A LOGIKA? Na chorobę nam Ministerstwo Zdrowia [art. zawiera nieznaczne ilości mat. rozrywk. VIDEO]

Czy to logiczne, że wcale nie jest mi do śmiechu?

Czy to jest logiczne, że rząd najpierw ustala strategię dla górnictwa, potem politykę energetyczną (bez wymaganej prawem oceny środowiskowej) a dopiero na końcu krajowy plan energii i klimatu? Zdrowie publiczne jest gdzieś na końcu przewodu pokarmowego. Jego stan – bliżej nieznany.


– Trzeba umieć dostrzec szeroki interes społeczny, a nie tylko własne wąskie podwórko – mówi kadrowa przedsiębiorstwa autobusowego, odmawiając Łukasikowi, kadrowemu MPT odstąpienia kierowcy, którego mu brakuje. – Interes ogółu trzeba preferować, niestety – argumentuje potem Łukasik, odmawiając posady taksówkarza Kasi, głównej bohaterce serialu Zmiennicy w reżyserii Stanisława Barei w odcinku pt. Typowa logika damsko-męska? Każde z nich zręcznie zasłania się dobrem wspólnym, nazywając to raz męską, raz żeńską logiką pojmowania spraw.

Ale nie o seksitowskie wycieczki tu się rozchodzi. Ani nawet nie o spławianie petentów. Raczej o kompletny i – o dziwo powszechnie akceptowalny – brak logiki.

Abstrahując od płci owej logiki, wydawałoby się, że podejmując ważne dla państwa decyzje strategiczne, należałoby wyjść od dobra obywateli, jego mieszkańców. A nawet jeszcze wyżej – czym bowiem się to dobro wyraża? Szczęście, zdrowie, bezpieczeństwo, bogactwo  a dla mniej ambitnych – choć niekoniecznie mniej szczęśliwych – skromne życie. Czy nie tego wszyscy pragniemy dla siebie i dla swoich bliskich?

Jako społeczeństwo powołaliśmy więc państwo, aby nam służyło. By wspólnymi pieniędzmi (podatki) zapłacić mu za jego usługi. Szczęścia nam co prawda nie przysporzy, ale oczekujemy – zgodnie zresztą z umową społeczną (Konstytucja) – że zadba o zdrowie współfinansujących je obywateli. I to nie tylko lecząc chorych, ale dbając o jakość żywności, wody i powietrza.

Po to powołaliśmy do istnienia państwowe instytucje: Ministerstwo Zdrowia, inspekcję sanitarną, itp. Po to finansujemy uniwersytety, aby naukowcy nauczyli urzędników, jakie normy środowiskowe są dla niezbędne dla naszego zdrowia. Tak się umówiliśmy, że składamy się na pewne usługi ze strony państwa. Bo Konstytucja jest właśnie umową społeczną. Skoro tak, to ze strony Ministerstwa Zdrowia powinny płynąć wymagania, co do działań pozostałych resortów, tudzież powstrzymania się od działań, które mają wpływ na zdrowie publiczne. Zdrowie publiczne rozumiane jako kondycję fizyczną społeczeństwa jako całości.

Na podstawie tego, co dla kondycji zdrowia publicznego niedopuszczalne ma się tworzyć normy.

Te normy uwzględnia Ministerstwo Środowiska, które przyczynia się do dobrej kondycji obywateli, wyznaczając granice m.in. podmiotom gospodarczym – ale i samym obywatelom, poprzez powoływanie chociażby przyrodniczych obszarów chronionych. Godzimy się na te ograniczenia z uwagi na kondycję zdrowia publicznego. Potem wyznaczone instytucje (także policja) prowadzą kontrolę przestrzegania tych norm, bo bez czystego powietrza, wody i żywności, nie można mówić o zdrowym społeczeństwie.

Ministerstwo Środowiska (a może przydałoby się nam dzisiaj raczej Ministerstwo Środowiska i Klimatu?) powinno realizować swoje zadania w oparciu o zdrowotne normy, który płyną z Ministerstwa Zdrowia. Następne w łańcuchu pokarmowym są Ministerstwo Energii czy Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii. Nie odwrotnie!

