln złotych – wyjaśnia Drogosz. Dyrektor przypomina też, że budowanie elektrowni węglowej jest dużo droższe niż takich obiektów jak farmy fotowoltaiczne. Dlatego jego zdaniem dobry kierunek zostanie utrzymany, a miasto poprzez dotacje chce te zmiany przyspieszyć.