Artur Kulikowski: List z… Hurghady

Czego nie widać z okien hotelu

Egipska Hurghada kojarzy się nam przede wszystkim ze słońcem przez cały rok, pięknymi plażami, ciepłym morzem, tanimi hotelami i monotonnym, acz znośnym jedzeniem. Większość turystów, którzy wybierają właśnie ten kurort nad Morzem Czerwonym na miejsce upragnionego wypoczynku, przylatuje tu na tydzień lub dwa. Schemat  95% wakacji w Hurghadzie jest w zasadzie taki sam. Samolot, transfer do i pobyt w odgrodzonym od miasta hotelu, ewentualnie wycieczka autokarowa do Kairu lub Luksoru bądź krótki rejs stateczkiem na pobliskie wyspy Giftun. I tyle. Nikt nie wyściubi nosa poza hotel, bo po co. Na miejscu turyści mają wszystko, czego potrzebują. Jest czysto, schludnie, są baseny, plaża, leżaki, bary, restauracje, sklepy spożywcze, punkty z pamiątkami i apteki. Rano ktoś posprząta pokój, ktoś inny ugotuje posiłki, ktoś naleje do szklaneczek z lodem czegoś mocniejszego. Wieczorem ktoś zaśpiewa do kolacji, zatańczy i udostępni parkiet, by potańczyć. Po zakończonym wypoczynku taśma się odwija: transfer klimatyzowanym autokarem na piękne i wielkie międzynarodowe lotnisko, tam zakupy w sklepach duty free i wylot do domu. W międzyczasie turyści zrobią zdjęcia pod palmami, na piaszczystych plażach lub pod krystalicznie czystą wodą, wśród przepięknych rybek pływających wokół kolorowych raf koralowych. Istny raj. Żyć nie umierać. Prześliczne fotki cudownego i beztroskiego wypoczynku w Hurghadzie zalewają potem wszystkie internety, Facebooki czy Instagramy. Wszystko jest piękne, tanie i na wyciągnięcie ręki. Wypoczynek większości turystów w Hurghadzie wygląda właśnie tak.

Hurghada nieturystycznie
fot. Максим Улитин, wikimedia

Zaledwie 5% decyduje się wyjść z hotelu i zobaczyć, jak naprawdę wygląda to miasto. I tu… szok. Nie tylko kulturowy. Szok graniczący z paniką. Tu aparaty fotograficzne w naszych smartfonach nagle przestają działać, bo kto chce się chwalić, że był na wakacjach w miejscu, które przypomina okolicę, z której przyjechał. Bo są śmieci, stare domy, przeróżne budowy, rozklekotane samochody, pierdzące motocykle, dziury w drogach i na chodnikach oraz ludzie biedni i żebracy. No niech ktoś przyzna, że w jego mieście nie ma takich widoków?

Aż 70% Egipcjan przyznaje, iż w ogóle nie segreguje śmieci i wyrzuca je gdzie popadnie.

Hurghada nieturystycznie
fot. www.hurghada24.pl

W Hurghadzie od razu rzucają się w oczy właśnie wszechobecne śmieci. Dlaczego jest ich aż tyle? To proste. Niestety. Egipcjanie dbają tylko o porządek we własnym obejściu. To, co dzieje się nawet centymetr poza – już ich nie obchodzi. W takiej kulturze zostali wychowani. Aż 70% Egipcjan przyznaje, iż w ogóle nie segreguje śmieci i wyrzuca je gdzie popadnie. Rozstawione gdzieniegdzie w mieście pojemniki czy kubły na śmieci stoją po prostu puste. Nikt nie ma wyrobionego nawyku dbania o czystość i dobro wspólne. W ogóle śmieci są haram, czyli brudne, stąd kontakt z nimi jest dla Egipcjan czymś odrażającym. Pracownicy służb oczyszczania miasta są najniższą kastą w społeczeństwie, często z tego społeczeństwa wykluczaną. Praca śmieciarza jest wstydem. Śmieciarzami są w większości ludzie starzy lub ci, którym w życiu nie wyszło. Dla Europejczyka to zapewne niepojęte. Dla Egipcjanina – normalne.

