Australia bardzo blisko przełomu z magazynowaniem energii


Australia jest słoneczna i bogata. Nic dziwnego, że mocsystemów fotowoltaicznych w tym kraju gwałtownie rośnie, nawet pomimostopniowej likwidacji zachęt typu feed-in-tariff. Pewne analizy wskazująjednak, że Australia jest już dosłownie o krok od lawinowej – i unikalnej naskalę światową – ekspansji domowych systemów magazynowania energiielektrycznej.

 

Z globalnego punktu widzenia to, co wkrótce ma się stać wojczyźnie kangurów, jest ważne z kilku powodów. Przede wszystkim Australia tojeden z największych trucicieli świata. Przy niecałych 25 mln mieszkańców, w 2015r. wyemitowała 550 mln ton CO2 (Polska ok. 300 mln), w kategorii „emisja CO2 nagłowę mieszkańca” bije się – ze zmiennym szczęściem – z USA o mało zaszczytnepierwsze miejsce, a trzy czwarte energii elektrycznej wytwarza z węgla, wwiększości kamiennego. Którego zresztą przez lata była największym na świecieproducentem. Przed kilku laty w kraju tym obowiązywał nawet podatek węglowy wnajostrzejszej formie, zniesiony jednak przez konserwatystów po przejęciurządów. Stopniowej likwidacji ulegają też taryfy gwarantowane dla OZE, a mimoto moc systemów PV wzrasta ostatnio błyskawicznie. Osiągnęła już 5 GW, przywzroście rządu 900 MW tylko w zeszłym roku.

 

Przy takiej penetracji problem magazynowania nadmiaruenergii staje się już palący niczym australijskie słońce. Na rynku pojawiły sięjuż pierwsze domowe systemy magazynowania, ale zdaniem miejscowych analityków,na razie to aparatura dla hobbystów, a prawdziwy przełom dopiero nadchodzi.

 

Zainstalowanie domowego akumulatora zasilanego z paneli PVpozwala przeciętnemu konsumentowi obniżyć rachunek za prąd nawet o dwietrzecie, ale energia w Australii jest na tyle tania, że inwestycja nie zwrócisię przed upływem typowej 10-letniej gwarancji na system. Przy czym przeciętnajednostkowa cena już dostępnych i dopiero zapowiadanych baterii (jak głośnaTesla Powerwall) jest rzędu 1000 AUD/kWh (prawie 800 USD). A to przekłada sięmniej więcej na 10 tys. klientów.

Czytaj także: Magazynowanie energii: to USA wskażą zwycięzcę pierwszej rundy

Według australijskiej firmy analitycznej Energeia przełomembędzie możliwość spłacenia się inwestycji w okresie krótszym niż 8 lat.

 

Potrzebne do tego jest przede wszystkim zastąpienie obecnychpłaskich taryf taryfami z bardzo wysokimi cenami energii w momentachszczytowego popytu (MD). Jak wynika z wyliczeń Energei, jeśli po spełnieniutego warunku jednostkowa cena baterii spadnie do 900 AUD/kWh – a więc jużbardzo niewiele – potencjalny rynek wzrośnie 10-krotnie, do 100 tys. gospodarstwdomowych. Spadek ceny baterii do 800 AUD/kWh ma się już przełożyć na 540 tys.potencjalnych klientów. W przyszłości osiągnięcie poziomu 400 AUD/kWh powinnooznaczać 2,8 mln gospodarstw domowych z akumulatorami. Chociaż na razieproducenci baterii napomykają, że będzie dobrze, jak uda im się w ciągu kilkulat zbić cenę za kWh do ok. 600 AUD.

Czytaj także: Niemcy wracają do wspierania domowego magazynowania energii elektrycznej

Decydujące znaczenie ma więc wprowadzenie taryf MD.Pilotażowe programy australijskiego operatora sieci Ausnet wskazują, żekorzyści z tego w postaci zmniejszenia szczytowego obciążenia, którego siecibardzo nie lubią, są co najmniej porównywalne z korzyściami dla gospodarstw. Narazie jednak tylko jeden z licznych australijskich dostawców energii oferujetego typu taryfy. Wygląda więc na to, że decydujący ruch powinien wykonać rząd.

 

Dla porządku można jeszcze przypomnieć, że w polskimsystemie taryfowym ciągle funkcjonuje taryfa G12, w której energia jest tańszaw godz. 13-16, dokładnie w godzinach letniego szczytu zapotrzebowania. Wefekcie obciążenie sieci w krytycznych momentach jeszcze bardziej wzrasta.Dobrą stroną „próby generalnej” blackoutu z sierpnia 2015 było to, żeprzynajmniej ten problem szerzej dostrzeżono.

 

 

Wojciech Krzyczkowski

fot. Pixabay

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here