Agnieszka Grądek: Działasz – masz!

Co jest potrzebne, żeby troszczyć się o środowisko i klimat

Mieszkańcom Kapsztadu, w wyniku długotrwałej suszy, w najbliższym czasie zabraknie wody w kranach. Kilka miesięcy wcześniej słyszeliśmy o podobnej sytuacji na Półwyspie Iberyjskim. Newsy te nie wywołały w Polsce wielkiego zainteresowania. Zaabsorbowani bolączkami polskiej polityki i własnymi kłopotami, po prostu nie zwracamy na takie wiadomości uwagi. RPA jest przecież tak daleko, a Hiszpania i Portugalia też setki kilometrów od nas. Chociaż ich problemy mogą wskazywać, że długotrwałe zmiany klimatyczne dotkną w końcu także kraj nad Wisłą – polskie zasoby wody wcale nie są zbyt obfite – nie zajmuje nas to nawet na tyle, żeby nazbyt długo o tym myśleć, bo dotyczy odległej w naszym wyobrażeniu przyszłości.

Pytanie brzmi, jakie warunki muszą być spełnione, żeby ktoś zaangażował się w działania dla dobra ogółu, nawet jeśli ich rezultaty bezpośrednio go nie dotyczą. Taka postawa wymaga przede wszystkim czegoś, co w psychologii procesu nazywamy świadomością swojej wysokiej rangi.

Wysoka ranga jest sumą korzyści, które wynikają z uwarunkowań społecznych (takich jak płeć, kolor skóry, wiek, stan zamożności, wykształcenie, dostęp do dóbr kulturowych, miejsce zamieszkania etc.), ale zależna jest również od psychologicznych umiejętności jednostki, a także jej poczucia kontaktu z wyższymi wartościami.

Ktoś, kto ma w danej sytuacji wysoką rangę i wie o tym, może się czuć swobodny i pewny siebie, mieć poczucie wpływu na sytuację i wolności w realizowaniu swoich pomysłów. Ma mniej zmartwień – na przykład, jeśli jesteśmy wykształceni i doceniamy ten fakt, nie musimy kłopotać się o właściwy dobór słów i będziemy mieli więcej własnej energii do dyspozycji i mogli więcej uwagi poświęcić otoczeniu.

Im bardziej dana osoba zdaje sobie sprawę ze swojej wyższej rangi i związanych z nią korzyści, tym bardziej będzie skłonna do korzystania z nich dla dobra innych. Żeby się dzielić, trzeba najpierw wiedzieć, że samemu ma się pod dostatkiem.

Marginalizujemy fakt posiadania wyższej rangi, biorąc nasze przywileje za oczywistość, więcej uwagi zaś poświęcając temu, czego nam brakuje.

Naturalne jest jednak, że przejmujemy się raczej negatywnymi aspektami naszej egzystencji, niż pozytywnymi, zwłaszcza porównując się z innymi. To znane psychologiczne zjawisko – znacznie bliższa jest nam na co dzień świadomość naszej niższej rangi.
Tak więc większość Polaków zwraca uwagę na to, że w Szwecji czy Niemczech sytuacja ekonomiczna jest korzystniejsza, Finowie mają lepsze szkoły, a Włosi cieplejszy klimat. Porównanie z tymi, którzy są w położeniu gorszym niż nasze – chociaż tych realnie jest przeważająca większość – ląduje w mentalnym koszu na śmieci. Marginalizujemy fakt posiadania wyższej rangi, biorąc nasze przywileje za oczywistość, więcej uwagi zaś poświęcając temu, czego nam brakuje.