Władze słynącej z turystyki Hurghady doskonale zdają sobie sprawę z gigantycznego kłopotu wizerunkowego, jakim są walające się po mieście śmieci i odpadki. Praktycznie codziennie prowadzone są akcje czyszczenia tego nadmorskiego kurortu. Od rogatek na północy do szlabanów na południu. Wielkimi spychaczami ładowane są na wywrotki uschnięte drzewa, krzaki, gruz, szmaty, meble… I tak w koło Macieju. Czysto jest przez kilkanaście dni. Później wszystko wraca do niechcianej normy. Dlaczego? Ludzi i ich przyzwyczajenia zmienić najtrudniej. Po prostu śmiecą i wyrzucają śmieci gdzie chcą. Dopiero dwa lata temu decyzją gubernatora prowincji Morza Czerwonego Ahmeda Abdullaha wprowadzono do przedszkoli, szkół podstawowych i średnich specjalne pogadanki związane z ochroną środowiska, podczas których przekonuje się i uczy dzieci, jaki wpływ na ich codzienne życie ma dbanie o własne otoczenie. Dzieci dziećmi, ale najbardziej zaśmiecają Hurghadę oczywiście dorośli. Z nimi jest największy kłopot. Nieraz widziałem, jak domowe odpadki wyrzucali z okna przed własny dom. Nie widzą w tym niczego zdrożnego lub złego. Tak robili ich ojcowi, dziadkowie…

Ktoś powie: Przecież wystarczy wybudować śmietniki albo ustawić kontenery – i będzie porządek. I tu pojawia się problem. Śmietników i kontenerów na śmieci po prostu postawić nie można. Chyba łatwo sobie wyobrazić, co by się działo z odpadkami organicznymi leżącymi na dworze (nawet dzień) w temperaturze przekraczającej w słońcu nawet 60 stopni. Epidemia gwarantowana. Odpady organiczne są w tym wszystkim najmniejszym problemem. Jest ich relatywnie mało. Egipcjanie nie lubią wyrzucać jedzenia. Jest po prostu zbyt drogie. Największym kłopotem są gabaryty, plastik, opony, puszki, stare ubrania i gruz. Trzeba wiedzieć, że w zasadzie wszystkie domy w Hurghadzie nie mają piwnic. Ludzie nie mają więc gdzie składować gratów. Za piwnice robią dachy budynków. Te już są zawalone tym, czego w domu zmieścić nie sposób. Gdy Egipcjanie chcą się czegoś pozbyć lub wykorzystać później, składują stare przedmioty gdzie popadnie. Jeśli dachy są już pełne, szukają innych miejsc. Są to przeważnie tereny przed własnym domem, płot lub mur tuż obok. Później o gabarytach zapominają, a te zagracają przestrzeń publiczną. I leżą. Nawet latami.

Na przedmieściach Hurghady powstała (na razie niewielka) firma recyklingowa, która przetwarza tworzywa sztuczne na zabawki.

Na razie oczyszczanie Hurghady i przekonywanie do tego, by dbać o środowisko, to walka z wiatrakami, ale coś powoli zmienia się na lepsze. Od kilku lat śmieci w większości przypadków wyrzucane są w plastikowych workach, do ustawianych przed domami niewielkich metalowych beczek. Władze miasta wprowadziły surowe kary za zaśmiecanie miasta. Na przedmieściach Hurghady powstała (na razie niewielka) firma recyklingowa, która przetwarza tworzywa sztuczne na zabawki. Ktoś powie: Ludzie, przecież to XIX wiek

W tym miejscu chyba warto sobie przypomnieć, jak wyglądała Polska jeszcze 30 lat temu. Jak to było z naszą świadomością dotyczącą ekologii. Śmieci? Wyrzucaliśmy wszystko do śmietnika – bez segregacji. O foliowych workach nikt nie słyszał i nie można było ich nigdzie kupić. W ciągu tych 30 lat wszystko się u nas zmieniło nie do poznania. Egipcjanom też trzeba dać czas. Uświadamianie człowieka, iż czegoś robić nie wolno oraz że coś innego trzeba robić – dla własnego dobra – to proces. Jeżeli chodzi o dbanie o środowisko naturalne, w Hurghadzie jest rok 1989, ale tam czas (jeżeli chodzi o ekologię) biegnie teraz dwa razy szybciej. Już niedługo zrówna się z naszym.

