AWANTURA O OZE: Jak się nie przyczynia do zmniejszenia emisji CO2, kiedy się przyczynia?

Tomasz Podgajniak odpowiada na artykuł Józefa Sobolewskiego zamieszczony w Biznes Alert

Dość często, gdy chce się przedstawić syntetyczny obraz sytuacji, wykorzystuje się różnego rodzaju wskaźniki statystyczne. Często pozwalają one na lepsze rozumienie problemu, wręcz „ekstrahują” go z gąszczy niezrozumiałych dla laików danych, ale niewłaściwie użyte prowadzić mogą do formułowania, nieświadomie bądź intencjonalnie, dalekich od rzeczywistości wniosków. Niektórzy posuwają się wręcz do stwierdzenia, że istnieją trzy rodzaje kłamstwa: kłamstwo, kłamstwo bezczelne i statystyka.

Ja tak daleko się nie posunę, ale w obiegu publicznym znaleźć można wiele innych mniej lub bardziej dowcipnych opinii na ten temat. Dla wyostrzenia mojej tezy końcowej posłużę się tylko jedną z nich. Czy jeżeli mój sąsiad upija się codziennie, a ja nigdy, to uprawniony jest wniosek, że statystycznie każdy z nas co drugi dzień chodzi pijany? Oczywiście, że nie, ale niestety tego typu nieuprawnione dywagacje albo wręcz manipulacje ostatnio nazbyt często można znaleźć w rozmaitych publikacjach mających pozory opinii eksperckich.

Do tej grupy można w jakimś stopniu zaliczyć artykuł autorstwa Józefa Sobolewskiego, Dyrektora Departamentu Energetyki Jądrowej w Ministerstwie Energii, opublikowany na portalu Biznes Alert pt. Niewygodna prawda o OZE. Przywołane w nim dane z grubsza odpowiadają prawdzie, ale wnioski niewiele już mają z nią wspólnego.

Postawiona przez Autora teza jest precyzyjna. Pisze on: Dane mówią jasno, OZE w generacji energii elektrycznej nie są efektywnym narzędziem redukcji CO2, czytaj ochrony klimatu. Po czym następuje analiza danych statystycznych – liczbowych i zaprezentowanych na wykresach – które mają rzekomo dowodzić tezy, iż mimo wymuszanego przez UE rozwoju OZE emisje CO2, podstawowego gazu szklarniowego nie spadają, a przynajmniej nie spadają tak szybko, jak wynikałoby to z wzrostu mocy instalacji odnawialnych źródeł energii.

Płynie stąd wniosek, iż odnawialne źródła energii, a zwłaszcza największe z nich energetyka wiatrowa – faktycznie ma znikomy wkład w redukcję emisji CO2. Istotnie, wykresy (choć nie wiedzieć czemu zawierające w roku 2019 dane tylko do 5 lat temu i wcześniejsze, podczas gdy dostępne są już bardziej aktualne) wydają się tę tezę potwierdzać.

Chciałbym jednak położyć nacisk na sformułowanie wydają się. Abstrahuję też od faktu, że Autor nie pokusił się o wyjaśnienie, co ukrywa się pod terminem efektywne narzędzie. Czy chodzi o koszty, czy o wskaźniki redukcji? Nie wiadomo, ale dla rozwinięcia tego wątku potrzebny byłby znacznie dłuższy i być może niestrawny dla większości Czytelników wywód, więc go dziś pominę.

Jak zatem przedstawia się stan faktyczny? W 2017 roku 5,8 GW wiatraków zainstalowanych w Polsce wyprodukowało ok. 14 TWh energii elektrycznej. Jest to w przybliżeniu wielkość, o jaką zwiększyła się konsumpcja energii elektrycznej w Polsce pomiędzy 2009 a 2017 rokiem. Co to oznacza w praktyce? Otóż dzięki tej produkcji emisja gazów cieplarnianych z sektora elektroenergetyki nie rosła w Polsce, mimo systematycznie rosnącego zapotrzebowania na energię. Niestety nie spadała też w zauważalnym wymiarze, ale jest to efekt utrzymywania się dominującej roli źródeł cieplnych, spalających węgiel brunatny i kamienny oraz w coraz większym wymiarze gaz ziemny.

w okresie tych 8 lat, dzięki rozwojowi generacji wiatrowej udało się uniknąć emisji CO2 w ilości ok. 50-60 mln ton.

Mało? Może i mało biorąc pod uwagę, że sektor elektroenergetyki i ciepłownictwa emituje rocznie w Polsce ok. 150 mln ton CO2, ale z drugiej strony, przy obecnych cenach uprawnień do emisji CO2 to oszczędność rzędu miliarda euro!

Polska niestety nie jest w tym względzie liderem, więc znacznie więcej uwagi poświęcił Autor gospodarce niemieckiej, która wśród przeciwników OZE stała się ulubionym przysłowiowym chłopcem do bicia. Zainwestowano tam wg Autora w OZE 280 mld euro i co? Wskaźniki emisji ledwo drgnęły. Efekt żaden w stosunku do nakładów i związanych z nim oczekiwań!

Jednak jeżeli spojrzy się na wielkości bilansowe, to w Niemczech w 2017 roku farmy wiatrowe wyprodukowały ok. 105 TWh, a panele słoneczne ok. 40 TWh energii elektrycznej. Przekłada się to na uniknięte w tym jednym tylko roku co najmniej 120 mln ton emisji CO2, a przy zastosowaniu naszych wskaźników emisyjności nawet 140 mln ton. To prawie tyle, ile emituje cały polski sektor energii elektrycznej. Mało? Zależy jak na to patrzeć, ale dla mnie to sukces, który tworzy podwaliny pod dalsze redukcje.

Kończąc, sparafrazuję więc genialnego Gombrowicza: jak się nie przyczynia, kiedy się przyczynia?



REO POLECA

Po nitce do kłębka, czyli jak politycy doprowadzili do zapaści OZE w Polsce

Tomasz Podgajniak
Prezes firmy Enerco, członek zarządu Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej, minister środowiska w rządzie Marka Belki.