📻 Andrzej Leszczyński: Bronię broni

AUDIO REO. Posłuchaj tekstu na podcaście. Czyta Andrzej Leszczyński.

 



Bronię broni. Bo muszę. Bo muszę próbować. Bo nikt inny za mnie tego nie zrobi. Dlatego głoszę od trzech lat, że broń palna w Polsce jest powszechnie dostępna. I to na zdrowych zasadach, podpartych badaniami i gruntownym szkoleniem.

Broń – rzecz do obrony

Jako filolog dowiedziałem się kiedyś pewnej ważnej rzeczy. Cytując klasyka, jeśli na coś się przydało tych pięć lat studiów, tysiące stron, młodość spędzona w bibliotece, bracia Poloniści i siostry Polonistki, to właśnie na to, żeby zdać sobie sprawę z tego, że wszystko w naszej rzeczywistości odbywa się poprzez język.

W jaki sposób nazwiemy daną rzecz, taką się stanie i tak będzie funkcjonować w naszej rzeczywistości. Dobrze się składa, że w języku polskim rzeczownik broń właściwie opisuje przedmiot, do którego się odnosi. To broń – rzecz do obrony. Nie: destruktor, anihilator czy zabijak. Tylko broń.

Czasy i narracje zmieniają się w zależności od tego w jakiej znajdujemy się sytuacji. Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Po raz pierwszy we współczesnej historii żyjemy w okresie względnego europejskiego spokoju i zwiększającego się dobrobytu. I to od blisko 80 lat. To nigdy wcześniej się nie zdarzyło. Pomniejsze, lekceważąco nazywane przez niektórych incydentami, zamachy terrorystyczne, nie zmieniają faktu, że na europejskim kontynencie słowo wojna wibruje coraz łagodniej w umysłach kolejnych pokoleń.

Wspomnienie wojny

Umierają ostatni świadkowie II wojny światowej, powoli będzie ona stawać się opowieścią z kart książek do historii. Choć może w mniejszym stopniu niż I WŚ i poprzednie konflikty, ponieważ zdecydowanie więcej pozostało nam historycznych artefaktów z lat trzydziestych i czterdziestych dwudziestego wieku, które możemy obejrzeć i dotknąć w muzeach. Dużo więcej nakręciliśmy, także współcześnie, na jej temat filmów i napisaliśmy książek. Ale Czterej Pancerni albo Stawka większa niż życie to dziś bardziej fabularnie atrakcyjne opowieści o dawnych czasach niż obrazy ku przestrodze. Poruszają inne struny, innych odbiorców i niekoniecznie jest to zarzut w stosunku do innej niż u ich rodziców i dziadków wrażliwości.

Zmieniła się także pokoleniowa świadomość. Komu spośród nastoletnich Polek i Polaków przyszłoby dziś do głowy, że ich koledzy zza zachodniej czy wschodniej granicy mogliby napaść na ich kraj w imię takiej czy innej idei? Zamiast tego wspólnie studiują, poznają świat, przyjaźnią się.

Wydaje się, że ludzkość w przeważającej części zdała sobie sprawę z faktu, że zdecydowanie bardziej warto budować niż niszczyć. w imię organizowania świata na nowo, według takiej czy innej idei.

W obronie pokoju

Przypomina to sytuację opisywaną w wielu pamiętnikach z okresu powstania w getcie warszawskim, kiedy to sami Żydzi zwracali uwagę na fakt, jak pokojowo nastawionym do świata byli narodem i jak niewiele broni znajdowało się w ich rękach. Jak wiadomo srogo się to na nich zemściło, jednak odrobili lekcję historii. Dziś przeszkolenie wojskowe w Izraelu przechodzą zarówno kobiety, jak i mężczyźni, a Mosad to jedna z najskuteczniejszych służb wywiadowczych światach (aha, prewencja :D). O szkołach sztuk walki, jak Krav Maga, nie wspominając.

Strach przed wojną i faszyzmem, a więc dominacją jednych nad drugimi, pchnął włoskiego komunistę Altiero Spinellego, autora Manifestu z Ventotene, do sformułowania podstaw dzisiejszej Unii Europejskiej. Ale wcale nie w sensie federacji niepodległych państw. Myśl jego biegła w kierunku stworzenia jednolitej europejskiej masy, podobnej wyznaniowo, politycznie i poglądowo. Homogenizacji. Po to, by jedni nie występowali przeciwko drugim. A to jak wiadomo nie może się udać, bo kontynent europejski składa się z różnych kulturowo narodów, posługujących się innymi językami, inaczej myślących. A parcie w kierunku ujednolicenia może powodować tylko stres i napięcia.

Widzimy tylko to, o czym wiemy

Inna filologiczna zasada, której się nauczyłem: widzimy tylko to, o czym wiemy. Kto nie zna historii Spinellego i jego roli w kształtowaniu współczesnej Europy, ten może nie zauważyć nic niepokojącego w kolejnych stronach wprowadzanych na siłę WSPÓLNYCH przepisów, dotyczących różnych dziedzin naszego życia. Także broni. Po atakach terrorystycznych w Paryżu z jesieni 2015 roku Komisja Europejska wpadła na genialny pomysł, by walczyć z terroryzmem poprzez… zakazanie posiadania legalnej broni przez legalnie ją posiadających, praworządnych obywateli. I dziś próbuje nam te przepisy siłą narzucić. A my się na nie zgadzamy. Bo nauczeni doświadczeniem 123 lat niewoli pod zaborami, i z poprzednich wieków, słyszymy bardzo wyraźnie chichot historii. Jak inaczej mamy reagować, kiedy dwa głównodowodzące państwa w Unii Europejskiej – Francuzi, mistrzowie białej flagi, oraz Niemcy, którzy niecałe 80 lat temu podpalili prawie cały świat niesieni ideą nazizmu – chcą mówić nam dzisiaj, co nam wolno, a czego nie w kwestii broni palnej.