Tak na marginesie: w okolicach polskich miast i miasteczek wystarczy wyjść z auta, wejść do lasu, by przekonać się, jak w XXI wieku my, Europejczycy, traktujemy środowisko naturalne. W Hurghadzie śmieci widać wszędzie jak na dłoni. Nie kryją ich drzewa, krzaki ani tym bardziej trawa. Kolorowe odpady leżą na szarym piachu.

W Hurghadzie zostanie zasadzonych 50 tysięcy drzewek cytrynowych, mandarynkowych i pomarańczowych.

Skoro o drzewach mowa. W Egipcie właśnie rozpoczęło się wdrażanie program zainicjowanego przez prezydenta Abdela Fattaha al-Sisiego sadzenia miliona drzewek owocowych w całym kraju. W Hurghadzie zostanie zasadzonych 50 tysięcy drzewek cytrynowych, mandarynkowych i pomarańczowych. Pierwsze plony spodziewane są za kilka miesięcy. Drzewka sadzone będą przede wszystkim w okolicach przedszkoli i szkół, program ma bowiem na celu edukację młodzieży i dzieci na temat kultury, znaczenia drzew oraz ich ochrony i pielęgnacji. To bez wątpienia epokowe wydarzenie w historii Egiptu.

Hurghada nieturystycznie
fot. www.hurghada2.pl

Wracając do koszy na śmieci. Hurghada sama zrobiła sobie kuku kilka lat temu, wydając polecenie administracyjne ustawienia kolorowych koszy na papier, plastik i szkło na terenie wszystkich hoteli w mieście. Miało być europejsko, wyszło (jak to bywa z nakazami) karykaturalnie. Z tej akcji śmieją się nie tylko turyści, ale i sami Egipcjanie, bo co z tego, że w hotelu (i tak sprzątanym codziennie) stoją kosze, skoro w całym mieście ich nie ma. Dziś jest inaczej. Na dwóch popularnych deptakach w Hurghadzie (na Cherry Street i El Nasr Road) stoją kosze na śmieci, a do ich obsługi są zatrudnieni ludzie – dbają o czystość od rana do wieczora. Takich reprezentacyjnych miejsc w mieście już niedługo ma powstać 20.

Hurghada nieturystycznie
fot. wwwhurghada2.pl

Turystów, którzy decydują się zwiedzić miasto, oprócz śmieci denerwują także wysokie krawężniki. Naprawdę bardzo wysokie. Często można usłyszeć: Po jaką cholerę je zrobili na blisko pół metra… Otóż cokolwiek by mówić o Egipcjanach, niczego, co jest ważne, nie tworzą bez sensu. Hurghada, jak większość miast w Egipcie, nie ma kanalizacji. Choć w mieście deszcz pada najwyżej kilkadziesiąt razy w roku, to jak już spadnie, potrafi wyrządzić niewyobrażalne szkody. Przelotne ulewy potrafią dosłownie zalać na metr całe miasto. Mniejsze opady wstrzymują ruch kołowy i podmywają drogi dojazdowe. Jedna z takich ulew kilka lat temu podmyła na długości kilkuset metrów jedyną drogę łączącą południe Egiptu z Kairem. Trasa była zamknięta przez tydzień. W wyniku gwałtownych opadów tylko w ubiegłym roku zginęło w Egipcie kilkadziesiąt osób. Ale wróćmy do krawężników. Skoro w Hurghadzie nie ma kanalizacji, podczas deszczu ulice tworzą koryta rzek, a wysokie krawężniki są wałami przeciwpowodziowymi. Dzięki temu woda spływa w niższe rejony miasta. Tam znajdują się specjalne zbiorniki, z których woda jest wypompowywana. Ot i całe wyjaśnienie tajemniczych krawężników.

Hurghada nieturystycznie
fot. www.hurghada24.pl


To tyle w pierwszym liście z… Hurghady. W kolejnym napiszę, jak Hurghada i w ogóle Egipt wykorzystują środowisko naturalne do produkcji prądu. Czy i kto dba o czystość Morza Czerwonego i czy na suchej jak pieprz pustyni można uprawiać ekologiczne warzywa i owoce. By zachęcić do lektury, podpowiem, że… wszystko można zrobić. Jak się chce, ma pieniądze i mądry plan. Tego (na razie) Egipcjanom nie brakuje.