Dlatego stały brak wody, rosnące gwałtownie temperatury i zanikanie w Afryce obszarów nadających się pod uprawę nie docierają do naszej świadomości, a jeśli już, to nie wydają się na tyle ważne, żeby się nim poważnie zajmować. To samo dzieje się z prognozami dotyczącymi środowiska – dla mózgu przyszłość jest jak daleki kraj, którego mieszkańcy w sumie niewiele nas obchodzą. W praktyce informacji o nim nie słyszymy i nie widzimy, bezwiednie przewracamy strony gazet, przewijamy newsy w mediach społecznościowych, a jeśli już zapoznamy się z nimi, to zapominamy je zaraz po przeczytaniu, uznając za niezbyt ciekawe, albo też smutno kiwamy głową i na tym nasze zainteresowanie się kończy.

Mieszkańcy Sudanu, RPA czy przyszłości nie mają i nie będą mieli takiej możliwości, ponieważ skutki zmian klimatycznych dotykają ich bezpośrednio. Oni muszą się tym zajmować na co dzień  – my nie.

Przywilej związany z naszą wyższą rangą w tej sytuacji polega nie tylko na tym, że po odkręceniu kranu spodziewamy się nadającej się do picia wody albo że nasze miejsce do życia nie znika na skutek podniesienia się poziomu morza, ale też na psychicznym komforcie nieinteresowania się i niezajmowania się zmianami klimatu i degradacją środowiska. Kiedy rozumiemy, że mamy ten komfort, wiemy, że decyzja o angażowaniu się (lub nie) w sprawy natury i środowiska jest naszym wolnym wyborem i dopiero wtedy możemy ją świadomie podjąć.

Nie pomagają w tym żadne środki przymusu, a tym bardziej krytyka postawy niezaangażowanej. Ta ostatnia może prowadzić tylko do konfliktu, na zasadzie: Ja czuję się tu i teraz przygnieciony moimi problemami i muszę sobie sam z nimi radzić, a ktoś jeszcze mi mówi, że powinienem się martwić o tonące Malediwy.  Stąd częste zarzuty wobec środowisk lewicowych, że bardziej martwią się grupami mniejszościowymi i wymierającymi wielorybami niż realnym dobrostanem większości swoich rodaków.

Im większy dostęp do swojego poczucia siły i godności, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś będzie zajmował się problemami wykraczającymi poza jego osobiste podwórko.

Osoby zaangażowane to zwykle ludzie, którzy mają wewnętrzny kontakt ze swoją wysoką rangą, z poczuciem dobrobytu, zaufaniem do swoich umiejętności, świadomością swojego wykształcenia lub przynależności do jakiegoś rodzaju elity duchowej lub intelektualnej. Duże poczucie siły daje też przynależność do jakiejś grupy, do ziemi, z której się pochodzi, i świadomość ciągłości pokoleń – dlatego przedstawiciele emancypujących się rdzennych społeczności często zabierają głos i działają dla dobra planety. Im większy dostęp do swojego poczucia siły i godności, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś będzie zajmował się problemami wykraczającymi poza jego osobiste podwórko.

Ale też grupy zajmujące się ekologią nie mogą odcinać się przez krytykę czy poczucie wyższości od tych, którzy tego nie robią, bo to buduje przepaść i antagonizm między nimi. Postawę zaangażowaną w potrzeby mniej uprzywilejowanych warto uprawiać jak najbliżej siebie. Już samo dostrzeganie, że inni są w jakiś sposób w gorszym od nas położeniu, i uwzględnianie tego jest elementem zmiany i modeluje postawę, w której zaangażowanie staje się w ogóle możliwe. Szczególnie ważne jest to w Polsce, gdzie mamy do czynienia z powszechnym deficytem szacunku i brakiem więzi społecznych.

Decyzja o zaangażowaniu się, poświęceniu energii i czasu czy choćby uwagi na rzecz tych, którzy są w gorszym położeniu, to coś niezwykle cennego. Kiedy jednak już ją podejmiemy, czeka nas z kolei konfrontacja z naszą niską rangą – z tym, jak niewiele w gruncie rzeczy zależy od naszego osobistego udziału i jak mała w globalnej skali jest skuteczność działania jednej osoby lub nawet grupy. Bo nawet jeśli wszyscy zminimalizujemy swoje zużycie energii i produkcję śmieci, to jest to nieporównywalnie mało wobec działań potężnych lobby, przemysłu, uprzemysłowionego rolnictwa czy rządów.