Jak to wygląda u nas?

Najpierw uchwala się strategię dla węgla kamiennego i węgla brunatnego. Normy jakościowe dla paliw stałych ustala Minister Energii. Wyklucza się Ministerstwo Zdrowia z tego procesu. A przecież Minister Energii nie wie, co jest bezpieczne dla zdrowia. On wie, co jest dobre dla kopalni. Nie twierdzę, że nie ma mieć nic do powiedzenia o jakości węgla, którym będziemy palić w piecach. Wręcz przeciwnie – niech występuje w imieniu swoich podopiecznych, czyli górników. Ale zgodnie z logiką, to

Minister Energii ma być w tej sprawie petentem Ministra Zdrowia i Ministra Środowiska (i Klimatu)!

Tak jednak nie jest. U nas najpierw zabezpiecza się interes państwowych spółek górniczych. (Jakby każdy Ślązak marzył, aby jego syn pracował na przodku…) Potem do strategii dla węgla dopasowuje się strategię energetyczną. Przy jej ustalaniu wpływ na środowisko całkowicie się pomija – pomimo że przepisy stanowią inaczej… [->]

Gdzieś tam pałęta się między resortami program Czyste Powietrze, który ma specjalnego – i bardzo zacnego zresztą – gospodarza. Który jednakowoż również jest petentem Ministra Energii… Na koniec powstaje krajowy plan dla klimatu i środowiska. Powstaje tylko dlatego, bo zmusza nas Unia. Nie dlatego, że zmiana klimatu zagraża zdrowiu publicznemu!

Rola resortu odpowiedzialnego za zdrowie publiczne została sprowadzona do poziomu oddziału ratunkowego.

Minister Zdrowia zaczyna działać, kiedy zachorujesz. Kierując się zatem logiką, nazwijmy rzecz po imieniu: Ministerstwo Choroby. I to wpiszmy do Konstytucji. Bo na dzień dzisiejszy to nie w Ministerstwie Zdrowia liczy się, ile kosztuje brak czystego powietrza, wody i żywności. Co policzyć można. Jakie są skutki dla zdrowia publicznego tego, że żyjemy w zanieczyszczonym środowisku i że lekceważymy zagrożenia spowodowane zmianą ziemskiego klimatu? Ile to kosztuje? Nie tam powstaje rachunek do zapłacenia przez producentów aut spalinowych, kopalnie i innych trucicieli. No, może poza palaczami tytoniu, których wkład w budżet Ministerstwa Choroby jest znaczący. Poniekąd słusznie…

– To gdzie jest logika? To wolę kupić ten tartak – zapytał i sam sobie odpowiedział, kierując się zdrową logiką, Kuba Rappaport w słynnym skeczu Kabaretu Dudek pt. Sęk. Dzisiaj to mógłby kupić sobie co najwyżej maskę antysmogową…

A kiedy urzędniczka w Ministerstwie Choroby występuje w obronie pacjentów, zwalnia się ją z pracy… I to akurat jest logiczne, bo leki mają kosztować tyle, ile życzy sobie ich producent. I o to Ministerstwo Choroby chciało zadbać. Ministerstwo Zdrowia występowałoby w interesie pacjentów… Obecnie występuje w prokuraturze, w charakterze oskarżonego…

Oskarżonym jest też cały rząd, który od ponad 20 lat nie zdołał poprawić jakości powietrza. I nawet zapadł wyrok, że nie wywiązał się ze społecznej umowy, którą zawarł z obywatelami. Tak zaniedbał stan środowiska, że będzie płacić kary. Niestety, te kary zapłacimy sami sobie…

Czy to logiczne, że wcale nie jest mi do śmiechu?



REO POLECA

POZWIJ RZĄD: Przełomowy wyrok w sprawie smogu

Dorota M. Zielińska
Wolność kocham i rozumiem. Wolności oddać nie umiem. REO to dla mnie nowe wspaniałe miejsce na Ziemi. Odpowiadam tu głównie za działkę oze-energetyczną. Uwielbiam zagadki słowne, kalambury i skrablowe pojedynki na słowa. Masz ciekawy temat? Napisz do mnie: dorota.zielinska@reo.pl