📻 ZAPROSZENIE NA OBIAD: W grudniu, po południu. W 2038 roku

Jak wygląda rozwój alternatywnej żywności?

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Hubert Augustyniak.

 



Zapnijmy pasy, wyrzućmy stare książki kucharskie i przygotujmy się na zupełnie nowe produkty w lodówkach. Być może z czasem znajdzie się tam koktajl z alg morskich, burger z laboratorium lub pizza z drukarki 3D. Gdziekolwiek nas ta ścieżka rozwoju zaprowadzi, na pewno będzie to ciekawa podróż.

Kto powiedział, że nasze spektrum żywieniowe musi się ograniczać do tych samych potraw dyktowanych niedzielną obiadową tradycję? Czemu, przy tak szybkim tempie rozwoju technologii, nie zmienić również nawyków i nie wprowadzić smaków, potraw i tekstur na miarę XXI wieku?

Jako pierwsza o nowym, technokratycznym odżywianiu zaczęła myśleć NASA. Przeprowadziła badania nad potrawami, które byłyby małe, bogate w składniki odżywcze i kalorie oraz łatwe do przygotowania, może nawet do wyhodowania na stacji kosmicznej. Pierwszym astronautą raczącym się ziemskim jedzeniem w kosmosie był John Glenn. W 1962 roku podczas projektu Mercury zjadł lunch złożony z sosu jabłkowego z aluminiowej tubki. Od tej pory wiele się zmieniło i technologia odwadniania i próżniowego pakowania żywności pozwala na większą finezję w kuchni stacji kosmicznej.

wkrótce na naszej liście zakupów zamiast schabu i ziemniaków mogą pojawić się ekstrawaganckie produkty.

Badania nad jedzeniem przyszłości przybierają coraz szybsze tempo i to nie tylko z uwagi na wygodę posiłków w kosmosie. NASA, Organizacja Narodów Zjednoczonych oraz wielu naukowców i startup-ów prowadzą intensywne badania nad tym, czym w przyszłości będziemy mogli wyżywić rosnącą liczbę ludności na Ziemi. Chodzi o produkty, które będą zawierały wystarczająco wartości odżywczych, nie będą wymagały wielu surowców do produkcji oraz będą mogły być uzyskiwane lokalnie lub transportowane w dużych ilościach. Mięso, do którego produkcji potrzeba dużej ilości wody i energii, już niedługo może być produktem luksusowym. Przygotujmy się więc, że wkrótce na naszej liście zakupów zamiast schabu i ziemniaków mogą pojawić się ekstrawaganckie produkty.

jedzenie przyszłości

Każdy kiedyś ich spróbował, może się skrzywił, a może polubił. Smak wodorostów i jeziora, ale po czasie można się przyzwyczaić. Abstrahując od walorów smakowych, algi morskie stają się coraz bardziej popularne w krajach zachodnich jako niezwykły i zrównoważony produkt, na którym może opierać się jedzenie przyszłości.

algi są niezwykle łatwe w produkcji, nie wymagają ziemi uprawnej, nawozów ani świeżej wody.

Są ponadprzeciętnie bogate w minerały, witaminy oraz proteiny. W zasadzie tylko z tego się składają, zero cukrów. Poza tym, że są taką supertrawą pełną zdrowia, są niezwykle łatwe w produkcji, nie wymagają ziemi uprawnej, nawozów ani świeżej wody. Czyli wszystkiego tego, czego może nam w przyszłości brakować. Algi bardzo łatwo się rozmnażają, mogą być produkowane lokalnie oraz – co ważne dla przewidywanej przyszłości naszej planety – lubią ciepłe wody.

Nowoczesną książkę kulinarną zaczyna pisać Holandia. Na Morzu Północnym, niedaleko Hagi, powstała eksperymentalna farma alg morskich. Wydajność produkcji jest ogromna – jedynym problemem jest to, że Europejczycy nie przekonali się jeszcze do tego składnika. Z pomocą przyszedł holenderski kucharz, który pod pseudonimem Zielony Szef Kuchni (ang. Green Chef), promuje to jedzenie przyszłości.