Zazwyczaj gratyfikacją naszego działania są jego wymierne rezultaty, zmiana, która w jego wyniku następuje, poczucie sukcesu i wpływu na sytuację. Trudno jest angażować się w sprawę, w której to poczucie wpływu jest niewielkie. Konfrontuje to nas z poczuciem słabości, bezradności i braku znaczenia.
Trzeba mieć jakąś tolerancję dla tych uczuć, żeby inwestować energię w coś tak mało opłacalnego z jednostkowego punktu widzenia. Być rzeczywiście pogodzonym ze swoją niską pozycją w perspektywie globalnych zmian i światowych graczy, żeby żmudnie segregować swoje śmieci, wiedząc, jak niewiele to znaczy w skali planety.

Zdolność do współdziałania, zaufanie do liderów, podporządkowanie się ich wizji, umiejętność zwracania się do osób wyżej postawionych – to potencjał dostępny osobom mającym świadomość swojej niższej rangi w stosunku do innych.

Jeśli zaś chcemy nasze poczucie wpływu podnieść, możemy zrobić to dzięki przynależności do większych organizacji działających na rzecz środowiska, w których jako szeregowi członkowie znaczymy może niewiele, ale mamy możliwość identyfikacji się z ich siłą i osiągnięciami. Zdolność do współdziałania, zaufanie do liderów, podporządkowanie się ich wizji, umiejętność zwracania się do osób wyżej postawionych – to potrzebny do tego potencjał, który dostępny jest osobom mającym świadomość swojej niższej rangi w stosunku do innych.

Z pewnością kiedy nam samym zależy na jakiejś sprawie i chcemy przemówić do osób, które nie są nią w danym momencie zainteresowane, potrzebujemy dobrze rozpoznać swoją niższą rangę w tej sytuacji. Mieć świadomość tego, że prosimy je o poświęcenie ich czasu i uwagi. A nikt nie spełnia chętnie prośby wypowiedzianej tonem wyższości.

Do zajęcia się sprawami środowiska i pociągania za sobą innych potrzebna jest zatem, w skali indywidualnej, z jednej strony dobra wewnętrzna identyfikacja ze swoimi społecznymi i psychologicznymi przywilejami (świadomość wyższej rangi), z drugiej natomiast dobra tolerancja na uczucia zależności i słabości w sytuacji, kiedy możemy mniej niż inni, oraz umiejętność działania z pozycji słabszego (świadomość niższej rangi). Zarówno jedno, jak i drugie jest najlepiej dostępne, kiedy mamy doświadczenie przebywania we wspólnocie.

Dobrze funkcjonująca społeczność, w której wiąże nas siatka wzajemnych zależności, w której w bezpieczny sposób jesteśmy na różne sposoby zarówno zdani na innych, jak i wobec nich nadrzędni, jest dobrym punktem wyjścia do angażowania się w większe sprawy. Dlatego jeśli chcemy cokolwiek osiągnąć w większej skali, budowanie możliwie szerokiej wspólnotowości jest dobrą inwestycją.


Agnieszka Grądek – psychoterapeutka Instytutu Psychologii Procesu oraz Ośrodka Rozwoju i Psychoterapii Przemiany. Zajmuje się również facylitacją procesów grupowych w firmach, organizacjach i społecznościach. Jest zainteresowana problemami społecznymi, konfliktami politycznymi i ekonomicznymi. Założyła i od dwóch lat prowadzi wraz z Anną Borys Forum otwarte. Facylitacja konfliktu, w ramach którego stosuje metody psychologii procesu w odniesieniu do aktualnych społecznie tematów w Polsce.
http://psychoterapia-ag.pl/