Kiedy politycy mówią, że nie potrzebujesz broni – potrzebujesz broni.

Together we stand, divided we fall – zjednoczeni damy radę, podzieleni przegramy. Oczywiście, że tak. Zjednoczenie? Unia Europejska? Oczywiście, że tak. Wspólne przepisy podatkowe, ułatwienia w prowadzeniu firm i przepływie kapitału, rozwój gospodarki, swoboda podróżowania. Oczywiście, że tak. Ale to ma być wspólnota NIEPODLEGŁYCH państw, a nie odgórnie sterowany obszar zadekretowanej szczęśliwości.

W obronie wolności

Broń może być dziś naszym łącznikiem z przeszłością i przyczynkiem do dużo szerszej dyskusji o naszych prawach i wolnościach. Dziś zakażą ci posiadania broni, jutro być może samochodu, bo trujesz planetę. A może powinieneś jeść mniej mięsa, bo to zwiększa ślad węglowy? I tak krok, po kroku, Twoja wolność jest ograniczana.

Broń jest czymś, co młodzież zna z głównie z filmów, co jest dla niej nieco egzotyczne i atrakcyjne, bo nieznane. I oczywiście robi głośne bum. Czymś, dzięki czemu być może zainteresują się historią, bo egzemplarze broni są niczym innym, jak artefaktami myśli historycznej, które niosą ze sobą bardzo prosty i konkretny przekaz.

Czy każdy musi być miłośnikiem broni? A skąd taki pomysł? To jak zmuszanie wszystkich do jazdy czerwonymi samochodami, bo akurat nam podobają się one najbardziej i jak wiadomo – jeżdżą szybciej, niż te w zimnych kolorach.

W obronie statystyki

Choć nie lubię odnosić się do przykładu Stanów Zjednoczonych, bo to jeden z najgorzej funkcjonujących we współczesnej rzeczywistości systemów dostępu do broni palnej, to warto wspomnieć o statystyce. W dobrym tego słowa znaczeniu, czyli fotografii rzeczywistości. A mało kto wie, bo nie jest to tak medialne, jak kilkadziesiąt ofiar kolejnej strzelaniny. Choć z cały szacunkiem dla nich – nie pamiętam żalów nad trzema tysiącami Polaków, mordowanych co roku w Polsce. Jak kto?! Gdzie?! Co pan mówi?! Na polskich drogach. Zdziwienie? No, ale przecież…? Tak, właśnie, przecież.

Otóż mało kto wie, o średnio tysiącu przypadków dziennie szlachetnego użycia broni na terenie USA, w celu zapobieżeniu przestępstwu. I to w większości przypadków użycia niepolegającego na oddaniu śmiertelnego strzału. Najczęściej na okazaniu broni, wyjęciu jej z kabury, poinformowaniu napastnika, że nie jesteśmy bezbronną ofiarą. I w większości przypadków powoduje to jego skuteczne zniechęcenie i odstąpienie od popełnienia czynu zabronionego. Ale to z jakiegoś powodu nieatrakcyjne, pomijane w mediach informacje.

Dlatego bronię broni

Bo muszę. Bo muszę próbować. Bo nikt inny za mnie tego nie zrobi. Tak się zabawnie składa (choć nie przypisuję sobie tego absolutnie jako swojej zasługi), że odkąd od trzech lat mówimy głośno w GUN TV PL, że BROŃ PALNA W POLSCE JEST POWSZECHNIE DOSTĘPNA. I to na zdrowych zasadach, podpartych badaniami i gruntownym szkoleniem. Liczba nowo wydawanych pozwoleń zwiększyła się do kilkunastu tysięcy rocznie. I to cieszy.

Powstają nowe kluby sportowe, ludzie się szkolą, zdobywają solidne podstawy do bezpiecznego i odpowiedzialnego posługiwania się bronią palną. Pielęgnują swoje hobby i dla relaksu dziurawią papier na osiach strzeleckich. Przy okazji uczą się historii, odpowiedzialności i szacunku do broni palnej. Cieszę się. Bo jak głosi bardzo stara łacińska maksyma: si vis pacem, para bellum, czyli: jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny.

Wolność, jak się niektórym wydaje, nie jest nam dana raz na zawsze. Trzeba ciężko pracować, żeby ją zachować. Teraz, kiedy to czytasz, dokładnie jak na szpiegowskich filmach, tysiące tajnych agentów na całym świecie ciężko pracuje nad zachowaniem światowego pokoju, wygaszając napięcia i konflikty, o których nigdy się nawet nie dowiesz.

Nie bój się broni. Idź na strzelnicę. Zapoznaj się z tym nieznanym stworem. Może go polubisz i się z nim zaprzyjaźnisz. Bo być może, ktoś kiedyś zechce go użyć przeciwko Tobie i ani się nie zawaha, ani nie będzie miał skrupułów. Będziesz na to gotowy? Czy może będziesz się bał?


Andrzej Leszczyński

Lektor filmowy i telewizyjny, producent telewizyjny, pasjonat broni palnej, szef GUN TV PL.