Poza tym, że to zdrowa i produkowana w zrównoważony sposób żywność, algi można przyrządzić na tysiąc sposobów, uwzględniając burgery, sałatki, czekolady, koktajle, a nawet naleśniki. W zasadzie ograniczeniem jest wyobraźnia. Być może przekonamy się do nich już niedługo – w naszych domach lub coraz bardziej podłapujących temat alg morskich restauracjach.

 

Wino bez winorośli, majonez bez jajek, mięso… bez zwierząt. Czy możemy wykorzystać dzisiejszą technologię do wyeliminowania zwierząt z naszego łańcucha pokarmowego? W swoich artykułach promuję zrezygnowanie z jedzenia mięsa lub przynajmniej znaczne jego ograniczenie. Zakładając jednak, że 100% ludności nie pójdzie tą ścieżką, warto poszukać jego zamienników.

memphis meats proponuje mielonego z mięsa wyhodowanego z komórek pobranych od żywych zwierząt.

San Francisco, stolica nowych technologii, wróciła do starego jak świat tematu rolnictwa. Tym razem jednak jak przystało na XXI wiek w Dolinie Krzemowej – rolnictwa w laboratoriach. Na naszej stronie pojawił się już artykuł Magdy Gacyk na temat burgerów z protein sojowych do złudzenia przypominających smak mięsa. Tymczasem druga zmiana laborantów pracuje nad produkcją mięsa pozyskiwanego z komórek zwierząt, jednak bez ich udziału w procesie. Start-up o nazwie Memphis Meats, założony w San Francisco, podjął się rozwoju sztucznie hodowanego laboratoryjnego mięsa. Jego założyciele zaproponowali mielonego z mięsa wyhodowanego z komórek pobranych od żywych zwierząt. Komórki te są dokarmiane składnikami odżywczymi, po jakimś czasie powstaje z nich jadalne mięso, z którego można pobierać kolejne próbki.



REO POLECA

📻 Magda Gacyk: Zjadłam krwistego hamburgera. Bezmięsnego

 

Proces ten może być powtarzany w nieskończoność, dzięki czemu, według innowatorów, zwierzęta będą mogły być całkowicie wyeliminowane z produkcji mięsa. Niewątpliwie przyczyniłoby to się w ogromnym stopniu do ograniczenia emisji metanu oraz zużycia surowców, które w przemyśle mięsnym jest ogromne. Wraz ze wzrostem skali zapewniłoby to również niższe koszty wyprodukowanej w ten sposób żywności.

jedzenie przyszłości

Drukarki 3D przeżywają prawdziwy boom. Lista tego, co możemy na nich zrobić, stale się wydłuża. Skoro możemy wydrukować sobie dom lub implanty do  ciała, to czemu nie mieć w ten sposób obiadu?

Drukowanie jedzenia w technologii 3D pozwala na dużo szybsze i prostsze przygotowywanie posiłków bez potrzeby ich gotowania. Drukować można wszystko, z czego można zrobić proszek do nabojów drukarki. Pizza z sosem pomidorowym z każdym składnikiem z innego tonera. Ciastka z mąki z drukarki, na których po paru dniach wyrastają jadalne i ozdobne grzybki.

Drukowane jedzenie może być z czasem przydatne nie tylko w kosmosie, ale stać się także zrównoważonym jedzeniem przyszłości również na Ziemi. Jak wspomniałam, posiłki te nie wymagają gotowania, a jedzenie jest łatwe w transporcie (nie zajmuje wiele miejsca) oraz – co najważniejsze – nie psuje się tak szybko jak świeże produkty.

***

Być może nasi potomkowie nie będą wiedzieli, jak smakuje schabowy, ale będą potrafili przyrządzić algi morskie na 100 sposobów. Narobiłam Wam smaku?